Brak perspektyw
#1
Cześć.

Na początku chciałem, charakterystycznie dla siebie, rozpisać się z całego życiorysu. Brakuje mi chyba kogoś żeby nawet z siebie to wyrzucić, ale będę się starał streścić obraz. Piszę też tutaj, bo trafiłem przypadkiem na to forum wpisując głupoty w wyszukiwarce (Język), i w sumie coś mi mówi, że to jest raczej najodpowiedniejsze miejsce żeby znaleźć zrozumienie dla problemu i rozwiązanie, ewentualnie jakieś nowe wskazówki, na które sam jestem za głupi xD

Ogólnie, to znajomości nigdy się mnie nie trzymały. Nie potrafię rozmawiać na domyślnie tematy, w ogóle nie potrafię tak na dobrą sprawę (co widzę po rozmowach w pracy). Nie mam tematów wspólnych dla swojej płci, lepiej rozmawia mi się z kobietami. Nie umiem nawiązywać znajomości i ich utrzymywać, a przynajmniej nigdy druga strona tego nie czyniła.
Obecnie z dnia na dzień zostałem sam. Kobieta, z którą byłem od lat zostawiła mnie z różnych względów, których nie chcę przytaczać, bo nie o to tutaj chodzi. Rodzinę mam tylko w teorii. Znajomych brak. Od ponad miesiąca tkwię w pętli praca-dom-praca.
Skończyłem jedne studia miesiąc temu, ale przez tą całą sytuację w ogóle nie odczułem żadnej satysfakcji, mimo że zdaję sobie sprawę z istnienia perspektyw, to ja ich nie widzę. Teraz jeszcze siedzę i zmuszam się do zamknięcia drugich studiów mimo braku poczucia sensu tego co robię, i w sumie piszę tą pracę na odwal mając nadzieję, że przejdzie na te minimum, i że samą obronę przetrwam. Wynajmuję pokój niby w 7-osobowym mieszkaniu, ale żywej duszy nigdy nie widziałem, mimo że wiem, że są (xD).
Dawniej sądziłem też, że życie samemu jest spoko, i w sumie nadal tak uważam, ale z czasem jednak perspektywa uległa zmianie na chęć przejścia przez życie z ukochaną dla mnie osobą, co się rypło.
Na obecną chwilę z powodu tych wszystkich przeżyć i najść jakie miały miejsce w ciągu ostatniego roku, oraz przemyśleń na temat całego dotychczasowego życia przechodzę kryzys światopoglądowy. Nie mam perspektyw na dalsze życie. Dosłownie cały obraz jaki miałem na przyszłość prysł jak bańka.
Zastanawiam się czy poznanie nowych ludzi by jakoś przełamało ten krąg. Chciałbym poznać jakichś ludzi w okolicy, żeby móc wyjść, że może to pomoże, ale nawet nie wiem jak i gdzie poznać właściwych ludzi czemu nie pomaga moja dosyć myląca z wyglądu, charakteru i zainteresowań osoba. Nie pomaga również to, że z ludźmi o pewnych cechach po prostu się nie dogadam nawet. Nie chciałbym też wiązać kontakt z ludźmi, którzy przejawią pewną gamę cech, bo nie chcę powtórki z tego co się wydarzyło w ciągu tego roku (przynajmniej wyciąganie wniosków z doświadczeń mi wychodzi). Wiem, że sam sobie komplikuję tym życie, ale nie potrafię inaczej. Nie potrafię tkwić też w fałszu. Jestem najprościej to ujmując nieżyciowy.
Nie wiem co mogę zrobić z tym fantem. Szczerze mówiąc, to mimo chęci poznania nowych ludzi, wręcz boję się na myśl o poznawaniu nowych ludzi. Taka ironia.
Boję się też dalszego życia. Tego, że przyjdzie mi spędzić je samotnie (w domyśle bez ukochanej dla mnie osoby). Tego że utknę w obecnej pracy, w której jestem tylko dlatego, bo inaczej się nie dało na ówczesną chwilę i nie będę mógł się realizować w kierunku, w którym pragnę.
Miałem wcześniej też kompleksy, z którymi jednak dawałem sobie nawet radę, bo miałem obok ukochaną dla mnie osobę, ciepło domu do którego wracałem, zwierzaczki. Teraz to wszystko się pogłębiło, przełamało. Jestem wrakiem ;(
Mimo że już minęło trochę czasu, to dalej nie potrafię tego wszystkiego przetworzyć. Jestem zbyt emocjonalny.

Czy ktoś z was zna kogoś lub sam przechodził przez podobną sytuację? Jakieś pomysły jak przełamać ten impas?
Myślałem nad siłownią, ale to najprędzej listopad/grudzień też, bo póki co muszę inne rzeczy ogarnąć, poza tym nie rozwiąże to problemu samotności, a tylko rozładuje mnie z negatywnej energii.
Myślałem o tym poznaniu innych ludzi, ale jest właśnie wspomniany problem.
Myślałem nad różnymi terapiami, itd., ale póki co finansowo mnie nie stać na taki rarytas, poza tym jestem dosyć oporny w pewnej kwestii.
Odpowiedz
#2
Witaj! Dobrze że tutaj trafiłeś. Uśmiech wiele osób boryka się tu z różnymi, podobnymi, bądź nawet identycznymi problemami. Pomimo że każdy człowiek jest różny, niektóre cechy, sytuacje czy problemy posiadamy bądź przezywamy podobnie. Każdy ma swoje zmartwienia, tzw. bolączki, smutki i nazwijmy to "dystanse" osobowosciowe. Nie lubimy pewnych rzeczy, sytuacji czy zachowań.
Z tego co piszesz mogłabym ci wypisać pozytywy, których nie dostrzegasz, a które osiągnąłeś i mógłbyś być z nich dumny. Wiadomo, że kiedy dotyka człowieka trudna sytuacja i dodatkowo naloza się na to jeszcze inne zmartwienia czy stres człowiek może się załamać, zrezygnować z dalszych prób dążenia do marzeń czy planów zyciowych. Moim zdaniem ważne jest to aby na początku zauważyć co jest nie tak z czym mamy problem. I chęć walki z tym i zmiany. 
Piszesz że chciałbyś to zmienić. Da się. Naprawdę. Ale to wymaga twojego zaangażowania, zmiany pewnych nawyków czy nawet poglądów. Zrobienia kroku w nieznane i prób przełamania monotonii. Możesz się udać do psychologa, psychiatry. Są dostępni na fundusz i może nie przyjmą cię tak jak prywatni ale mogą ci wskazać kierunek w którym mógłbyś ruszyć dalej. Jeśli będziesz miał ochotę pogadać i spróbować ruszyć z miejsca - służę pomocą w miarę swoich możliwości. Jednak abyś mógł pisać priv wiadomości musisz uzyskać 10 wpisów. 
Twoja sytuacja jest bardzo rozbudowana i o każdym etapie problemu należałoby osobno się wglebic i zrozumieć co jest tego przyczyną, a może nawet spróbować coś z tym zrobić. 
Głowa do góry! Uśmiech
Odpowiedz
#3
(08-09-2020, 16:37 PM)Ugenberg napisał(a): Cześć.

Na początku chciałem, charakterystycznie dla siebie, rozpisać się z całego życiorysu. Brakuje mi chyba kogoś żeby nawet z siebie to wyrzucić, ale będę się starał streścić obraz. Piszę też tutaj, bo trafiłem przypadkiem na to forum wpisując głupoty w wyszukiwarce (Język), i w sumie coś mi mówi, że to jest raczej najodpowiedniejsze miejsce żeby znaleźć zrozumienie dla problemu i rozwiązanie, ewentualnie jakieś nowe wskazówki, na które sam jestem za głupi xD

Ogólnie, to znajomości nigdy się mnie nie trzymały. Nie potrafię rozmawiać na domyślnie tematy, w ogóle nie potrafię tak na dobrą sprawę (co widzę po rozmowach w pracy). Nie mam tematów wspólnych dla swojej płci, lepiej rozmawia mi się z kobietami. Nie umiem nawiązywać znajomości i ich utrzymywać, a przynajmniej nigdy druga strona tego nie czyniła.
Obecnie z dnia na dzień zostałem sam. Kobieta, z którą byłem od lat zostawiła mnie z różnych względów, których nie chcę przytaczać, bo nie o to tutaj chodzi. Rodzinę mam tylko w teorii. Znajomych brak. Od ponad miesiąca tkwię w pętli praca-dom-praca.
Skończyłem jedne studia miesiąc temu, ale przez tą całą sytuację w ogóle nie odczułem żadnej satysfakcji, mimo że zdaję sobie sprawę z istnienia perspektyw, to ja ich nie widzę. Teraz jeszcze siedzę i zmuszam się do zamknięcia drugich studiów mimo braku poczucia sensu tego co robię, i w sumie piszę tą pracę na odwal mając nadzieję, że przejdzie na te minimum, i że samą obronę przetrwam. Wynajmuję pokój niby w 7-osobowym mieszkaniu, ale żywej duszy nigdy nie widziałem, mimo że wiem, że są (xD).
Dawniej sądziłem też, że życie samemu jest spoko, i w sumie nadal tak uważam, ale z czasem jednak perspektywa uległa zmianie na chęć przejścia przez życie z ukochaną dla mnie osobą, co się rypło.
Na obecną chwilę z powodu tych wszystkich przeżyć i najść jakie miały miejsce w ciągu ostatniego roku, oraz przemyśleń na temat całego dotychczasowego życia przechodzę kryzys światopoglądowy. Nie mam perspektyw na dalsze życie. Dosłownie cały obraz jaki miałem na przyszłość prysł jak bańka.
Zastanawiam się czy poznanie nowych ludzi by jakoś przełamało ten krąg. Chciałbym poznać jakichś ludzi w okolicy, żeby móc wyjść, że może to pomoże, ale nawet nie wiem jak i gdzie poznać właściwych ludzi czemu nie pomaga moja dosyć myląca z wyglądu, charakteru i zainteresowań osoba. Nie pomaga również to, że z ludźmi o pewnych cechach po prostu się nie dogadam nawet. Nie chciałbym też wiązać kontakt z ludźmi, którzy przejawią pewną gamę cech, bo nie chcę powtórki z tego co się wydarzyło w ciągu tego roku (przynajmniej wyciąganie wniosków z doświadczeń mi wychodzi). Wiem, że sam sobie komplikuję tym życie, ale nie potrafię inaczej. Nie potrafię tkwić też w fałszu. Jestem najprościej to ujmując nieżyciowy.
Nie wiem co mogę zrobić z tym fantem. Szczerze mówiąc, to mimo chęci poznania nowych ludzi, wręcz boję się na myśl o poznawaniu nowych ludzi. Taka ironia.
Boję się też dalszego życia. Tego, że przyjdzie mi spędzić je samotnie (w domyśle bez ukochanej dla mnie osoby). Tego że utknę w obecnej pracy, w której jestem tylko dlatego, bo inaczej się nie dało na ówczesną chwilę i nie będę mógł się realizować w kierunku, w którym pragnę.
Miałem wcześniej też kompleksy, z którymi jednak dawałem sobie nawet radę, bo miałem obok ukochaną dla mnie osobę, ciepło domu do którego wracałem, zwierzaczki. Teraz to wszystko się pogłębiło, przełamało. Jestem wrakiem ;(
Mimo że już minęło trochę czasu, to dalej nie potrafię tego wszystkiego przetworzyć. Jestem zbyt emocjonalny.

Czy ktoś z was zna kogoś lub sam przechodził przez podobną sytuację? Jakieś pomysły jak przełamać ten impas?
Myślałem nad siłownią, ale to najprędzej listopad/grudzień też, bo póki co muszę inne rzeczy ogarnąć, poza tym nie rozwiąże to problemu samotności, a tylko rozładuje mnie z negatywnej energii.
Myślałem o tym poznaniu innych ludzi, ale jest właśnie wspomniany problem.
Myślałem nad różnymi terapiami, itd., ale póki co finansowo mnie nie stać na taki rarytas, poza tym jestem dosyć oporny w  bój pewnej kwestii.


Hej

Na ten moment nie umiem nic ci poradzić, od ponad miesiąca żyję w podobnym odrętwieniu. Co bym nie robiła to mam takie dni, że czuję bezsens wszystkiego i dręczą mnie natrętne myśli. Boję się, że pewnego dnia stracę wszystkie bliskie mi osoby. I boję się, że to uczucie nigdy nie minie. 

Mam taką teorię, że ludzie nie potrafią cieszyć się sukcesami w samotności (nie mówię tu o potrzebie chwalenia się, ale bardziej o widoku osoby, która cię wspiera i cieszy razem z tobą).

Piszesz, że mieszkasz z 7 osobami i w ogóle ich nie widzisz... Co masz na myśli?

Być może czas izolacji sprawił, że przewartościowaliśmy swoje życia, ale kto wie, może wyjdzie nam to na dobre...
Odpowiedz
#4
(08-09-2020, 16:37 PM)Ugenberg napisał(a): Cześć.

Na początku chciałem, charakterystycznie dla siebie, rozpisać się z całego życiorysu. Brakuje mi chyba kogoś żeby nawet z siebie to wyrzucić, ale będę się starał streścić obraz. Piszę też tutaj, bo trafiłem przypadkiem na to forum wpisując głupoty w wyszukiwarce (Język), i w sumie coś mi mówi, że to jest raczej najodpowiedniejsze miejsce żeby znaleźć zrozumienie dla problemu i rozwiązanie, ewentualnie jakieś nowe wskazówki, na które sam jestem za głupi xD

Ogólnie, to znajomości nigdy się mnie nie trzymały. Nie potrafię rozmawiać na domyślnie tematy, w ogóle nie potrafię tak na dobrą sprawę (co widzę po rozmowach w pracy). Nie mam tematów wspólnych dla swojej płci, lepiej rozmawia mi się z kobietami. Nie umiem nawiązywać znajomości i ich utrzymywać, a przynajmniej nigdy druga strona tego nie czyniła.
Obecnie z dnia na dzień zostałem sam. Kobieta, z którą byłem od lat zostawiła mnie z różnych względów, których nie chcę przytaczać, bo nie o to tutaj chodzi. Rodzinę mam tylko w teorii. Znajomych brak. Od ponad miesiąca tkwię w pętli praca-dom-praca.
Skończyłem jedne studia miesiąc temu, ale przez tą całą sytuację w ogóle nie odczułem żadnej satysfakcji, mimo że zdaję sobie sprawę z istnienia perspektyw, to ja ich nie widzę. Teraz jeszcze siedzę i zmuszam się do zamknięcia drugich studiów mimo braku poczucia sensu tego co robię, i w sumie piszę tą pracę na odwal mając nadzieję, że przejdzie na te minimum, i że samą obronę przetrwam. Wynajmuję pokój niby w 7-osobowym mieszkaniu, ale żywej duszy nigdy nie widziałem, mimo że wiem, że są (xD).
Dawniej sądziłem też, że życie samemu jest spoko, i w sumie nadal tak uważam, ale z czasem jednak perspektywa uległa zmianie na chęć przejścia przez życie z ukochaną dla mnie osobą, co się rypło.
Na obecną chwilę z powodu tych wszystkich przeżyć i najść jakie miały miejsce w ciągu ostatniego roku, oraz przemyśleń na temat całego dotychczasowego życia przechodzę kryzys światopoglądowy. Nie mam perspektyw na dalsze życie. Dosłownie cały obraz jaki miałem na przyszłość prysł jak bańka.
Zastanawiam się czy poznanie nowych ludzi by jakoś przełamało ten krąg. Chciałbym poznać jakichś ludzi w okolicy, żeby móc wyjść, że może to pomoże, ale nawet nie wiem jak i gdzie poznać właściwych ludzi czemu nie pomaga moja dosyć myląca z wyglądu, charakteru i zainteresowań osoba. Nie pomaga również to, że z ludźmi o pewnych cechach po prostu się nie dogadam nawet. Nie chciałbym też wiązać kontakt z ludźmi, którzy przejawią pewną gamę cech, bo nie chcę powtórki z tego co się wydarzyło w ciągu tego roku (przynajmniej wyciąganie wniosków z doświadczeń mi wychodzi). Wiem, że sam sobie komplikuję tym życie, ale nie potrafię inaczej. Nie potrafię tkwić też w fałszu. Jestem najprościej to ujmując nieżyciowy.
Nie wiem co mogę zrobić z tym fantem. Szczerze mówiąc, to mimo chęci poznania nowych ludzi, wręcz boję się na myśl o poznawaniu nowych ludzi. Taka ironia.
Boję się też dalszego życia. Tego, że przyjdzie mi spędzić je samotnie (w domyśle bez ukochanej dla mnie osoby). Tego że utknę w obecnej pracy, w której jestem tylko dlatego, bo inaczej się nie dało na ówczesną chwilę i nie będę mógł się realizować w kierunku, w którym pragnę.
Miałem wcześniej też kompleksy, z którymi jednak dawałem sobie nawet radę, bo miałem obok ukochaną dla mnie osobę, ciepło domu do którego wracałem, zwierzaczki. Teraz to wszystko się pogłębiło, przełamało. Jestem wrakiem ;(
Mimo że już minęło trochę czasu, to dalej nie potrafię tego wszystkiego przetworzyć. Jestem zbyt emocjonalny.

Czy ktoś z was zna kogoś lub sam przechodził przez podobną sytuację? Jakieś pomysły jak przełamać ten impas?
Myślałem nad siłownią, ale to najprędzej listopad/grudzień też, bo póki co muszę inne rzeczy ogarnąć, poza tym nie rozwiąże to problemu samotności, a tylko rozładuje mnie z negatywnej energii.
Myślałem o tym poznaniu innych ludzi, ale jest właśnie wspomniany problem.
Myślałem nad różnymi terapiami, itd., ale póki co finansowo mnie nie stać na taki rarytas, poza tym jestem dosyć oporny w pewnej kwestii.

No ja powiem krótko. Mam podobnie... Choć nie do końca Język Na niektóre rzeczy patrzę nieco inaczej. Niektóre rzeczy czuję nieco inaczej i pewnie też dlatego sam również nie poruszam się biegle w tematach, które interesują innych. Jeśli chodzi o bilans to w zasadzie wszelkie me przyjaźnie są płci pięknej (i to moje największe osiągnięcie jeśli chodzi o tą płeć, chociaż w sumie to nie do końca, miałem nazwijmy to epizod miłosny, epizod bo to bardzie przypominało przyjaźń rozszerzoną i nie trwało dłużej jak 2 miesiące), a co do męskich znajomości to utrzymuję kontakty wyłącznie internetowe z czego może jednego chłopaka mogę nazwać kimś bardziej jak kolegą Szczerbol

Sam dopiero co obroniłem magisterkę i co ciekawe jednym (choć nie jedynym) z powodów wybrania się na tą magisterkę było właśnie poczucie bezsensu i monotonii, a także poczucie, że życie gdzieś mi umyka i starzeję się bezcelowo. Życie potrafi być jednak przewrotne co pokazał mi okres magisterki jako, że wyjechałem z uczelni na piątkach, a promotorka nawet chwaliła sobie moją pracę, z której osobiście nie jestem zadowolony i pisałem ją w ciężkich męczarniach przez rok. Powinienem bowiem bronić się w 2019. Natomiast podczas studiowania trafiłem na wielką przyjaźń (też kobiecą Duży uśmiech ), czego nigdy bym się nie spodziewał, że z kimś, kogo znam z "ulicy" mogę się tak zaprzyjaźnić i że ten ktoś sam będzie o tą przyjaźń zabiegał i która de facto pomogła mi uzyskać tak dobry wynik (łooo i to bardzo, czasami z największego gówna mnie wyciągała).

Jedyna moja rada w tej sytuacji - musisz próbować i smakować nowych rzeczy bo nigdy nie wiesz co czeka na Ciebie za rogiem, za który boisz się spojrzeć. Ja sam idąc na magisterkę zacząłem zachowywać się w troszeczkę nietypowy dla mnie sposób, co być może pomogło w moich sukcesach i na pewne zwrócenie na mnie uwagi. Bo np. zacząłem garnąć się do takich rzeczy, od których wcześniej uciekałem byleby dalej jak np. bycie liderem grupy. Albo przestałem chować głowę w piasek przed wymagającymi wykładowcami i modlić się byle by mnie nie zauważyli. I tu dobrym przykładem jest moja promotorka Duży uśmiech To jest ten typ wykładowcy, któremu lepiej nie podskakiwać i nie podpadać (nawet prywatnie bo po tym co posłuchałem czego ona w sądach nie odczynia to po prostu za głowę się łapałem xD ). Dzięki temu, że starałem się nie unikać konfrontacji i jakimś fuksem miałem same 5 na jej egzaminach, a dodatkowo wraz ze swą przyjaciółką jako jedyni zgłosiliśmy się do jednego projektu to każdą rozmowę z nią wspominam przyjemnie (nawiasem mówiąc babka nie do przegadania, cyt. Chambers Mass Effect2: "... jest jak chomik, napojony kawą." ), koniec końców nie widziałem lepszego promotora dla siebie, choć nie było to coś co nazwałbym bezpiecznym rozwiązaniem, a na pewno nie wybrałbym takowego w przeszłości. Można więc powiedzieć, że całą magisterkę robiłem na przekór samemu sobie i dzięki temu odniosłem wiele sukcesów. Ba, po raz pierwszy raz w historii mej edukacji ludzie liczyli się ze mną pomimo mojego cichego uosobienia i wyobcowania. Nikt ze mnie nie szydził, nie obgadywał, nawet jak ktoś się coś śmiał to w taki sposób, że od razu było wiadomo, że zwyczajnie żartuje i wystarczyło pośmiać się razem z tym kimś i okazać minimum dystansu. Tego nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Nawet kiedy byłem przytulany przez swoją przyjaźń w ramach pocieszenia i rozładowania silnego stresu powodowanego wizją publicznego wystąpienia na ocenę, co mogło w sumie dziwnie wyglądać Szczerbol nie stałem się obiektem drwin, co bez wątpienia miało by miejsce we wcześniejszych etapach mej edukacji.

Się rozpisałem Nieśmiały Morał z tego taki. Nie rób niczego wbrew sobie. Nie chodzi tylko o wychodzenie ze strefy komfortu choć to nie zaszkodzi nigdy. Lecz po prostu spróbuj pomyśleć o czymś czego jeszcze nie robiłeś z różnych względów, a jest to w granicach Twych możliwości i przede wszystkim wiesz, że możesz tylko zyskać, a potem pomalutku obserwując rozwój sytuacji rzucaj sobie nowe wyzwania. Jeśli nie po to by osiągnąć jakiś bardzo konkretny cel to choćby po to by zobaczyć czy się sprawdzisz i udowodnić samemu sobie, że stać Cię na to. Pokrętnie to opisuję, ale mam nadzieję, że załapiesz o co cho Oczko Bez spiny, najważniejsze byś starał się, ale nie próbował dążyć do perfekcji, chyba że czujesz, że podołasz ambicjom. Ja właśnie przez swoją przyjaźń miałem taką chorą ambicję nie kończyć semestru bez średniej 5.0 i w przypadku dwóch semestrów nawet się udało Szczerbol
Odpowiedz
#5
Dzięki za zainteresowanie.
Wiadomo, że trzeba zgłębić każdy element tej złożonej sytuacji, ale właśnie to zgłębianie mnie już męczy plus nie ma juz po co nawet.
Myślałem nawet na NFZ, ale nie mam głowy do takich spraw :/, poza tym znowu jest sprawa tego, że byłaby ta bariera.

Co do tych 7 osób, to normalnie. Jedynie słyszę czasem jak przemkną, ale tak to zupełna cisza i czuję się jakbym był sam.

Chciałbym próbować jakichś nowych rzeczy, no ale właśnie po części z powodu tych wszystkich sytuacji jestem "uziemniony". Chciałbym właśnie chociażby przełamać się i stworzyć własne grono znajomych, no ale właśnie gdzie i jak... Nie chcę już się pakować na studia, bo póki co to mimo wszystko ta magisterka mnie blokuje by mieć czas skupić się chociażby na nauce pod właściwy kierunek kariery, a nie można po wysiłku mentalnym pakować się w kolejny bo mózg siądzie :p
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości