Dzieciaczki
#11
Do dzieci nie trzeba mieć doświadczenia, dzieci nie kierują się stereotypami tylko, nie wiem jak one to robią, po prostu idą na żywioł. Jakby nie chciał z Tobą gadać, bo wystarczy żebyś miał skrzywioną mine albo krzywo się popatrzył, to by nie gadał z Tobą. Moja bratanica jak miała chyba 2.5 roku co chwila mi mówiła kocham cie, byłem dwa piętra wyżej i dalej krzyczała kocham cie, kiedyś pyta gdzie idę, ja mówię - do pracy, ona kocham cie😀, albo do taty swojego, mojego brata kocham(...). I jak tu nie lubić dzieci.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#12
Słodziak Serce To prawda, że dzieci nie kierują się stereotypami i trzeba przede wszystkim włożyć serduszko w rozmowę z nimi, ale nadal uważam, że niezbędne jest doświadczenie. Choć są osoby, które mają pewne predyspozycje i powołanie pedagogiczne w wyniku czego nawet przy pierwszej takiej relacji poradzą sobie znakomicie. Ja nigdy takich predyspozycji nie miałem a wprost przeciwnie. Na codzień jeśli moja interakcja z jakimś dzieckiem nie jest wymagana to raczej unikam dzieci. Z tamtym chłopakiem też udało mi się dogadać tylko dlatego, że okazałem mu minimum zainteresowania i starałem się trochę wchodzić w tą rozmowę zadając mu pytania w temacie, ale moja interakcja była by o wiele bardziej rozbudowana gdybym posiadał doświadczenie, a tak to była metoda prób i błędów w dodatku taka bardzo nieśmiała Nieśmiały
Odpowiedz
#13
Jak sama byłam dzieckiem to wtedy lubiłam młodsze dzieci. Potem jednak trzeba było zajmować się nauką, więc wiadomo, że musiałam się na tym skupić. Teraz już jestem za stara aby interesować się dzieciaczkami.
Odpowiedz
#14
(28-03-2020, 01:50 AM)myimmortal napisał(a): Jak sama byłam dzieckiem to wtedy lubiłam młodsze dzieci. Potem jednak trzeba było zajmować się nauką, więc wiadomo, że musiałam się na tym skupić. Teraz już jestem za stara aby interesować się dzieciaczkami.


Szczerze, nawet jak sama byłam dzieckiem, wolałam towarzystwo znajomych swoich rodziców. Jak przychodził ktoś ze swoim "przychówkiem", chowałam się w pokoju i zamykałam drzwi. Nielubienie dzieci jest u mnie... wrodzone.
Odpowiedz
#15
Na to zdaje mi się nigdy nie jest się ani za młodym ani za starym. Mój brat od małego przepadał. Mnie dzieciaki krępują bardziej niż ja je. Choć jak byłem mały to lubiłem towarzystwo młodszych o ile nie zbyt dużo młodszych. Byłem bowiem starszy a jeszcze nie dorosły Cwaniak A młodsze chłopaczki były we mnie wpatrzone jak w obrazek i chłonęli wszystkie moje pomysły, którymi nie tryskałem na lewo i prawo przyzwyczajony jednak, że w grupie zawsze ktoś starszy się liczył a ja najmniej. W grupie rówieśników też nie miałem nigdy nic do powiedzenia i stąd jak taki młodszy chłopaczek był wpatrzony we mnie to dla mnie było to dziwne i fajne jednocześnie Nieśmiały
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości