Części naszej osobowości
#1

Każdy z nas ma w sobie pewne części osobowości. U jednych przeważa część "dorosła", u innych przeważa część "skrzywdzonego dziecka" a jeszcze u innych część "rodzica". Trochę może głupio to zabrzmi, ale mimo mojego wieku w większości czasu czuję się skrzywdzonym, nieakceptowanym dzieckiem, które pragnie, by mówiono mu "akceptuję Cię". Chcę, aby mnie pocieszano. motywowano i mówiono, za co będzie akceptowane a za co nie, np. "będę Cię akceptował, jeżeli będziesz grał na gitarze, albo jeżeli będziesz miał artystyczne zdolności". Wyjaśnię, że nie chodzi mi w tym zdaniu o warunek, w sensie "pod warunkiem, że będziesz grał na gitarze, to będę Cię akceptował", tylko raczej o próbę przekonania mnie, że jeżeli wezmę się za grę na gitarze, bądź cokolwiek związanego ze sztuką, to będzie mnie akceptował. Sam nigdy za nic się nie wezmę, bo będę bał się braku akceptacji, odrzucenia, dlatego jakby jestem cały czas w takim stanie oczekiwania, aż ktoś przyjazny, kochający przyjdzie do mnie i powie, abym w końcu "wyszedł ze swojego cienia" i zaczął być prawdziwym sobą. Nie dzielę się z nikim swoimi przeżyciami, swoimi myślami i uczuciami, całe dnie spędzam sam, z nikim się nie spotykam, nie mam znajomych, dosłownie nikogo, bo nie ma nikogo, przy kim czułbym się akceptowanym. Trudno jest mi też powiedzieć, po czym poznałbym, że ktoś mnie akceptuje. Wydaje się, że to takie jezioro bez dna. Jest tak dlatego, ponieważ cały czas bardzo żywe są we mnie wspomnienia z dramatycznych wydarzeń z dzieciństwa. Kiedy byłem jakoś w 6, 7 klasie szkoły podstawowej mój ojciec zaczął każdego dnia urządzać w domu piekło. Terroryzował mnie i mojego brata, traktował nas przedmiotowo, jak swojego służącego, byliśmy mu pod jego dyktando. Nic innego dla niego się nie liczyło, tylko to, aby coś za niego zrobić. Cały czas słyszę ten jego rozkazujący, apodyktyczny, surowy i niemiły ton głosu. Nienawidziłem go za to i nadal go nienawidzę. Bałem się do niego podejść. Nie było mowy, abym podszedł do niego i podzielił się swoimi myślami czy uczuciami, bo on swoim traktowaniem mnie cały czas budował między nami mur stosując strach i przemoc. Trwało to wiele lat. Moja matka nic z tym nie robiła, sama nawet mnie kilka raz zbiła, ale jednego dnia powiedzieliśmy jej o jego zachowaniu i zagroziła mu, że jeżeli nie przestanie, to się z nim rozwiedzie. Uspokoił się, odsunął się cień, ale rany się nie zagoiły i nie mogły się zagoić, bo każdego dnia miałem świadomość, że on w tym domu jest. Moim zdaniem moja mama powinna była się z nim rozwieźć i to bez dwóch zdań, ale nie zrobiła tego, bo wiedziała, że nie da rady sama mnie i mojego brata utrzymać. Nie ma wyższego wykształcenia, nie ma zawodu, nie ma dobrej pracy a więc jest niezaradna i zależna od męża terrorysty, co ostatecznie świadomie wybrała. Dlatego tak trudno jest mi uwierzyć, że ktoś może mnie zaakceptować i pokochać. 

Nie ma we mnie rodzica, bo rodzicem nie jestem, nie mam dziewczyny nawet, nawet nie rozumiem o co chodzi w byciu w związku a co dopiero posiadanie i wychowywanie dzieci. Mnie to przerasta, to dla mnie jak wejście na Mount Everest. Część dorosła u mnie jest bardzo mała, sam też do końca nie wiem, w czym ona się przejawia i na czym ona polega. Tak więc przeważa właśnie część skrzywdzonego dziecka.

A jak u Was? Jakie są w Was części osobowości? Zastanawiacie się nad tym?
Odpowiedz
#2

(25-02-2018, 13:32 PM)Jedrek33 napisał(a):  Trudno jest mi też powiedzieć, po czym poznałbym, że ktoś mnie akceptuje.
To się od razu wyczuwa, a jeśli nawet masz z tym problem to wystarczy chodzić w miarę regularnie na spotkania przez kogoś organizowane, w momencie gdy ktoś z obecnych na spotkaniu po jakimś czasie odezwie się do ciebie pierwszy (przez fb, messenger, forum, portal, sms, zadzwoni) i zaprosi na kolejne to już masz odpowiedź. Mało prawdopodobne, że trafi ci się desperat/ka który/a pomimo, że cię nie akceptuje będzie chciał/a z tobą spędzić ponownie czas.
Wystarczy w miarę często pojawiać się na tych spotkaniach a na pewno prędzej czy później znajdziesz duszę podobną do ciebie. Jesteś z W-wy a tu możliwości są nieograniczone, począwszy od mnóstwa grup (najlepiej chyba tych z fb) dla nieśmiałych, singli, introwertycznych poprzez grupy tematyczne (dla biegaczy, rolkarzy, rowerowych maniaków, turystów, planszówkowiczów, graczy komputerowych) kończąc na portalach randkowych czy innych speed dating'ach.
Tylko jest jedno ale, trzeba chcieć ruszyć tyłek z domu, a to jest zawsze najtrudniejsze.
Jeśli chodzi o temat, to wolę się w niego nie zagłębiać bo wyląduję na długoletniej terapii Uśmiech Wolę sobie tłumaczyć, że każdy ma jakieś tam podosobowości, subtożsamości związane m.in. z rolami jakie pełni w życiu niż mieć zidentyfikowaną (być może mylnie) jakąś chorobę i wydawać kasę i marnować czas na terapie/leki. Ja mam podwójną naturę (raz bliżej mi do intro. a innym razem do ekstrawertyka) i tłumaczę ją tym, że jestem zodiakalnym Bliźniakiem, a osoby spod tego znaku już tacy są, strasznie zmienni, nie lubiący niczego co stałe i trwałe, przechodzący ze skrajności w skrajność, dwie dusze w jednym ciele często o sprzecznych myślach, odczuciach, potrzebach, przez to też często określani jako fałszywi.
Odpowiedz
#3

Nie bój się zapytać wprost kogoś czy Cię akceptuje. Czy czuje się dobrze w twoim towarzystwie. Sprecyzuj odpowiednio to pytanie do osoby z którą rozmawiasz. Poproś ją o całkowitą szczerość w tej kwestii jeżeli uważasz to za stosowne. Staraj się zrobić to naturalnie. Sam staraj się dawać sygnały akceptacji dla osoby z którą rozmawiasz. Zwróć uwagę w jaki sposób Ty to robisz. Spróbuj zauważyć czy ktoś nie kieruje podobnych do Ciebie. Staraj się robić to w zgodzie z twoim charakterem. Wydaje mi się że potrzebujesz takiej pewności, jeżeli nie wiesz czy ktoś Cię akceptuje.
Odpowiedz
#4

(06-05-2018, 01:43 AM)Skrytomyślący napisał(a):  Nie bój się zapytać wprost kogoś czy Cię akceptuje. Czy czuje się dobrze w twoim towarzystwie. Sprecyzuj odpowiednio to pytanie do osoby z którą rozmawiasz.  Poproś ją o całkowitą szczerość w tej kwestii jeżeli uważasz to za stosowne. Staraj się zrobić to naturalnie. Sam staraj się dawać sygnały akceptacji dla osoby z którą rozmawiasz. Zwróć uwagę w jaki sposób Ty to robisz. Spróbuj zauważyć  czy ktoś nie kieruje podobnych do Ciebie. Staraj się robić to w zgodzie z twoim charakterem.  Wydaje mi się że potrzebujesz takiej pewności,  jeżeli nie wiesz czy ktoś Cię akceptuje.

Dokładnie tego potrzebuję, przeważnie nie odzywam się do ludzi, bo nie wiem, czy oni mnie zaakceptują (czytaj mój poprzedni wątek nt. poczucia odrzucenia, bycie nieważnym, itd. Oczko )
Odpowiedz
#5

Miejcie na uwadze że akceptować nie zawsze jest równoznaczne z lubić, kochać, szanować. Ktoś może powiedzieć szczerze, że cię @Jedrek33 akceptuje (w sensie toleruje), choć równie szczerze cię nie lubi. Sporo osób ma tak z przełożonymi, akceptuje ich obecność, zdanie, zachowanie itp ale nie daży ich osoby szczególną sympatią.
(06-05-2018, 01:43 AM)Skrytomyślący napisał(a):  Nie bój się zapytać wprost kogoś czy Cię akceptuje. Czy czuje się dobrze w twoim towarzystwie. Sprecyzuj odpowiednio to pytanie do osoby z którą rozmawiasz. Poproś ją o całkowitą szczerość w tej kwestii jeżeli uważasz to za stosowne.
Nie wiem jak inni forumowicze, ale jakby mnie ktoś (kogo nie akceptuję) spytał czy go akceptuję, to w obawie przed zranieniem tejże osoby raczej nie powiedziałbym jej prawdy wprost. Prędzej dałbym jej do zrozumienia unikając jej, nie zapraszając na spotkania, wymigując się od jej propozycji wspólnego spędzania czasu.
Odpowiedz
#6

(09-05-2018, 22:21 PM)lukasz89 napisał(a):  Miejcie na uwadze że akceptować nie zawsze jest równoznaczne z lubić, kochać, szanować. Ktoś może powiedzieć szczerze, że cię @Jedrek33 akceptuje (w sensie toleruje), choć równie szczerze cię nie lubi. Sporo osób ma tak z przełożonymi, akceptuje ich obecność, zdanie, zachowanie itp ale nie daży ich osoby szczególną sympatią.
(06-05-2018, 01:43 AM)Skrytomyślący napisał(a):  Nie bój się zapytać wprost kogoś czy Cię akceptuje. Czy czuje się dobrze w twoim towarzystwie. Sprecyzuj odpowiednio to pytanie do osoby z którą rozmawiasz. Poproś ją o całkowitą szczerość w tej kwestii jeżeli uważasz to za stosowne.
Nie wiem jak inni forumowicze, ale jakby mnie ktoś (kogo nie akceptuję) spytał czy go akceptuję, to w obawie przed zranieniem tejże osoby raczej nie powiedziałbym jej prawdy wprost. Prędzej dałbym jej do zrozumienia unikając jej, nie zapraszając na spotkania, wymigując się od jej propozycji wspólnego spędzania czasu.

Trafne spostrzeżenie. O tym nie pomyślałem. Z zachowania już trudniej dostrzec, czy ktoś co innego mówi a myśli w tej sprawie. Choć warto mieć na uwadze te o których wspominasz, bo raczej mówią same za siebie xD  Ja też tak bym zrobił jak mówisz. Nie chciał bym komuś zrobić przykrości. Ale też nie pokazywałbym w prost swojej niechęci do rozmowy czy konkretnej osoby w widoczny lub podświadomy sposób. Na pewno moje ciało by w jakiś tam sposób tą niechęcią emanowało, ale umysłowo starałbym się jak najlepiej tego niepokazywać.  Kierował bym się na podobne działania o których wyżej wspominasz. Zbyć, uśmiechnąć się, unikać, ale powierzchownie nie pokazuję swojej niechęci, żeby przykrości nie zrobić. Dwulicowe to nieco z mojej strony. 
Dzięki Tobie dostrzegam że nie była to  trafna rada z mojej strony.

 Dobry rachunek sumienia.  Zauważałem podobne zachowania u innych. Ale u siebie dopiero tak z bliska pod tym kątem to dzisiaj Duży uśmiech Wracając do tematu,  tak jak  powiedział lukasz89, nie zawsze, nawet po zapewnieniu słownym, ktoś nas  "akceptuje"(w sensie: kieruje się do nas czystą i szczerą sympatią)Co z tym fantem zrobić? 
 
Podobnie się czasem czuję. 
Oprócz tego co powiedziałeś, czasem jeszcze czuję się niewartościowy dla kogoś w rozmowie, że ktoś się ze mną męczy, ale przez grzeczność mi tego nie pokazuje. Walczę z tym przez obserwację zachowania wobec mnie, które czasem błędnie mogę odbierać. Sam nie wiem kiedy. Bo co innego czasem niektóre zachowania mogą dla mnie oznaczać niż są w rzeczywistości. (Staram się mieć to na uwadze. ) Albo staram się o tym strachu zapomnieć, i "grać" według swoich myśli "w rozmowę", w której ktoś mnie nie akceptuje ale  z grzeczności ze mną rozmawia. (Może tak być, albo tylko mi się tak wydaje że tak do mnie ktoś podchodzi) Jak siebie na początku trochę oszukam ( Ale jak tu siebie inteligentnie oszukać xD? A no np. Ja mówię sobie że jak już ten ktoś jest zmuszony się męczyć ze mną gadką ale tego nie pokazuje. To dlaczego ja nie mogę być samolubny i pogadać sobie tak ot z siebie dla siebie? Jak się męczy to niech się męczy. Ja widzę że tak jest ale  on nie mówi tego w prost, to  niech mnie  posłucha ;D,  pogadam sobie przynajmniej, może coś istotnego się też dowiem)

(jw. Jak sobie na początku rozmowy) powiem/wmówię coś takiego to dziwo po chwili takiej rozmowy zanika mi to nieprzyjemne uczucie braku sympatii/akceptacji ze strony mojego rozmówcy. I tak oto stopniowo zaczęło pojawiać się ono coraz rzadziej. Zapominając i o tym. Nie pojawiają się takie myśli. Pozytywnie odbieram siebie w oczach rozmówcy.Nie w każdym przypadku ale, Sukces. Na mnie to tak działa Duży uśmiech nie oceniam czy jest to dla mnie etyczne czy nie, bo wróciłbym do początku zmagań Oczko Takie moje własne dobre "zło". Wiem że jest to tylko środek zastępczy dla mojego problemu, ale chyba tylko jazda na takim czymś mi pozostała w czasie takiego samopoczucia. Jak coś jest głupie i działa, to nie jest to głupie. Tak mówił mój nauczyciel informatyki w różnych sytuacjach Duży uśmiech
Życzę Ci żebyś znalazł na to własne rozwiązanie Uśmiech
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: / Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
Ostatni post przez Tomelon
16-01-2020, 19:59 PM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości