Akceptacja własnych uczuć - emocji i próba ich wyrażania
#1
Chciałbym poruszyć temat akceptacji własnych uczuć.
Ponieważ jest to forum o nieśmiałości, podejrzewam że nieśmiałość jest mocno powiązana z brakiem akceptacji siebie. Pytanie, czy żeby pracować nad jakimkolwiek aspektem swojego życia trzeba wpierw zaakceptować siebie i to co się czuje do ludzi żeby zacząć czynić jakieś zmiany. Nie chodzi już o samą nieśmiałość, tylko ogólnie w celu budowania własnej wartości. Czy wyrażanie własnych uczuć zgodnie z własnym sumieniem i tym co czuje się do kogoś, to jest złość, poczucie wykorzystania itp. Czy to jest właściwa według Was droga. Bo często mam wrażenie że negowanie, zastanawianie i podważanie tego co w danej chwili się czuje czy nie działa destrukcyjnie na poczucie własnej wartości.

Wysłane z mojego GT-I9305 przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#2
W zupełności akceptuję moje uczucia. Po prostu ich nie wyrażam. Bo nie umiem. A jeśli umiem to tylko, kiedy nikt mnie nie widzi. Bo za dnia wkładam ''maskę'', która ma powiedzieć, że wszystko jest ok
Odpowiedz
#3
Uważam, że poprzez wyrażanie swojego zdania i uczuć pokazujemy właśnie, że akceptujemy siebie i nie boimy się pokazywać tego innym. Mogę powiedzieć, że akceptuję swoje uczucia ale co z tego, skoro większość ludzi powie, że jestem nijaka oraz zamknięta w sobie. Z tego powodu rośnie wewnętrzna frustracja, bo chciałabym wyrażać siebie, ale za bardzo boję się oceny i krytyki. Więc myślę, że to jak najbardziej ma wpływ na postrzeganie własnej osoby i w efekcie na wiele aspektów w naszym życiu.
Odpowiedz
#4
To trochę bardziej skomplikowane, są też osoby na zewnątrz pewne siebie, lecz w aspekcie uczuć zagubione i niepewne. Akceptacja siebie raczej dotyczy sytuacji, gdy mamy jakieś deficyty wartości np. obawiamy sie, że ktoś nas niezaakceptuje z racji nadwagi.
Odpowiedz
#5
"Pytanie, czy żeby pracować nad jakimkolwiek aspektem swojego życia trzeba wpierw zaakceptować siebie i to co się czuje do ludzi żeby zacząć czynić jakieś zmiany."
Pewnie tak jest łatwiej ale teoria, że zawsze najpierw koniecznie trzeba zaakceptować siebie to wg mnie bzdura (przynajmniej akceptacja tego co zmienić w sobie można), a właśnie to brak akceptacji tego jacy jesteśmy albo naszego życia potrafi dać silnego kopa do działania. Z czego zresztą bierze się akceptacja? Bo jeśli z zadowolenia z siebie to nie prowadzi raczej do zmian. Chyba, że ktoś przyjmie myślenie w stylu "jest dobrze ale musi być jeszcze lepiej". Za to akceptacja emocji jest ważna bo nie można ich uniknąć w życiu a trzeba umieć sobie z nimi radzić. Stres, złość, frustracja to są emocje, które zawsze pojawiają się w określonych sytuacjach i trzeba dobrze sobie z nimi radzić. Dla kogoś presja to może być coś dezorientującego i przytłaczającego a dla kogoś może być motorem do działania. Złość czy frustracja sygnalizują, że coś się dzieje albo ktoś jest wobec nas nie w porządku i też trzeba wiedzieć jak w takiej sytuacji zareagować albo odreagować. Problemem osób nieśmiałych może być unikanie wyrażania emocji, zwłaszcza negatywnych, co może prowadzić z biegiem czasu do większych problemów. Trzeba umieć brodzić swoich racji, granic, walczyć o swoje. No i trzeba też potrafić wybaczać. Podsumowując trzeba akceptować to co się czuję, pogodzić się z tym ale też to potrafić wyrazić. W sytuacji kiedy ktoś potraktuje mnie źle, zrani najlepiej powiedzieć o tym w prost, może nawet pokłócić się a jak nie to napisać o tym gdzieś, wygadać się albo wyżyć na worku treningowym - ale nie udawać przed samym sobą, że nic się nie dzieje a te emocje nie mają znaczenia, bo mogą być kolejne, podobne sytuacje a bagaż emocjonalny narasta.

Wracając do budowanie poczucia własnej wartości - można ją budować na różne sposoby, zmiana myślenia o sobie jest jednym z nich ale najlepiej jak to myślenie wynika z działań. Np. normalne jest to, że jak robię coś pierwszy raz to nie czuję się pewną siebie ale za każdym kolejnym razem jest inaczej. Wg. poczucie pewności siebie to takie zaufanie do siebie. Jeśli wiem, że często popełniam błędy to tego zaufania nie ma ale wiedząc, że jestem w czymś dobra czuję się też pewna siebie. Dlatego ważne jest działanie. Jeśli czuję się niepewnie siebie to może mam jakieś braki i nad czymś muszę popracować? 

"Bo często mam wrażenie że negowanie, zastanawianie i podważanie tego co w danej chwili się czuje czy nie działa destrukcyjnie na poczucie własnej wartości."

True  Zawstydzony
Dlatego pisałam tyle o wyrażaniu emocji. Jeśli ktoś nie wyraża tego co czuje to inni nie będą się z tym liczyć (no bo z kąd mają wiedzieć?) a to wpływa na poczucie własnej wartości. Można chcieć być dobrym, ugodowym, bezkonfliktowym i później zauważyć, że "nie liczy się to co czuję" a później "ludzie nie liczą się ze mną", "czuję się bezwartościowy/-a" i tutaj już się wszystko porządnie nakręca. Wtedy to całkiem już bolesne i na pewno nie sprawia, że człowiek czuje się wartościowy, pomijając już fakt, że ta emocjonalna bomba, na którą nie zwraca się uwagi, stopniowo rośnie i coraz więcej jest momentów, kiedy chce wybuchnąć. Niektórzy wynoszą z domu takie przekonania (zwłaszcza dziewczynki), że nie ma się prawa do złości, okazania sprzeciwu, dezaprobaty albo chłopcy, że nie można płakać i później jak człowiek dorasta to tylko czuje że coś nie tak bo jest ogromny stres albo jakieś bóle, spięcie, dolegliwości ale już w sumie nie wiadomo co z tym zrobić.
Odpowiedz
#6
Placebo zabiłaś mnie dziś tą ścianą tekstu. Przyznam szczerze, że nie daję rady wczytać się w ten post jakoś głęboko, choć się trochę przymuszałem. Inna sprawa, że dziś czuję się fatalnie zarówno fizycznie jak i psychicznie i może dlatego stanowi to dla mnie tak ogromy wysiłek. Przeleciałem jednak tak powierzchownie ten post na kilka prób i jak zwykle mogłem w nim odnaleźć coś mądrego i wartościowego. Zwróciłaś bowiem uwagę na pewne "prawidła natury", na które mało kto dziś zwraca uwagę i sam w sumie nie zwróciłem tak na prawdę. Może dlatego, że pewien psychologiczny bełkot w tego typu tematach jaki się potrafi wytwarzać typu: "Zaakceptuj siebie, pokochaj siebie, pozytywny egoizm, zadbaj o siebie, najważniejsze byś się czuł dobrze sam ze sobą..." itp. (mam nadzieję, że każdy za mną nadąża w tym momencie bo siłą rzeczy mało rzeczowo przez wzgląd na samopoczucie się wypowiadam) z wejścia potrafiły mnie odrzucać i nie prowokować do zastanawiania się nad tym tematem prawie w ogóle. Ty jednak podjęłaś temat bardzo na logikę i wydaje mi się, że trafiłaś w sedno. O ile nie jestem za czymś takim, co robili np. nauczyciele za moich czasów, czyli karanie złymi stopniami by zmotywować do pracy, nie jestem też za gnębieniem kogoś by wymusić zmiany na jakimkolwiek szczeblu życia to jednak faktycznie to właśnie dostrzeganie wad we własnym postępowaniu prowadzi do chęci zmiany. Należy tu więc uczciwie stawiać sprawę i w sposób możliwie obiektywny nakreślać to co pozytywne a co już nie. Co zmian potrzebuje, a co nie koniecznie. I faktem jest też, że są jednostki, które potrzebują samodoskonalenia nawet jeśli jego nie wymagają tylko dlatego, że chcieli by być jeszcze lepsi i nie ma w tym ani niczego złego ani nienormalnego. Każdy bowiem kieruje własnym życiem i jedni zadowolą się broszką a inni potrzebują diamentu na szyi. Dopóki odbywa się to poprzez ciężką pracę i nie kosztem innych to jest wszystko w należytym porządku. Tym porządkiem jest to, że wszyscy jesteśmy inni i mamy różne potrzeby, ale jednocześnie każdy z nas jest taki sam - mamy swoje potrzeby Oczko
Odpowiedz
#7
Ciężka sprawa z tymi emocjami. Czasem warto stanąć z boku tego pędzącego koła samonapędzających się emocji i energii z nimi związanej i zastanowić się dlaczego czujemy to co czujemy, pozwolić sobie czuć, zaobserwować to i nazwać. Spojrzeć chłodnym okiem i dotrzeć do sedna tej emocji, która niszczy nas od środka.
Moim zdaniem jeśli denerwują nas jakieś cechy lub zachowania w innych osobach to przeważnie sami mamy w tych kwestiach jakiś problem, bo inaczej nawet byśmy tej "denerwującej cechy" nie zauważyli albo nie uznali jej za problematyczną (jak już to za zabawną albo neutralną). Tak w skrócie to jeśli zaakceptujemy (czy może raczej przeanalizujemy) tę emocję w sobie to nie będzie nas ona wkurzała u innych. Skutkiem ubocznym może być zrozumienie i empatyczne spojrzenie na osobę, która wcześniej nas irytowała. U mnie to tak przynajmniej działa.
Odpowiedz
#8
(22-11-2020, 12:17 PM)marcinbot napisał(a): Moim zdaniem jeśli denerwują nas jakieś cechy lub zachowania w innych osobach to przeważnie sami mamy w tych kwestiach jakiś problem, bo inaczej nawet byśmy tej "denerwującej cechy" nie zauważyli albo nie uznali jej za problematyczną (jak już to za zabawną albo neutralną). Tak w skrócie to jeśli zaakceptujemy (czy może raczej przeanalizujemy) tę emocję w sobie to nie będzie nas ona wkurzała u innych. Skutkiem ubocznym może być zrozumienie i empatyczne spojrzenie na osobę, która wcześniej nas irytowała. U mnie to tak przynajmniej działa.

Albo utrata własnej tożsamości i oportunizm... Jakoś nie wyobrażam sobie robić i uznawać za słuszne coś co masowo ludzie robią tylko dlatego, że mnie to irytuje i może coś ze mną nie tak. To już jest doszukiwanie się w sobie wszelkiego zła odmienności i prowadzi do obłędu. Zmiana swoich postępowań jedynie w oparciu o to, że inni robią inaczej to najgorszy z możliwych pomysłów. Takie zmiany powinny być przemyślane w zupełnie inny sposób w odejściu od trendów czy innych oczekiwań. Fakt, warto je uwzględniać, ale to nie powinien być główny argument decyzyjny. Inaczej odebrał byś sobie prawo w tym momencie by się ze mną nie zgodzić, w końcu odmienne zdanie prowadzić może do zdenerwowania właśnie Duży uśmiech To naturalny odruch, który pojawia się zwykle w takich sytuacjach w mniejszym bądź większym stopniu lecz od nas zależy co dalej, czy doprowadzimy do jakiejś formy konfliktu interesów i będziemy walczyć o przekonanie, czy też odpuścimy i uznamy rację drugiej strony albo zwyczajnie wycofamy się by pozostać przy swoim zdaniu, ale nie jednocześnie nie przekonywać na siłę drugiej strony.
Odpowiedz
#9
Chyba opacznie mnie zrozumiałeś i doszukujesz się czegoś na siłę. Istnieje też możliwość, że nie za bardzo rozumiem co chcesz przekazać.

"...Jakoś nie wyobrażam sobie robić i uznawać za słuszne coś co masowo ludzie robią tylko dlatego, że mnie to irytuje i może coś ze mną nie tak..."
A co cię tak irytuje u innych?
Odpowiedz
#10
Myślę że Marcin ma rację. Bo nikt przecież nie narzuca nam co mamy robić. A to że ktoś uznaje jakąś tam forme doskonalenia to już jego sprawa. A denerwować może nas to, kiedy my nie mamy pomysłu na swoje życie i patrzymy na innych, którzy nas wtedy drażnią. Empatia jak najbardziej, bo to pierwszy krok do akceptacji tego kogoś. Wystarczy zwykła tolerancja, ale brak jej może, ale nie musi być właśnie wynikiem braku akceptacji u siebie.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Więzienie emocji, borderline anja 25 9,343 01-11-2019, 12:54 PM
Ostatni post: vlad1431

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości