Debile w klasie.
#1
Te oto osóbki zazwyczaj kpią sobie z kogoś kto mało mówi albo wcale.
Mieliście takie problemy że w szkolę uznawali was za dziwaków bo mało mówiliście lub wcale.
Przykład z programu Szkoła gdzie uczeń A zaczepiał ucznia B który nie rozmawiał z nim bo miał swój świat.
Odpowiedz
#2
Zawsze miałem swój świat, do dziś mam, choć nieśmiałość już mnie tak nie dotyka jak w okresie szkolnym, jednak wtedy ustawiłem się z inteligencją (gdzie nie należałem do osób małomównych), a nie slums attack. Na szczęście mam to wszystko już za sobą, teraz czas studiów, gdzie debilizm nie dosięga.
Odpowiedz
#3
Ja przez większość szkoły wogóle życia nie miałem.
Odpowiedz
#4
Tak szczegolnie w gimbazie, dokuczali i nazywali zamulatorką eh Smutny złe czasy to były.
Odpowiedz
#5
Tacy ludzie są w każdej szkole, nie zdają sobie sprawy z tego jacy czasami potrafią być okrutni.
Odpowiedz
#6
Albo i zdają sobie z tego sprawe a sam fakt dokuczenia komus sprawia im przyjemnosc.
Odpowiedz
#7
Hmmm.. u mnie okres podstawówki był super-małe debilki ,ale docinek nie było- w 6 klasie coś zaczęło się psuć-oczywiście ze mną Język zaczęłam dojrzewać i być nieśmiała. W gimnazjum już miałam ''swój świat''i zawsze bardzo emocjonalnie podchodziłam do dokuczania mi przez koleżanki - zabawne,bo z kolegami problemu nigdy nie miałam.. tylko dziewczyny zazwyczaj były zazdrosne i wredne, w dodatku bardzo zawistne i przebiegłe- kumplowałam się z paroma z innych klas- w swojej miałam z dwie koleżanki ,które i tak potem okazały się g@wno warte. W technikum - tam było pełno różnorodności , trafiłam na klasę mało inteligentną i strasznie wulgarną, poziom nieśmiałości wzbił się cholernie wysoko ,wpadłam jednak w niefajne towarzystwo miałam dodatkowo swoje własne problemy w domu i jak zwykle emocjonalne..Moją uwagę przykuł pewien chłopak-też miał ''swój świat'' ,ale nie lubił siatkówki co nie spodobało się katechecie ,który każdego pytał o to czy lubi ten sport(taaak katecheta Duży uśmiech ). Spodobało mi się właśnie to,że ten chłopak był po prostu inny, widać było w jego oczach inteligencję ,ale nie wymądrzał się i nie robił z siebie co to nie on. Tylko już na samym początku dziewczyny się w nim zabujały- on w sumie na nic nie zwracał uwagi , był Anglikiem może to dlatego był taki ''odosobniony''.. no i ja się wycofywałam,bo nie chciałam zwracać na siebie za bardzo uwagi w klasie a i tak dziewczyny mi nie darowały, ale reszta chłopaków oczywiście nie dawała mu żyć skoro był taki ''lubiany'' wśród dziewczyn.Mi dodawał otuchy tym,że jest podobny do mnie względem małomówności. Ja np. jestem taka,że trudno mnie do czegoś przekonać i mam swoje zdanie-jestem uparta,ale z drugiej strony potrafi się we mnie obudzić nagle nieśmiałość, uległość i pyk zamykam się w sobie; często odpływam Uśmiech Żadna z dziewczyn nie przypadła mi do gustu Język za to paru kolegów było fajnych ,no ale to koledzy a nie przyjaciółka ,czy koleżanka...reszta- bydło. Potem zrezygnowałam z tej szkoły w pewnych okolicznościach i wylądowałam w liceum , tu już było inaczej , miałam paru znajomych nikt jednak nie zwracał za bardzo na siebie uwagi ,znów trafiłam na wredne dziewczyny ,ale olałam je i potem normalnie gadałyśmy ,z nikim nie utrzymuję kontaktu.
Od siebie powiem tak.. bywam jak woda i ogień , czasem cicha czasem szalona i ciągnie mnie właśnie do takich samych osób. Ludzie zbyt rozrywkowi nie robią na mnie wrażenia, za to ludzie wycofani robią na mnie duże wrażenie i do takich staram się podejść, pogadać. Nie lubię klasowych błaznów- ludzi którzy zrobią wszystko by tylko innym się przypodobać i unikam osób,które mogły by narobić mi kłopotu- no wiecie co mam na myśli. Wpasowuję się w bardzo wąskie grono ludzi i jest mi z tym dobrze, chociaż szkoda,że tak mało jest ludzi,którzy są po prostu sobą..i nie lubię ludzi,którzy udają,że ''są sobą'' a tak naprawdę nie są. W tym wszystkim jednak w każdej z tych grup jeśli ktoś prosi o pomoc nie zawaham się.. nawet jeśli byłby to ''wróg''. Zresztą ja raczej wrogów nie mam o ile ktoś za wroga nie ma mnie. To się rozpisałam znowu Język no,ale to tak o tych debilach w klasie w moim życiu. Duży uśmiech
Aaa coś jeszcze- jak czasem widziałam się ze znajomymi z gimnazjum to oni zawsze trafiali na fajne klasy- inteligentnych , miłych ludzi i właśnie u nich olewani byli Ci błaźni i zbyt rozrywkowi- ja takiego szczęścia nigdy nie miałam Duży uśmiech
Odpowiedz
#8
No cóż. Ja w podstawówce miałem jednego kolegę (w zerówce to było pało! O matko czy ja zaczynam gadać do siebie? Język często to robię w realu Oczko ) ale on uciekł do innej szkoły. W zasadzie kolegowaliśmy się pewnie dlatego, że to on był bardziej zainteresowany moją osobą, a ja zadowolony, że w ogóle ktoś mnie akceptuje Język Potem się wszystko zmieniło. Mniej więcej od 4 klasy większość chłopaków i dziewczyn zaczęło mi dokuczać. Jedynie wąskie grono dziewczyn nic do mnie nie miało, a gdy zwróciłem się o pomoc chętnie pomagały, ale żeby było fajniej koledzy mojego brata też się na mnie wyżywali. W gimnazjum miałem już całą szkołę przeciwko sobie i nie ma tu żadnej przesady. Było kilku chłopaków z jednej klasy którzy mnie akceptowali (albo udawali) a wszyscy inni patrzyli jak by mi tu "umilić" życie, nawet dziewczyny. Co do grona pedagogicznego to też mało, który nauczyciel był a mną, większość jeszcze na mnie się wyżywała i rozładowywała swe frustracje po tym jak jakiś debil ich wkurzył. Ja byłem tam czarną owcą. Co większa s[pośród tych nauczycieli, którzy mnie tolerowali to większość była tych co mnie nie uczyła tylko czasami na zastępstwo przychodzili, albo uczyli 1 rok jakiegoś przedmiotu. Wychowawców miałem co rok innego bo to były młode babki i każda po roku w ciążę zachodziła to na ostatni rok nam dali starą repietuchę, ale każda z nich po jednych pieniądzach i każda widziała we mnie wszelkie zło. Znałem się dobrze z dyrektorką tej szkoły i powiecie pewnie, że można było to wykorzystać, oczywiście próbowałem. Z całą praktycznie rodzinką siedzieliśmy co rusz w gabinecie dyrektorki, ale nie z uwagami dotyczącymi nauczycieli, nawet nie próbowaliśmy (tym bardziej, że w domu też się na mnie wyżywano za słabe oceny i uważano, że to wszystko moja wina), ale cały czas przez czyjeś głupie żarty z uczniów mojej klasy tam koczowaliśmy, a raz nawet gościu narysował mi na bluzie wielkiego hmm... "karniaka" i moja mama to rzuciła chamsko tą bluzę na biurko dyrektorce pod nos mówiąc w czym rzecz bo już była tak sfrustrowana brakiem działań w sprawie tego chłopaka (bo to i nie pierwszy raz mi on coś zrobił i w zasadzie robił dużo gorsze rzeczy) a ona na to "to jest wnuczek mojej wychowawczyni, ona tyle lat w radzie siedzi... Ja mam związane ręce...". I tak oto wyglądało moje cudowne szkolne życie w mojej miejscowości. Do technikum trafiłem w towarzystwo jako takie, ale też była grupa co mi dokuczała. Także wśród dziewczyn, jednak moje życie w technikum było rajem w porównaniu do wcześniejszych szkół. Nauczyciele byli w porządku, jedyna sucz siedziała w sekretariacie taka, że mój tata kiedyś poszedł tam (nie pamiętam już w jakiej sprawie) to tak tą sekretarkę głupią zbeśtał, że aż dyrekcja na pomoc jej wyleciała. Ale w dobrym momencie skończyłem tą szkołę. Zmieniła się tam bowiem dyrekcja, a i moja wychowawczynia, która prężnie awansowała stała się zimną służbistką, która dodatkowo patrzy jak komu co dowalić. Ostatnio jak byłem 2 lata temu kiedy jeszcze nie zdałem egzaminu zawodowego to sam im awanturę zacząłem robić bo nie chcieli mi podać wyników tylko dlatego, że przyszedłem poza godzinami pracy sekretariatu (a ściślej poza godzinami przyjęć uczniów szkoły, bo tak na drzwiach napisane, a ja już 4 lata nie byłem uczniem tej szkoły tylko egzamin w niej robiłem) i śpieszyłem się do pracy jeszcze, to szanowna pani dyrektor oznajmiła mi łaskawie: "A co ty sobie myślisz, że my tutaj na wakacjach jesteśmy?" to ja jej na to krótko: "No właśnie na to wygląda!" to w końcu podkuliła główkę (zwłaszcza, że to przy jakiś ludziach też było, bo w innym razie to pewnie by się kłóciła) i kazała sekretarce dać mi te wyniki... Na studiach największe problemy miałem z wykładowcami, którzy w większości byli wybitnie niewyrozumiali i potrafili tak zdołować człowieka, że chory się robił. Zmusili mnie nawet do brania silnych środków na uspokojenie bo inaczej bym chyba rady nie dał. Towarzystwo było drętwe nieco, zwłaszcza, że ponad 120 osób na roku, ale znalazłem kilka przyjaznych twarzy, a po za tym nikt mi nie dokuczał. Jedna osoba w mailach coś mi jeździła i ja jej zacząłem bo mnie wkuźwiła i nawet nie wiem kto to bo pisał z maila roku i się nie podpisywał. Po zmianie szkoły teraz miałem osób na roku mniej niż 20 z czego chyba wszyscy starsi ode mnie, ale bardzo szybko otoczyli mnie życzliwością i nie powiem ta ekipa jest nawet git.

No dobrze ja się jeszcze lepiej rozpisałem, ale tak maluje się moja przeszłość w skrócie sporym i osobiście ją analizując nie dziwię się, że jestem jaki jestem...
Odpowiedz
#9
No tak prawda jest taka ze to ludzie nas otaczajacy kształtuja tez nasz charakter. Mysle, ze jakbysmy my niesmiali ciagle byli otaczani zyczliwymi,akceptujacymi nas ludzmi, wówczas niesmialosc sama by sie ulotniła. Jakby tak mogłobyc. Ale to zbyt piekne by było prawdziwe
Odpowiedz
#10
Cichy prowadzenie monologu ze sobą to nic złego (zawsze tak sobie powtarzam, chyba że zaczynasz prowadzić dialog i ta druga strona zaczyna do Ciebie szeptać i rozkazywać by jeść więcej czekolady wtedy jest już troszeczkę gorzej Uśmiech ). Ale do meritum w trakcie szkoły podstawowej zawsze byłem wyśmiewany ze względu słusznej postury przypominającej cherubinka (i międzymordzia niezbyt miłego oku porównałbym to do tego cherubinka któremu odjęto skrzydełka a on sam z wysokości 2000m zaczął pikować na twarz z zawrotną prędkością w stronę twardej powierzchni płaskiej- efekt można sobie wyobrazić ) . Sytuacja zmieniła się nieco w niezbyt miłym przybytku "wiedzy" zwanym gimnazjum gdy w pierwszej klasie bodaj, po solidnej dawce gnębienia i po wielu latach skumulowanego gniewu uprzejmie wyprowadziłem koledze z 3 klas jedynki na spacer . Od tej chwili aż po studia przyjmowałem podobną taktykę, jeśli ktoś bardzo mi się naprzykrzał robiłem bardzo brutalne wejście w werbalne tudzież niewerbalne i usuwałem się w cień, wtedy większość przestawała się interesować (czasami lubiłem myśleć że nawet obawiać) mą przebrzydłą, plugawą osobą (there's method in somebody's madness ) . I mogłem żyć w swym popapranym świecie bez większych problemów. Na studiach spotkałem ludzi, którzy byli podobnie dziwni jak więc ten czas nie jest wspominany prze zemnie źle .
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jak być bardziej lubianym w klasie i szkole? h-h123 5 1,334 25-03-2017, 14:16 PM
Ostatni post: Claptone

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości