Jak myślisz?
#1
Kochani! Jak bardzo jesteśmy nieśmiali? Jak postrzegamy siebie w tych kryteriach, a jak postrzegają nas inni? Być może ktoś was określił, stwierdził czy należycie do tej grupy czy nie? 
No i w którym miejscu skali siebie widzicie? Jako:
- nieśmiali nieśmiali (nie zagadam do nikogo, nie patrzcie na mnie, mnie tu nie ma) 
- potwornie nieśmiali
- bardzo nieśmiali
- nieśmiali
- trochę nieśmiali
- raczej nieśmiali
- raczej śmiali
- śmiali 
- bardzo śmiali
I co ma wpływ na waszą opinię? Uśmiech Czy w każdej sytuacji tak siebie widzicie? Czy trudno wam żyć z taką osobowością osoby nieśmiałej/śmiałej??? 
Uśmiech
Odpowiedz
#2
Ja tam bardziej introwertyk jestem jak nieśmiały. Wolę spędzać czas na kompie i rozmawiać przez skype, przy okazji w coś grając.
A w realu nie ma czym się zająć podczas rozmowy. Siedzisz patrzysz na kogoś i gadasz. I to wszystko.
Przykładowo siedzisz z kimś w knajpce, czekasz na jedzenie i jeśli nie ma tematów do obgadania to rozglądasz się dookoła albo bawisz telefonem.
I tak ten czas mija.
Przed komputerem mało kiedy się nudzę a w towarzystwie często.
Odpowiedz
#3
Po szybkim zastanowieniu się, stwierdzam, że nie wiem czy jest to dobrze sprecyzowane pytanie, tak ogólnie. Bo to co mi przyszło do głowy, to nieśmiałość jest raczej wypadkową akceptacji siebie. Bo po tych kryteriach, przynajmniej mnie ciężko się określić jaki jestem, bo jeżeli np uznam że dana sytuacja mnie przerosła, to nie z powodu tego że jestem nieśmiały, tylko np:

A - nie mam doświadczenia w tej kwesti
B - nie lubię przebywać w takim czy innym gronie osób
C - wszystko inne tylko nie to że jestem nieśmiały.

Chyba że ja kwalifikuje się do tej trzeciej od końca grupy, czyli - raczej śmiały. Ale dużo też zależy właśnie od sytuacji, gdzie w jednej jesteśmy raczej śmiali, a w innej spalamy się szybkim płomieniem ze wstydu.

Oczywiście w każdej sytuacji kiedy np wstaje się z łóżka rano, czy przed każdą inną czynnością można się zastanowiać czy w ogóle wyjść z domu, bo jestem nieśmiały. Jak jestem w błędzie, proszę o uświadomienie dlaczego? Ale ja to tak interpretuje.

P.s.
Nie chciałem Ci Aneet popsuć quizu.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#4
Mnie kiedyś zastanawiało czy jestem nieśmiały albo wstydliwy bo mimo że kobiety mi się podobały to nie chciałem z nimi randkować.
Może to być spowodowane tym, że nie bardzo przepadam za tymi wszystkimi romantycznymi chwilami jak: długie patrzenie sobie w oczy, przytulanki, buziaczki, całuski, czułe słówka, chodzenie za rączkę, całowanie, głaskanie itd.
Mało uczuciowy ze mnie typ Język
Odpowiedz
#5
(15-12-2020, 00:25 AM)mac84 napisał(a): Mnie kiedyś zastanawiało czy jestem nieśmiały albo wstydliwy bo mimo że kobiety mi się podobały to nie chciałem z nimi randkować.
Może to być spowodowane tym, że nie bardzo przepadam za tymi wszystkimi romantycznymi chwilami jak: długie patrzenie sobie w oczy, przytulanki, buziaczki, całuski, czułe słówka, chodzenie za rączkę, całowanie, głaskanie itd.
Mało uczuciowy ze mnie typ

Otóż to, jesteś po prostu jak Tommy Lee Jones w Ściganym, zimny jak głaz, jak Terminator II, ale są lafiryndy, tfuuu dziewczyny, które właśnie szukają takiej silnej osobowości .

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#6
No Vlad jak zwykle wyciągnął gdzieś z zakurzonej pułki w mojej głowie jakąś moją myśl, do której już ja sam nawet dostępu nie mam... Przede wszystkim pytanie wydaje mi się zbyt obszerne, trochę takie pod jakąś terapię psychologiczną typu "Spróbuj sam się dokładnie określić, jeśli na niczym się nie potkniesz po drodze to ja spróbuję udowodnić Ci, w czym masz problem. Może akurat trafię, to zależy jak dokładny we własnym opisie będziesz...". I oczywiście nic nie zarzucam, żeby nie było. Nie doszukuję się tu jakiś dziwnych intencji a raczej zwyczajnie nie do końca trafnej konstrukcji jeśli chodzi o pytanie. Bo wydaje mi się, że abym sam mógł odpowiedzieć tak w całości to musiałbym teraz cały swój życiorys tu napisać Szczerbol Brakuje tylko kozetki xD Mogę za to odpowiedzieć bardzo szczątkowo i wybitnie nieprecyzyjnie co zatem robię, a więc ja to z tych nieśmiałków jak Aneet określiła - nie mam mnie tu Szczerbol Powiedzmy, że w jakiś 90% przypadków i tu właśnie się kłania to o czym wspomniał Vlad bo sytuacje są różne tak streszczając się. Trudno bym patrzył w lustro i udawał, że odbicia nie widzę. Teraz łapcia w górę kto obczaił aluzję Język Albo bliższy przykład. Nieraz wspominałem o swoich różnicach jeśli chodzi o to jak zachowuję się w pracy a jak w szkole. Nie wiem z czego one wynikają, ale o ile w szkole jestem (w zasadzie to byłem bo póki co nie planuję dalszej edukacji) tym, którego nie ma, o tyle w pracy zachowuję się w miarę swobodnie, ale wszystko też zależy od sytuacji bo nie trudno chyba się domyślić, że jak jestem pierwszy dzień w nowym miejscu pracy to taki hej do przodu to ja nie jestem tylko załącza mi się syndrom szkoły póki ludzi dobrze nie poznam i się jakoś tam nie zintegruję.
Odpowiedz
#7
Dokładnie, nawet w pracy kiedy gdzieś wchodzę i spotykam dziewczynę która zwala mnie dosłownie z nóg, tak jak np dziś, to język mi się plącze i nie bardzo pamiętam co powiedziałem😀, czy to już też nieśmiałość? A w lustrze taki macho ze mnie że hej, prężę muskuły jak kot na dachu😀.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#8
Jeśli o mnie chodzi, to wydaje mi się, że odpowiedź może być trochę skomplikowana, ale postaram się to tak jakoś poukładać, by inni mogli zrozumieć i żebym w sumie może i sam to jakoś zrozumiał  Huh
No to jazda! Tak więc tego... Zagadywanie do ludzi zawsze było dla mnie z najróżniejszych powodów dość problematyczne. I bynajmniej nie dlatego, żebym się przejmował, co sobie ktoś inny pomyślę, tylko co będę myślał sam o sobie. Zwykle to zaczyna się od tego, że zastanawiam się, czy w ogóle muszę z kimś o czymś porozmawiać. I zwykle szukam wszelkich powodów, by tego nie robić, bo jeśli nie ma potrzeby, to co się będę wysilał? I też tu od razu przyznam, że wolę często samemu podjąć jakiś większy wysiłek, niż poprosić kogoś zdolniejszego o pomoc. Wydaje mi się, że to jest jednak bardziej kwestia dumy, niż nieśmiałości. Zwyczajnie nie lubię, kiedy ktoś mnie wyręcza w czymś, co mogę zrobić samemu.
Ale zakładając, że nie ma wyboru i jakoś się zmuszę do podjęcia próby odezwania się do kogoś, albo co straszniejsze, ktoś odezwie się do mnie!  Niezdecydowany To wtedy trzeba podjąć jakieś działania, żeby nie zabić od razu konwersacji i cóż... Zwykle ta umiera w bolesny i dramatyczny sposób, bo zwyczajnie nie wiem, co miałbym powiedzieć. No AlE pRZecIEszŻ KASZŻRZDy mA cOś Do PoWiEdZeNiA!!1111 Nie znoszę kiedy ludzie mi to mówią, zamiast po prostu cieszyć się moją obecnością  Podejrzany I no... Tak, to jest problematyczne... I niby, że wystarczy się otworzyć na innych, powiadają... To fajne, też powiadają... I kiedy w takich sytuacjach próbuję coś opowiedzieć, to czuję, że to jest tak obrzydliwie wymuszone, że no po prostu to nie ma sensu i lepiej mi zwyczajniej zamilknąć i dać mówić innym, niż samemu się jeszcze bardziej pogrążać, a potem się mnie ludziska czepiają, że nic nie mówię, nie odzywam się, ponury jestem i nikogo nie lubię... I w sumie to nie wiem, czy to nieśmiałość, czy może jakieś inne niezidentyfikowane choróbsko...
Ogółem wchodzenie w jakiekolwiek interakcje z ludźmi jest dość uciążliwe... Oni zwykle mają własne życie, własne problemy. Po co mnie, nieszczęsnemu Jamnikowi coś jeszcze do nich dorzucać? Yup... Zdarza mi się czuć uciążliwie dla innych, podobnież jak i nierzadko przyłapuję się na tym, że o innych myślę, jako o jakimś ciężarze  Zdezorientowany To chyba też nie problem nieśmiałości, a czegoś jeszcze inniejszego...
Bywa jednak, że potrafię poczuć w sobie śmiałość, kiedy wiem co konkretnie mam robić i co mówić. Kiedyś trochę robiłem w teatrze, no i liceum ogółem miałem z nastawieniem artsytycznym i trzeba było parę razy wejść na scenę, co nie stanowiło dla mnie najmniejszego problemu. Udawanie czegoś na scenie, a czegoś w prawdziwym życiu to jednak dwie bardzo różne rzeczy i tak jak to pierwsze jest nawet fajne, to tym drugim szczerze się brzydzę. 
Ach! No i czasem jak sobie idę chodnikiem i widzę, że z na przeciwka ktoś idzie, to jakoś mam nawyk, żeby przechodzić na drugą stronę ulicy, jeśli jest taka możliwość. I też do końca nie wiem, czy wynika to z nieśmiałości, czy niechęci do jakichś przypadkowych, problematycznych interakcji, które mogłyby mi tylko popsuć nastrój  Niezdecydowany
Tak więc podsumowując, chyba określiłbym się jako trochę nieśmiałego (neutralnie nieśmiały, dla wtajemniczonych). Z jednej strony ta nieśmiałość przeszkadza w zawieraniu znajomości i ich podtrzymywaniu, ale z drugiej skutecznie zniechęca ludzi toksycznych, złych, chciwych, niedobrych, wstrętnych, oszukańczych, pazernych, dwulicowych i ogółem takich, nad których towarzystwo przekładam radosną, miłą i spokojną samotność  Zawstydzony
Odpowiedz
#9
(15-12-2020, 04:35 AM)JamnikNiszczyciel napisał(a): Zwykle to zaczyna się od tego, że zastanawiam się, czy w ogóle muszę z kimś o czymś porozmawiać. I zwykle szukam wszelkich powodów, by tego nie robić, bo jeśli nie ma potrzeby, to co się będę wysilał?

Ja również nie znajduje potrzeby rozmawiania z kimś w realu. A jeśli taka zachodzi to wystarczy wejść w internet i wyszukać przeprowadzonej już debaty na interesujący mnie temat np. na tym forum.
Gdy wychodzę do ludzi to często słyszę rozmowy dotyczące zdrowia, pracy, nauki, jedzenia, szkoły, imprez, pogody, narzekania na coś, planów na przyszłość, chwili obecnej, wydarzeń z okolicy, zasłyszanych plotek, rodzinie, dzieciach, związkach, dupach (w męskim gronie) no i innych przyziemnych sprawach które zapychają nasz mózg.
Dodam że dość często w tych rozmowach padają jakieś żarty podobne do demotywatorów, albo jakieś kłótnie są z wyzywaniem, obrażaniem, fochami. Zupełnie jak na czateriach ogólnopolskich.
Ludzie chyba potrzebują tych emocji bo samo przebywanie w towarzystwie im nie wystarcza. No i będą też mieli o czym wspominać po latach.
Przykładowo: "A pamiętasz tą grubą Jolkę jak w kałużę wpadła? Była cała ubłocona hahaha".
Odpowiedz
#10
Dlatego nie warto stronić od ludzi, żeby było co wspominać. Ja z kumplami do dziś śmieje się z takich wybryków. Dla mnie to jest dramat XXI wieku i przypominają mi się sceny z Terminatorów, gdzie człowiek jest jak robak wśród maszyn. Ale to taka czarna wizja, a liczę na to że jak każda moda minie bezpowrotnie.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości