Co byś zrobił(a) gdyby nagle zgasło światło?
#1
Mam do was dziwne pytanie aczkolwiek z ciekawego ujęcia. Gdybyście mieli stracić wzrok w krótkim czasie (jutro np. albo za godzinę) i wiedzieli byście o tym, byli przygotowani na ten fakt i że nie można temu zapobiec i że to wasze ostatnie chwile widzenia to co byście zrobili?
Odpowiedz
#2
Pewnie bym się przeraziła, a potem wykorzystałabym ten czas jak najlepiej. A na końcu tabletki+alkohol...
Odpowiedz
#3
Tak jak i za pierwszym razem - ponownie zrobiłbym to z twarzą Marilyn Monroe. A potem jak zdarzyło się to już Al'owi pozostałby mi zapach kobiety, najlepiej tuberozy, bo ja lubię zapach narkozy.
Odpowiedz
#4
Przydałaby się taka masowa utrata wzroku w tym społeczeństwie, wtedy dopiero każdy by widział, a nie tylko spoglądał.
Odpowiedz
#5
Przykro by mi było.
Nie wiem, pewno bym czytała po raz ostatni. A potem - ech...
Odpowiedz
#6
Temat dosyć trudny, ale mnie może dotknąć dopiero jak zdrówko mi się pogorszy. Na szczęście cukry na razie do oczu mi nie uderzają, ale zdecydowanie każdy narażony nie ma z reguły tej możliwości by dowiedzieć się o utracie wzroku kiedy jest jeszcze z nim wszystko w porządku. Mówiąc krócej po prostu tak się zastanawiam. Niejednokrotnie widząc niewidomych zastanawia mnie jak oni funkcjonują, jak np. odróżniają rzeczywistość od snu itp. Zaintrygowały mnie także rozważania na temat końca świata. W necie myślę można znaleźć jakieś wypowiedzi "co by byś zrobił gdyby koniec świata był jutro i byś o tym wiedział". Dlatego ja swoje rozważania pchnąłem nieco w inną stronę. Gdybym np. oślepł nagle to dla mnie osobiście byłby to jakiś wymiar końca świata, być może także początek nowego, tego nie wiem, ale dla ludzi wokół życie toczyło by się dalej normalnym trybem. I to jest właśnie zastanawiające, jak człowiek może się zachować w obliczu takiego właśnie własnego końca świata jaki znał do tej pory. Czy bardziej trwoniłby czas i panikował, czy może starał by się jakoś wykorzystać te ostatnie chwile swej sprawności. Ja prawdę mówiąc nie wiem co bym zrobił w takiej sytuacji. Nawet teraz kiedy sobie o tym pomyślę mimo, że moim oczom nic nie grozi póki co to te myśli paraliżują mnie na tyle, że nie jestem w stanie nic sensownego wymyślić. Całkiem możliwe, że zanim wymyśliłbym jak spożytkować te ostatnie chwile to one by już minęły... Prawdę mówiąc można to odnieść do wielu aspektów mojego życia. Kiedy już jest dawno na coś za późno to dopiero odkrywam jak bardzo czas zmarnowałem, ale gdyby mi przyszło stanąć ponownie w obliczu takiej sytuacji to nawet będąc świadomym prawdopodobnie popełniłbym te same błędy albo i gorsze...
Odpowiedz
#7
No... wpadłabym w panikę, a co potem, to nie mam zielonego pojęcia. Uwielbiam obserwować przyrodę, ludzi, kolory, więc byłaby to dla mnie tragedia. Nie zabiłabym się jednak, nie ma takiej opcji. Wciąż mogłabym słyszeć, czuć i przede wszystkim być wśród bliskich. Utrata wzroku to nie koniec świata, choć takim może się wydawać. Pocieszeniem jest wyostrzenie się pozostałych zmysłów, więc nie jest koniec końców najgorzej. Trzeba pamiętać, że świat potrafi stać się piękniejszy, gdy nie widzi się tyle zła, można o nim usłyszeć, ale wciąż same obrazy przechodzą wszelkie ludzkie wyobrażenia. Więc wszędzie, gdzie nie spojrzysz, są plusy i minusy Ninja
Odpowiedz
#8
No ja kiedyś wzrok straciłem. W kościele. Na około godzinę. I byłem tego w pełni świadom. To było krótko po komunii. Wszyscy klęczeli, ja dziwnie się poczułem, jakbym odpływał. Mroczki przed oczyma i po chwili ciach - nic nie widzę. Mija kilka chwil i widzę... ale same kontury, dosłownie. Nie wiem jakim cudem nie spanikowałem. Problem polegał na tym, że ani nie omdlałem, wszystko normalnie słyszałem, czułem zapachy, dotyk funkcjonował. Ale widziałem jedynie same kontury, niewyraźnie jednak. W końcu przemogłem się i spróbowałem wstać. Ruszyłem, po omacku niejako, wyszedłem na środek kościoła i rękoma trzymając się poręczy od krzeseł dotarłem do drzwi wejściowych. Tam złapała mnie katechetka z pytaniem, co ja robię? Duży uśmiech "Nic nie widzę". Usłyszałem tylko ciche westchnięcie. Zabrała mnie na świeże powietrze, wzrok wrócił stopniowo w ciągu kilkunastu następnych minut. Nigdy później w życiu nie miałem takiego problemu.

Jak się wtedy czułem? Źle. Już nigdy nie zobaczę nikogo, niczego. Nie odkryję niczego nowego. Tyle obecnie pamiętam. Bo jednak początkowo panika siała spustoszenie, na szczęście nie wpadłem na pomysł wybiegnięcia na środek i krzyknięcia - "nic nie widzę!" Duży uśmiech
Odpowiedz
#9
(29-09-2015, 00:31 AM)Michał86 napisał(a): No ja kiedyś wzrok straciłem. W kościele. Na około godzinę. I byłem tego w pełni świadom. To było krótko po komunii. Wszyscy klęczeli, ja dziwnie się poczułem, jakbym odpływał. Mroczki przed oczyma i po chwili ciach - nic nie widzę. Mija kilka chwil i widzę... ale same kontury, dosłownie.

Wiem jak to jest. Kiedyś zemdlałem z bólu, długa historia. W każdym razie byłem przytomny i nagle zacząłem odczuwać gwałtowny odpływ sił, jak po długim wysiłku. Wrażenie słabości, nogi drętwe a w żołądku pustka i ssanie jakbym nie jadł i nie pił od kilku godzin. Wzrok zaczyna się powoli zawężać, tak jakby oczy się nagle zmniejszyły o połowę - widzi się tylko 'środek' a po bokach wszystko zaczyna znikać. No i potem już ciach i człowiek leży.
Odpowiedz
#10
Poszedłbym spać Uśmiech
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości