Jak to u was w zasadzie wygląda? Jak silne są wasze fobie?
#1
Przede wszystkim chciałbym przeprosić, jeśli już taki temat istnieje, ale zwyczajnie go w takim razie nie znalazłem. Chodzi mi o to, że każdy z nas ma własne lęki. Jedne mniejsze, drugie większe. Jak silna jest wasza fobia społeczna? Chodzicie na imprezy, macie partnerów i przyjaciół, choć nieswojo się czujecie w większym gronie ludzi, czy może jesteście rasowymi samotnikami mającymi kłopoty z codzienną konwersacją z drugim człowiekiem? Chciałbym, abyście napisali pod spodem jak bardzo jesteście nieśmiali. Powiedzcie o swoich maksymalnych granicach odwagi itd. Ciekawi mnie, czy moja sytuacja jest podobna, czy też poniżej miary. Chcę sprawdzić, czy tu w jakiś sposób pasuję. A, chciałbym też jeszcze dowiedzieć się od kiedy jesteście świadomi swoich fobii, oraz czy jesteście samotnikami z wyboru, czy może z powodu niemożności odnalezienia się w społeczeństwie.
Odpowiedz
#2
Cóż... Dużo o mnie można poczytać na forum w różnych wątkach i tego jest cała masa, którą mogę tu co najwyżej jakoś próbować streścić. Obecnie bez dziewczyny u boku i w wąskim gronie przyjaciół, których pewnie policzyłbym na palcach jednej ręki bo generalnie chyba wszyscy z tego forum. Brak jakiegoś takiego bliskiego środowiska. Moja nieśmiałość jest ukorzeniona już od czasów dzieciństwa najgłębszego, a od niedawna się dowiedziałem, że mam fobię społeczną i biorąc pod uwagę moje zachowania to trzeba stwierdzić, że jest to prawda. Plus jeszcze prawdopodobnie dziedzicznie jakoś nabyta (bo mój śp. ojciec miał) prozopagnozja. To wszystko wprowadza w stan nieustannego zdołowania. Ostatnio mieliśmy dzień kobiet. Nie miałem jak zwykle z resztą odwagi iść do kwiaciarni i kupić kwiatek dla swojej matuli. Zrobiłem to dzisiaj, ale nie w kwiaciarni a w markecie i też długo krążyłem wokół stoiska i czekałem aż nikogo nie będzie w pobliżu. Nie lubię samotnych spacerów i zawsze jak sam wychodzę z domu to tylko po to by przejść z punktu "A" do punktu "B". Jak wychodzę z domu sam to mam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią i oceniają z zainteresowaniem co robię. Imprezy wszelakie oczywiście odpadają, ale nie tylko dlatego, że się boję, ale i dlatego, że mnie to zwyczajnie nie "kręci". I wreszcie załatwianie jakiś spraw to oczywiście totalna masakra. Jeśli chodzi o to czy jestem samotnikiem z wyboru czy z niemożności odnalezienia się w społeczeństwie to powiem, że oba te powody są tutaj niejako równie ważne. Oprócz tego, że nie chodzę na imprezy to nie lubię ogólnie wielu rzeczy, które są na topie. Ostatnio odnoszę wrażenie, że na topie też jest wykorzystywanie jeden drugiego i wzajemnie i doszukiwanie się w tym normalności i równości. To oczywiście nie u mnie takie coś i dlatego zawsze jestem gdzieś tam na uboczu bo kiedy poszukuję zwykłej normalności to staję się wrogiem numer jeden więc czasami lepiej po prostu nie angażować się w nic, rozmawiać tylko wtedy kiedy jest taka konieczność i zawsze służbowo. Oczywiście są ludzie, u których można pozwolić sobie na troszkę osobistego zaangażowania i uśmiech podczas rozmowy, ale generalnie by nie popadać w konflikty najlepiej być zimnym i wyrachowanym służbistą, który nie okazuje strachu bo jak okazuje to ktoś wykorzystać może, a niestety to akurat mi wychodzi najsłabiej...
Odpowiedz
#3
W moim przypadku jest tak: mam chłopaka, mam jedną przyjaciółkę, ale mam ich tylko dlatego, że sami postanowili poznać mnie, bo jeżeli miałoby to zależeć ode mnie, to nie dałoby rady - mam za mało odwagi żeby poznawać nowych ludzi. Mojego chłopaka poznałam przez internet, on do mnie napisał pierwszy. Przyjaciółkę z kolei zapoznałam jeszcze w szkole podstawowej, i to też zupełnym przypadkiem, i na początku ja praktycznie nic się do niej nie odzywałam, bo już wtedy tak się wstydziłam. Więcej bliskich osób, pomijając rodzinę, nie posiadam.
Mam podobnie jak Cichy - problemy z załatwianiem spraw, źle się czuję nawet idąc do sklepu, a jeżeli wiem, że będę musiała SAMA zrobić zakupy następnego dnia, to planuję to już dzień wcześniej i już dzień wcześniej się tym stresuję. A na miejscu krążę i krążę nim cokolwiek załatwię, obmyślam nawet całą strategię jak wszystko zrobić tak, żeby zapakować w reklamówkę szybko żeby nie było momentu, że ludzie na mnie patrzą i czekają aż spakuję. Nawet pieniądze odliczam jeszcze przed podejściem do kasy, żeby nikt przypadkiem nie musiał na mnie czekać i mnie obserwować wtedy...:D Takich irracjonalnych rzeczy jest więcej, ale ciężko mi je sobie przypomnieć na biegu.

Na imprezy nie chodzę, źle się czuję w towarzystwie nieznanych mi ludzi, unikam tego zawsze. Jeżeli miałabym "imprezować" w gronie dobrze znanych mi osób to może czułabym się lepiej, ale cofamy się do początku - nie umiem poznawać nowych ludzi, więc raczej wielkiej imprezy z mojego wąskiego grona znajomych nie zrobię.
Wstydzę się chodzić do restauracji, a jak jest w niej dużo ludzi - to w ogóle nie ma mowy, będę się zapierać rękami i nogami, nie pójdę, nie ma takiej siły. Nie odbieram domofonów, jeżeli się kogoś nie spodziewam, boję się odbierać dzwoniących nieznanych numerów.
Po prawie trzech latach związku nadal wstydzę się rodzeństwa mojego chłopaka. Czasem mamy małe spięcia przez moje dziwne jazdy, ale dogadujemy się, może dlatego, że jemu nie zależy na tłumach i towarzystwie, więc jesteśmy dość dopasowani.

Czy jestem samotnikiem z wyboru? Raczej nie do końca. Często mi smutno, że nie mogę się dogadać, że nie potrafię nawiązać znajomości, że kiedy ktoś na luzie próbuje ze mną rozmawiać, to ja nagle mam pustkę w głowie ze stresu i wychodzę na totalnego ziemniaka. Czuję się wśród ludzi jak totalny kosmita. Czuję także, że ograniczam przez moje lęki w jakiś sposób moich bliskich - bo nigdzie się wyjść ze mną nie da, bo unikam wychodzenia do ludzi, przez co mogą się poczuć, że zamykam ich w złotej klatce...Wolałabym nie mieć takich lęków, zdecydowanie.
Odpowiedz
#4
Hehe. Mam identycznie. Pieniążki sprawdzam na długo przed podejściem do kasy, a jak coś się przedłuża staję się nerwowy i zaczynam się szarpać byle szybciej ^^
Odpowiedz
#5
Mam podobnie. Ale zaczynając od początku. Na zakupy tylko chodzę do sklepów samoobsługowych gdzie niema większej interakcji z kasjerka. Nie lubię również stać w kolejce do kasy i chodzę wtedy bezradnie po sklepie czekając aż kolejka się zmniejszy bądź otworzą inną kasę. Do różnych urzędów też nie chodzę bo się wstydzę. Co do znajomych to posiadam wąski krąg przyjaciół i przyjaciółek. Rzadko wychodzę z domu, bardziej wolę jak spotykamy się u mnie. Wtedy czuję się bardziej bezpieczny.
Odpowiedz
#6
Moja nieśmiałość jest większa ode mnie. W skali 1-10 11. Nie mam do kogo napisać, mam tylko jedną koleżankę, imprezy odpadają. Na starość czeka mnie kot i dom owinięty bluszczem.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Jak pokonać nieśmiałość i fobie? Maciejj 8 1,625 07-11-2019, 14:50 PM
Ostatni post: Silent
  Wydaje mi się że mam fobie społeczną _elifica_ 21 4,431 12-09-2017, 19:35 PM
Ostatni post: Silent

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości