Dystymia - ciągle smutny
#1
Wśród przyczyn dystymii brane są pod uwagę uwarunkowania natury genetycznej. O ich roli w rozwoju depresji przewlekłej może świadczyć to, że występuje ona częściej u tych osób, u których jakichś członek rodziny cierpiał już na zaburzenia afektywne (np. na depresję czy właśnie na dystymię) lub sam kiedyś przeżył traumatyczną sytuację.

Pierwsze objawy choroby pojawiają się dość wcześnie, najczęściej w okresie dojrzewania, przez co pacjenci przez bliskie otoczenie bywają mylnie odbierani jako osoby z natury mniej wesołe. Wyróżnia się dwie postaci dystymii:
  • dystymia wczesna – pierwsze dolegliwości pojawiają się przed 21. rokiem życia, 

  • dystymia późna – objawy pojawiają się po 21. roku życia.

Do objawów dystymii zaliczane są:
  • stale obniżony nastrój,

  • zmniejszona możliwość odczuwania szczęścia (tzw. anhedonia),

  • stałe uczucie zmęczenia,

  • myśli dotyczące bezsensu świata i własnego funkcjonowania,

  • niska samoocena,

  • problemy somatyczne, takie jak zaburzenia snu (zarówno zwiększenie ilości godzin spędzanych w łóżku, jak i bezsenność), zaburzenia jedzenia (spożywanie większej ilości pokarmów lub odwrotnie – brak apetytu),

  • rozdrażnienie (objaw ten szczególnie dotyczy dzieci z dystymią, może on nawet dominować nad obniżeniem nastroju),

  • zmniejszona aktywność,

  • unikanie kontaktów społecznych,

  • spowolnienie myślenia i problemy z koncentracją.
Dystymia to problem przewlekły, trwający nawet przez wiele lat. 

U siebie dostrzegam wycofanie społeczne, odczuwanie do połowy szczęścia, drażni mnie wiele rzeczy, inny tok myślenia niż całe społeczeństwo...oni A a ja B. Mam tak, że nawet jak kupie sobie coś co o czym marzyłem to nie cieszę się tak jak każdy, czuje taką radość do połowy...czyli nie potrafię w pełni się cieszyć. Cholernie jest to ciężkie. Wiesz, że sprawiłeś sobie radość a tak naprawdę się do końca z tego nie cieszysz.
Odpowiedz
#2
(22-03-2020, 21:41 PM).m napisał(a): U siebie dostrzegam wycofanie społeczne, odczuwanie do połowy szczęścia, drażni mnie wiele rzeczy, inny tok myślenia niż całe społeczeństwo...oni A a ja B. Mam tak, że nawet jak kupie sobie coś co o czym marzyłem to nie cieszę się tak jak każdy, czuje taką radość do połowy...czyli nie potrafię w pełni się cieszyć. Cholernie jest to ciężkie. Wiesz, że sprawiłeś sobie radość a tak naprawdę się do końca z tego nie cieszysz.

Czy zastanawiałeś się, co może być przyczyną Twojego stanu? Możliwe, że Twoja dystymia jest natury fizjologicznej i należałoby wykonać parę badań, żeby przekonać się, co dokładnie za tym stoi... Jeżeli nie jest to spowodowane żadną chorobą, spróbuj iść do psychoterapeuty. Czasami warto jest rozdrapać stare rany, żeby mogły się zagoić na dobre.
Odpowiedz
#3
Tak, tylko trzeba wiedzieć co to za rany.
Odpowiedz
#4
(23-03-2020, 15:19 PM).m napisał(a): Tak, tylko trzeba wiedzieć co to za rany.

Terapia pomaga Ci je odszukać. Naprawdę warto.
Odpowiedz
#5
Ja myślę, że dystymii nie da się wyleczyć, nie da się wyleczyć ze smutku, nie ma się wpływu na to, że jest się smutnym, jak się siedzi w domu to już w ogóle wyleczenie jest niemożliwe, trzeba by było chodzić na psychoterapię i to cały czas, nie przerywać żadnych psychoterapii.
Odpowiedz
#6
Przypomniał mi się taki cytat:
„...jeśli ktoś nie był nigdy smutny tak naprawdę, nigdy też nie był szczęśliwy...”

Kiepski czas nastał dla nas wszystkich, dla Ciebie .m trudniejszy zapewne...

Wydawało mi się, że dla mnie będzie to łatwiejsze, bo jestem przyzwyczajona do samotności, izolacja jest dla mnie codziennością, unikanie ludzi, nawet stawanie w kolejce do kasy - daleko od osoby przedemną było dla mnie normą od dawna...
A jednak ja też zaczynam być zmęczona tym wszystkim...coraz bardziej...

I tak sobie pomyślałam, że coś Ci napiszę .m...
Twoje niebieskie oko jest dla mnie fascynujące od samego początku...od kiedy tu jestem czytam Twoje wpisy z ciekawością i zastanawiam się co się kryje za tym hipnotyzującym błękitem...
I przyznam, że ten Twój wpis mnie zaskoczył...
Jakoś inaczej Cię odbieram z tego pisywałeś Uśmiech
Odpowiedz
#7
Szczerbol
Odpowiedz
#8
No cio?
Martwię się o Was (wszystkich) samotne chłopaki...

https://facetpo40.pl/meska-psychologia/s...mezczyzny/

Odpowiedz
#9
"a nawet chorób przewlekłych, takich jak cukrzyca"

O kurka, a lekarze drapali się po głowie skąd mam i po dziś dzień nie wiedzieli na bank, a teraz już wszystko jasne xD
Odpowiedz
#10
(23-03-2020, 15:19 PM).m napisał(a): Tak, tylko trzeba wiedzieć co to za rany.

Terapia pomaga Ci je odszukać. Naprawdę warto.
[/quote]
W zdrowym ciele zdrowy duch i odwrotnie. Właśnie uważam że w tym problem że większość z nas nie wie co wpływa i wpłynęło na to jak w danej chwili się zachowujemy. Moja terapeutka daje mi co jakiś czas zadania, żebym spróbował znaleźć i porównać sytuacje z kiedyś, czyli głównie z dzieciństwa, które były np przykre, czyli są dla nas dalej negatywne, bo nawet jak uda nam się jakąś przypomnieć, to przypominamy sobie je jako coś złego i woleli byśmy żeby nigdy się nie wydarzyły. Z tym co w danej sytuacji sprawia że z czymś czujemy się źle. Ja do niedawna miałem i chyba mam dalej, nadwrażliwość. A według mojej terapeutki to jest to, że sporo przykrości spotkało mnie w życiu. Zadanie polega na tym, że jeżeli coś wywołuje u mnie negatywne emocje, w tym przypadku wydaje mi się że robię komuś krzywdę, to właśnie jest bzdura, bo mam zakodowane to, że w bardzo podobnej sytuacji znalazłem się kiedyś sam i zapamiętałem to jako coś krzywdzącego. Czyli np ktoś na czyjś temat żartuje, ot zwykły śmieszny żart, a ja to przeżywam że tej osobie dzieje się krzywda, że jest wyśmiany, że ja byłem kiedyś wyśmiewany. I tak analogicznie nasze życie składa się z tego, jak w danej sytuacji się zachowujemy, bo tak już mamy. Jeżeli nasze całe życie składało się ze smutku i strachu, i każda sytuacja nam się z tymi emocjami kojarzy, to jak chcecie inaczej reagować? Jak pies był szczuty i bity od małego to nie będzie potulny, tylko będzie agresywny, bo w ten sposób się broni i tak został nauczony, że w ten sposób ma funkcjonować żeby przetrwać.
Tylko że my mamy tą możliwość żeby się zastanowić dlaczego tak jak jest jak jest, co wpłyneło na to że wolimy trzymać rezerwę, że wolimy się wycofać. Bo kiedyś coś się stało i tak już się przyzwyczailiśmy, że wydaje nam się że tak jest dla nas lepiej. Ale kiedy jest w miarę ok, nachodzą nas myśli dlaczego tak jest? Że to wcale nie jest fajne i co zrobić żebyśmy byli przynajmniej trochę podobni do tych "szczęśliwych" ludzi. A Ci ludzie mają tak samo jak my. Tylko że oni mają więcej wspomnień tych fajnych, że wiedzą że jak komuś się powie dzień dobry z uśmiechem na ustach, to temu komuś jest przyjemnie. Bo nasz tata czy mama mówił dzień dobry, a nie spierd...j.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości