Czy jestem zbyt ambitny? Czy to może mnie kiedyś zgubić? Coś o sobie i swojej nieśmia
#1
Chciałbym napisać coś o swoich problemach. Może Wasze komentarze dzięki temu okażą się drogowskazami które mnie pokierują w odpowiednim kierunku? Taką mam nadzieję i dlatego m.in. chciałbym napisać coś o sobie, jednocześnie chciałbym zdjąć z siebie maskę i zacząć czerpać radość z przebywania z innymi ludźmi. Dodam, że nigdy nie lubiłem opowiadać o sobie ale chyba czas najwyższy to zmienić. Czasami mogę pisać od rzeczy lub ale mam nadzieję, że zrozumiecie to o czym pisze . Mam też nadzieję, że dotyczacie całość.
Żeby jak najlepiej opowiedzieć o swojej nieśmiałości, należy powiedzieć jak wyglądała moja nieśmiałość w przeszłości. Moje problemy z nieśmiałością, zaczęły się w gimnazjum. Zanim jednak to opiszę należy napisać kilka słów o swoich rodzicach, którzy są w dużej mierze odpowiedzialni za to jaki jestem. Moja mama jest osobą materialistyczną, bardzo leniwą(choć ona uważa inaczej),bardzo narzekającą(również ma inne zdanie na ten temat). Odnoszę wrażenie….a raczej uważam, że założyła rodzinę z przymusu, jakby ktoś jej kazał to zrobić a ona grzecznie to robi. Lubi robić niektóre rzeczy na odpi**dol i to w taki sposób by broń boże nic złego sobie ktoś nie pomyślał na jej temat. Jest też osobą która sama niewie czego chce. Ciężko z nią dojść do porozumienia…jest strasznie nierozgarnięta. Przez 10 lat powtarza, że pójdzie na kurs niemieckiego a wszystko się kończy na gadaniu. Tak kończy się większość jej postanowień. Mój tata jest za to człowiekiem który bardzo lubi się wymądrzać, mimo iż nie ma pojęcia o wielu sprawach. No ale jak ma cokolwiek wiedzieć skoro gdy przyjedzie do Polski siedzi cały dzień w domu. Stara się też bardzo często przekazać mi wartości których sam nie wyznaje. To samo tyczy się rad. Jest cholernie uparty i zmienny jak pogoda. Jeździ bardzo często do Norwegii na pewne okresy przez co nie ma go zawsze w domu. Ma bardzo zły stosunek do ludzi. Gdy przebywałem i pracowałem z nim w Norwegii, to nie było jednej osoby której by nie zj**ał. W ogóle gdy go czasami słucham to najlepiej by było gdybym nie wychodził wcale z domu. ‘’Ty nie idź do pracy jako barman, bo Cię jeszcze jakiś pijak pobije i zwolnią Cię z pracy. Kiedyś mojego kolegę wywalili, bo się z kimś pobił”. Nie przepracował też nigdy w żadnej pracy rok bo zawsze ktoś lub coś mu nie pasowało. Ich małżeństwo można uznać za patologię. Są jak ogień i woda. Nie trudno wyobrazić jak wygląda ich małżeństwo. Wieczne kłótnie, płacze, nieporozumienia głownie przez pieniądze. To tyle jeśli chodzi o moich rodziców.
Wracając do mojej nieśmiałości w gimnazjum… cóż miałem jakichś tam znajomych ale nie byli dla mnie przyjaciółmi. Ot tak czasami miałem z kim pograć w piłkę czy czasami się pośmiać. Niestety byłem w klasie w którym było same bydło. Musiałem często z nimi użerać przez co wchodziłem do liceum ze zniszczoną psychą. Nie mogłem liczyć na niczyją pomoc. Wtedy moja nieśmiałość do ludzi coraz bardziej się zwiększała i coraz bardziej się izolowałem od innych. 1 rok liceum to był istny koszmar. Depresja, próby samobójcze i przez 8 miesięcy nic tylko szkoła i dom. Bałem się nawet po niektórych ścieżkach chodzić bo wmówiłem sobie, że ludzie za mną się ze mnie nabijają. Chodziłem osobnymi ścieżkami. Ze swoimi poprzednimi znajomymi zerwałem kontakt. Jednak jako tako podniosłem się z tego. Chodziłem do psychologa trochę bardziej otworzyłem się do ludzi, jednak to nie było to czego chciałem. Moja przemiana chyba przeszkadzała innym bo byli bardzo zdziwieni moją nagła zmianą. Nie wiedzieli nic o tym przez co przechodzę. Wiem jednak, że to po części moja wina bo zawsze ukrywałem się swoje prawdziwe uczucia a raczej bałem się o nich mówić. Rozumiem innych, że mieli prawo nie przepadać za mną.
W relacjach damsko-męskich była totalna klapa i tak jest do dzisiejszego dnia. Nigdy nie byłem w związku praktycznie. Jedynie przez neta poznałem się z dziewczyną, trochę pochodziliśmy za rączkę i się całowaliśmy ale nie trwało to zbyt długo. Niby były jakieś zaloty ze strony innych dziewczyn ale nie potrafiłem odczytać prawdziwych intencji i przeważnie unikałem z nimi kontaktu. Były niektóre upierdliwe ale ja przeważnie wysyłałem negatywne sygnały do nich i w końcu się odczepiły. Tak wiem to był mój błąd, że tak postępowałem i w pełni to teraz rozumiem. Mimo to dalej mam problemy w rozmowie z dziewczynami. Swobodnie mimo wszystko rozmawiam z kobietami(w porównaniu do tego co było wcześniej) ale pojęcia takie jak flirt, czy podrywanie są mi obce do teraz. Pozytywem jedyne jest to, że na studiach miałem dość sporo koleżanek co w liceum było dla mnie czymś nierealnym.
Wracając do moich etapów w życiu…po liceum poszedłem na studia do miasta które jest daleko od mojej miejscowości….i tam totalnie otworzyłem się na ludzi, momentami aż za bardzo. Przez to popadłem w tzw. głupawkę i robiłem rzeczy które w życiu do głowy by mi nie przeszły kiedyś. Może nie wszystkie mimo wszystko bo wszystko jest dla ludzi ale nie ukrywam, że często zdarzyło mi się robić z siebie debila. Nie przejmowałem się mimo wszystko tym tak bardzo jak wcześniej …lecz niektóre z nich w tym momencie uznaje za totalną głupotę. W końcu jednak przerwałem studia. Kierunek był dla mnie bardzo męczący, nie pasował mi. Nie miałem zamiaru po studiach jako fizjoterapeuta pracować całe życie w szpitalu. Jasne jest wiele różnych możliwości dzięki którym mógłbym zarabiać więcej ale po co skoro z takim trudem przychodziło mi uczenie się tego wszystkiego. Głównym czynnikiem jednak mimo wszystko uznaję to, że czasem w idiotyczny sposób nie zaliczałem przedmiotów przez co niektórzy robili sobie z tego drwiny. Dołowało mnie to jeszcze bardziej przez to, że jestem bardzo ambitnym człowiekiem i stawiam sobie wysoko poprzeczkę. Niestety mam słomiany zapał do wszystkiego Ogółem w podstawówce zapowiadałem się na bardzo dobrego ucznia, jednak z czasem zacząłem obniżać loty aż doszło do tego, że bardzo często zacząłem przedmioty na styk. Mimo to dalej stawiałem sobie wysokie cele, mimo tego, że nie wychodziło mi. Gdy na studiach byłem to obiecywałem, że coś sobie w końcu zrobię jeśli mi się znowu nie uda.
Obecnie teraz przesiaduję w domu i pracuje. Mimo tego myślę by zacząć nowe studia od października. Nie żałuje powrotu do domu. Zrozumiałem bardzo wiele a niektóre książki bardzo ale to bardzo mi w tym pomogły. Nawet aż tak bardzo obecność matki na mnie nie wpływa, mimo to mam ochotę zerwać z nią kontakt tak jak i z ojcem. Wiem, że teraz gdy pójdę na studia nie popełnię tych błędów i wciąż mam nadzieję, że zacznę się uczyć na miarę swoich oczekiwań i przede wszystkim będę bardzo lubił ten zawód i teraz myślę pozytywnie. Mimo to zawsze pozostaje myśl w głowie czy nie będzie powtórki z rozrywki bo moje wszystkie cele przeważnie szlag trafiał i to że mamy ciężkie czasy. Mimo to coś we siedzi ciągle i stawia mi coraz wyższe poprzeczki. Nieraz bardzo często utożsamiałem się z tym by zostać kimś bardzo znanym itp. Zmieniło się też to, że nie potrzebuję tego by ktoś się nade mną użalał. Nie znoszę słowa narzekanie. Teraz kojarzy mi się z bezsilnością a coś takiego nie istnieje w moim słowniku. Coś nie można zrobić? Zawsze jest wyjście z sytuacji. Ktoś mnie skrzywdził lub coś? Nie szkodzi następnym razem będę ostrożniejszy. To po prostu cenna nauczka. Utożsamianie się z emocjami i umysłem sprawia, że się ograniczamy, hamuje nas przez co cierpimy, a nie ma istoty która nie chciałaby by czuć się szczęśliwym. Gdy mam to zakodowane w głowie wszystko samo się układa a najważniejszym jest to co czujemy w środku. Wszystko zaczyna się od wnętrza. Jeśli w naszym wnętrzu panuje spokój i harmonia cel zewnętrzny sam się jakoś ułoży. Oczywiście jednak wiadomym jest że nie jest prosto żyć zgodnie z powyższymi zasadami. Mimo to pracuje nad tym by tak było i staram się czerpać radość z życia.Jak się jednak potoczy moja historia? To się okaże…..
Odpowiedz
#2
Wiesz co, Twoja sytuacja z rodzicami nieco przypomina mi moją własną.
Mój ojciec kompletnie się ze mną nie kontaktuje i nie chce się kontaktować. Nie uważa mnie za córkę z jakichś idiotycznych powodów, a jedyną oznaką jego jestestwa są alimenty przesyłane raz w miesiącu.
Moja mama to obraz osoby bardzo nieszczęśliwej, ale jednocześnie próbującej przelewać swoje nieszczęście na innych. Też narzeka, też dołuje. Czuję, że kompletnie we mnie nie wierzy, ale też nie potrafi mnie nakierować. Próbowała mnie przekonać, żebym przeniosła się z Torunia do Warszawy na studia, ale od samego początku wiedziałam, że to zły pomysł. Nic tam po mnie.
Wiadomo też, że matka jako taka opiekuje się ogniskiem domowym, jest swojego rodzaju kręgosłupem rodzinnym, a moja jedyne, co robi, to krytykuje własne dzieci nie widząc oczywiście swoich własnych błędów. Zaniedbała nas makabrycznie, ale przecież tak się starała... Tak, tak się starała, że teraz z pięciorga mojego rodzeństwa kontaktuje się z nią jedynie moja siostra. Nie licząc mnie, wiadomo, ja tu jeszcze pomieszkuję... No nieważne.
Też jest materialistką, też obiecuje sobie wiele i nie robi nic. Ot tak puste słowa.
Posiada również stos innych wad, ale wisienką na torcie jest właśnie egoizm. Tylko ona się liczy, tylko ona jest ważna. Jak ktoś jej nie podpasuje, to od razu ma rangę najgorszego śmiecia i gnoja (nie żartuję). Pomagam jej w domu, żeby przynajmniej mieć złudzenie normalności, ale raczej tego nie da się osiągnąć.
Także rozumiem, co czujesz i przez co przeszedłeś. Wczesne dzieciństwo jest najważniejszym i najsilniej kształtującym okresem w życiu; to stamtąd wychodzą nasze lęki i uprzedzenia, z których nieraz nie zdajemy sobie sprawy. Wiadomo, że gimnazjum też nie dodało Ci wigoru, zważywszy na towarzystwo, wśród którego się obracałeś. Grunt, że nie poszedłeś w ich ślady i jakoś poszło Uśmiech
W każdym razie dobrze, że się otworzyłeś, zawsze możesz uzyskać trochę wsparcia od innych Język
Odpowiedz
#3
[mam nadzieję, że nie obrazisz się o to, co napiszę - po prostu lubię walić prosto z mostu, ale ludzie chyba za tym nie przepadają^^]

Współczuję sytuacji w domu, też mam wszechwiedzącego ojca i wiecznie niezadowoloną mamę - ale pominę ich, bo mimo wszystko uważam, 
że nawet najgorszy rodzic zasługuje na szacunek. Niemniej jednak, rozumiem Twoją sytuację. Ja też nigdy nie miałem wsparcia, 
zresztą po dziś dzień nie potrafią traktować mnie poważnie, bo pracuję w domu a nie mam szychty 8h i fajrant. Mniejsza z tym. 

Najbardziej zastanawia mnie Twoje lawirowanie między ambicją a słomianym zapałem. [To będzie ten fragment, którym niechcący mogę Cię urazić]
Dla mnie coś takiego po prostu nie istnieje, choć może to kwestia definiowania słowa "ambicja". Nie można jej mylić z czczym błaganiem do niebios,
by w końcu spełniło się któreś z pragnień. A tak mniej więcej odczytałem to, co napisałeś. Pytanie zasadnicze brzmi: czy Ty w ogóle wiesz, czym chciałbyś się zająć? 
Każdy chce dobrze płatnego i niemęczącego zawodu. Każdy chciałby zostać kimś sławnym, ale to, że chcesz, nie znaczy, że masz ambicję. Ambicją jest walka o to, czego pragniesz. 

Mam nadzieję, że nie wziąłeś powyższego zbyt mocno do siebie i nadal czytasz^^ Dobrze, że się otworzyłeś. Jeszcze lepiej, że starasz się czerpać radość z życia i pracujesz nad sobą. 
Najważniejsze, żeby nie powielać fatalnych wzorców. Pewnie kolejne podejście do studiów także poszłoby Ci lepiej, ponieważ znasz swoje błędy. Zanim jednak się na to zdecydujesz, 
zastanów się czy nie zmarnujesz na nie kolejnych X lat. Nie ma co szukać na siłę dobrego zawodu, najpierw "pogadaj ze sobą" i idź tą drogą, którą w ten sposób odnajdziesz. 
Jeśli wytyczysz sobie cele, niech nic Cię nie powstrzyma przed ich realizacją. Wtedy będziesz ambitny. Coś takiego jak zbyt duża ambicja nie istnieje Uśmiech
Odpowiedz
#4
@Damian
Po to m.in napisałem ten temat by uslyszec szczere wypowiedzi nawet jesli sa troche ostre, wiec mnie osobiscie to nie przeszkadza. To co napisales o lawirowaniu moich ambicji i slomianym zapalem jest prawda. Poprostu zeby oderwac sie od problemow ktore mialem, oderwalem sie troche od rzeczywistosci przenoszac sie do swojego swiata. No i przyznaje, ze jestem troche leniwy ale pracuje nad tym by to zmienic. Musze walczyc z samym soba, dlatego tak wazne sa dla mnie ksiazki ktore czytam i zawsze bede to podkreslal. Teraz jednak wiem na jakie studia chce isc. Problemem jednak jest to, ze nie zawsze jestem tego swiadomy, bo wciaz potrafie sie utozsamiac z niepotrzebnymi rzeczami ale Twoja wypowiedz mi bardziej to uzmyslowila. Uśmiech
Odpowiedz
#5
Pracuj nad sobą i walcz. Też miewam problemy z samodyscypliną, a do realizacji moich celów jest jeszcze daleko, ale najważniejsze, by wiedzieć dokąd się zmierza i robić wszystko, by nie zbaczać z kursu Oczko
Odpowiedz
#6
Środowisko, w którym dorastamy ma na nas ogromny wpływ przez resztę życia, lecz warto mieć świadomość, że to, kim się stajemy jest w większości przypadków sumą podjętych przez nas decyzji. Współczuję Ci dzieciństwa. Też nie miałem lekko - matka alkoholiczka, ojciec pracoholik. Jednak jesteśmy już w takim wieku, kiedy przeszłość trzeba zostawić za sobą i zacząć działać na własny rachunek. Trzeba wziąć za siebie odpowiedzialność i nie obarczać innych winą za niepowodzenia, bo to nie zrodzi nic prócz nienawiści i niepotrzebnego zagłębiania się w przeszłość. Damian dobrze napisał. Przemyśl co chcesz zrobić i upewnij się, że Twój wybór nie będzie sprzeczny z Twoimi oczekiwaniami. Żyj tym na co masz wpływ, a nie tym, co było. Uśmiech
Odpowiedz
#7
Współczuję Ci sytuacji w domu. Rozumiem przez co przechodzisz i to bardzo dobrze. Tak jak Damian napisał.. jacy by nasi rodzice nie byli.. to powinniśmy ich szanować. Tu pasuje to mądre powiedzenie '' Śpieszmy się kochać ludzi - tak szybko odchodzą.''
Są zupełnie inne metody na to by zmienić z nimi relacje. Pomóż im na tyle ile potrafisz, ale nie wdawaj sie w dyskusje i zobojętniej na ich słowa.. Starsi ludzie już tak mają. Na ogół jest tak,że często nie zauważamy swoich własnych błędów,ale łatwo nam wyłapać czyjeś.
Jeśli z nimi mieszkasz - to zacznij od tego by się od nich uniezależnić.

Piszesz ,że masz duże ambicje. Tylko,że nie napisałeś na czym one u Ciebie polegają. Ambicja może być zdrowa i chora. Czasami jesteśmy ambitni by przypodobać się innym ,bo mamy niską samoocenę i uważamy,że ludzie dzięki temu będą nas chwalić i po prostu zauważać.. albo nie mamy w sobie pokory i wciąż dążymy do tego by być lepszym od innych,a nie od siebie samych.
Czasem też bierzemy na siebie zbyt wiele i to nas przytłacza, a kiedy nas przytłacza nawał celów stajemy się nieszczęśliwi i leniwi..
Zdrowa ambicja jest wtedy,gdy ją realizujemy (a nie tylko o tym gadamy); znamy swoją wartość (ale nie jesteśmy pyszni) , gdy wierzymy w siebie i znamy swoje możliwości.. i wtedy nie zakładamy poprzeczki ponad swoje możliwości, idziemy po szczebelkach swoim tempem; wiedząc ,że robimy to dla siebie.
W Twojej wypowiedzi jest parę wykluczających się zdań.. mówisz o dużych ambicjach i zawieszaniu poprzeczki coraz wyżej,ale.. wybacz,że to napiszę.. skoro nie radzisz sobie z poprzeczką ,którą ustawiłeś na poziomie 1 to nie poradzisz sobie na poziomie 2.
Odpowiedz
#8
(28-08-2016, 15:36 PM)Des napisał(a): Piszesz ,że masz duże ambicje. Tylko,że nie napisałeś na czym one u Ciebie polegają. Ambicja może być zdrowa i chora. Czasami jesteśmy ambitni by przypodobać się innym ,bo mamy niską samoocenę i uważamy,że ludzie dzięki temu będą nas chwalić i po prostu zauważać.. albo nie mamy w sobie pokory i wciąż dążymy do tego by być lepszym od innych,a nie od siebie samych.
Czasem też bierzemy na siebie zbyt wiele i to nas przytłacza, a kiedy nas przytłacza nawał celów stajemy się nieszczęśliwi i leniwi..
Zdrowa ambicja jest wtedy,gdy ją realizujemy (a nie tylko o tym gadamy); znamy swoją wartość (ale nie jesteśmy pyszni) , gdy wierzymy w siebie i znamy swoje możliwości.. i wtedy nie zakładamy poprzeczki ponad swoje możliwości, idziemy po szczebelkach swoim tempem; wiedząc ,że robimy to dla siebie.

Chyba właśnie to miałem na myśli pisząc, że mam chorą ambicję. Często staram się przypodobać innym bez sensownego powodu, czy być lepszym od innych i to co napisałaś o przytłaczaniu też jest prawdą. Ja już jednak wiem na jakie chce iść na studia i wiem, że to jest to co chce robić, choć mógłbym coś innego wziąść ale w pełni się z tym pogodzę. Wiesz na fizjoterapię szczerze mówiąc poszedłem głównie po to by się wyrwać z domu. Nawet mnie to nie interesowało i niewiedziałem co to jest za kierunek za bardzo ale też głównie siostra która miała wtedy na mnie duży wpływ i namówiła na ten kierunek, co tylko popchnęło do działania. Teraz jednak nie ma na mnie tak dużego wpływu,choć wiem że chciała dobrze i z nią sobie wszystko wyjaśniliśmy(jedyna osoba w mojej rodzinie z którą potrafię się dogadać). Niemniej jednak wciąż staram się walczyć by nie zbaczać z celu i by inni nie mieli takiego wpływu na mnie. Niechce się usprawiedliwiać ze swoich błędów ale niewiem czy ktoś zauważył, że wszystkie zachowania wzięły się z zachowań moich rodziców. Mniejsza jednak z tym Uśmiech
P.S Dzięki Wszystkim za szczere wypowiedzi. Będę robił wszystko by nie zbaczać ze swojej wybranej ścieżki. I spokojnie teraz wiem już napewno co chce robić Uśmiech
Odpowiedz
#9
(28-08-2016, 19:54 PM)Visionary napisał(a):
(28-08-2016, 15:36 PM)Des napisał(a): Piszesz ,że masz duże ambicje. Tylko,że nie napisałeś na czym one u Ciebie polegają. Ambicja może być zdrowa i chora. Czasami jesteśmy ambitni by przypodobać się innym ,bo mamy niską samoocenę i uważamy,że ludzie dzięki temu będą nas chwalić i po prostu zauważać.. albo nie mamy w sobie pokory i wciąż dążymy do tego by być lepszym od innych,a nie od siebie samych.
Czasem też bierzemy na siebie zbyt wiele i to nas przytłacza, a kiedy nas przytłacza nawał celów stajemy się nieszczęśliwi i leniwi..
Zdrowa ambicja jest wtedy,gdy ją realizujemy (a nie tylko o tym gadamy); znamy swoją wartość (ale nie jesteśmy pyszni) , gdy wierzymy w siebie i znamy swoje możliwości.. i wtedy nie zakładamy poprzeczki ponad swoje możliwości, idziemy po szczebelkach swoim tempem; wiedząc ,że robimy to dla siebie.

Chyba właśnie to miałem na myśli pisząc, że mam chorą ambicję. Często staram się przypodobać innym bez sensownego powodu, czy być lepszym od innych i to co napisałaś o przytłaczaniu też jest prawdą. Ja już jednak wiem na jakie chce iść na studia i wiem, że to jest to co chce robić, choć mógłbym coś innego wziąść ale w pełni się z tym pogodzę. Wiesz na fizjoterapię szczerze mówiąc poszedłem głównie po to by się wyrwać z domu. Nawet mnie to nie interesowało i niewiedziałem co to jest za kierunek za bardzo ale też głównie siostra która miała wtedy na mnie duży wpływ i namówiła na ten kierunek, co tylko popchnęło do działania. Teraz jednak nie ma na mnie tak dużego wpływu,choć wiem że chciała dobrze i z nią sobie wszystko wyjaśniliśmy(jedyna osoba w mojej rodzinie z którą potrafię się dogadać). Niemniej jednak wciąż staram się walczyć by nie zbaczać z celu i by inni nie mieli takiego wpływu na mnie. Niechce się usprawiedliwiać ze swoich błędów ale niewiem czy ktoś zauważył, że wszystkie zachowania wzięły się z zachowań moich rodziców. Mniejsza jednak z tym Uśmiech
P.S Dzięki Wszystkim za szczere wypowiedzi. Będę robił wszystko by nie zbaczać ze swojej wybranej ścieżki. I spokojnie teraz wiem już napewno co chce robić Uśmiech

Nieraz też miałem wrażenie, że przypodobanie się to dobra droga. Ale z czasem, teraz mam podejście aby ponieść jakieś porażki. Wydaje mi się, że ważne zobaczenie jest, że ludzie na niektóre rzeczy nie zwracają uwagi i to co nam wydaje się powodem to "zapadnięcia się pod ziemię" jest czymś normalnym. A nieraz takie ambicje kierują właśnie na takie złe tory.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Wymień cechy swojej nieśmiałości .m 27 15,895 30-05-2017, 17:39 PM
Ostatni post: Swietłana_N

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości