Medycyna niekonwencjonalna
#1
Zaraz ktoś mi napisze, że wymyślam herezje Uśmiech
Jeśli ktoś nie rozumie pojęcia odsyłam na: https://pl.wikipedia.org/wiki/Medycyna_n...encjonalna

Czy korzystaliście z jakiś metod medycyny niekonwencjonalnej czy w przypadku każdej drobnej choroby zwracacie się o pomoc do lekarza?
Jak często przyjmujecie antybiotyki? A może ktoś z Was jest chowany według nowej mody niepodawania antybiotyków?
Czy są przypadki, w których poddalibyście się medycynie niekonwencjonalnej?
Gdzie leży granica między zdrowym korzystaniem z medycyny niekonwencjonalnej a głupotą?


PS. Zastanawia mnie urynoterapia... Język
Odpowiedz
#2
Nie korzystałem, chyba Duży uśmiech
W przypadku jakiegoś przeziębienia czy coś to raczej staram się leczyć na własną rękę dopóki przynosi to skutek, jeśli nie no to lekarz. A co do antybiotyków często miałem tak, że lekarz nie przepisał antybiotyków od razu bo to nic groźnego, a potem odwiedzałem go ponownie bo jego lek na mnie nie zadziałał, a działa w 9 na 10 przypadkach Duży uśmiech

Myślę, że gdybym był jakoś poważnie chory i leczenie nie przynosiło skutków, poddałbym się wszystkiemu łącznie nawet egzorcyzmom.

PS. Szkoda, że nie akupresura. Język
Odpowiedz
#3
Na początek - temat bardzo ciekawy i warto przyjrzeć mu się uważniej. Tu nie ma co się śmiać i kręcić nosem. Uważam,że każdy kto może - powinien spróbować, a już tym bardziej w momencie ,gdzie wszystko inne zawodzi.
Nie jestem fanką antybiotyków.. ludzie ich nadużywają,ale to też nie znaczy,że jestem ich przeciwniczką.
Np. ziołolecznictwo jest używane przez większość z nas.
Przeczytałam,że jest coś takiego jak ''sylwoterapia'' ,czyli leczenie poprzez pobudzenie organizmu do samoleczenia poprzez przebywanie przy drzewach i krzewach.. nie wiedziałam,że to ma nazwę Duży uśmiech Czyli można powiedzieć,że stosuję tą metodę. Przytulam się do wielu gatunków drzew, latem czasem na długo siedzę pod którymś z nich i naprawdę lepiej się czuję(choćby większość bóli mija).
Nie przekonuje mnie radiestezja, irydologia,ortopatia i homeopatia.. ale nie mówię im nie.
Odpowiedz
#4
Ja rownież staram się w pierwszej kolejności przy jakichś przeziębieniach leczyć samodzielnie, głównie naturalnymi "specyfikami".
Antybiotyk to ostateczność, gdy czuję że sam nie dam rady.
Odpowiedz
#5
Urynoterapia - słyszałam, ze działa w niektórych przypadkach.
Ostatnio często leczę się lekami z apteki.
Szanuję ludzi, którzy potrafią leczyć ziołami lub naturalnymi innymi środkami.
Niezapomniane mleko z czosnkiem i miodem - mój brat stosuje i działa.
Odpowiedz
#6
Medycyna niekonwencjonalna powstała przed medycyną powszechną czyli wymyślono leki w postaci tabletek i płynów. Do niekonwencjonalnej zalicza się jeszcze ziołolecznictwo. Majowie potrafili leczyć nawet padaczkę a współczesna medycyna nie potrafi tego problemu rozwiązać.
Ja zawsze unikałem lekarzy jako dzieciak, chodziłem bo mnie zmuszano. Ostatecznie psychiatra który zapisał mi leki antydepresyjne których się nie łączy (chyba myślał że jestem jak większość ludzi i nie czytam ulotek) i sytuacja z szpitalem kiedy miałem dostać się do chirurga zadecydowały że przestałem ufać lekarzom. Nawet na badaniu w kierunku jaskry kiedy wysyłali ze szkoły i twierdzili że to obowiązkowe. Leczę się naturalnymi ziołami i korzystam z wiedzy weterynaryjnej by się leczyć bo generalnie organizmy działają podobnie u zwierząt i ludzi, choroby też mają to samo podłoże. Pani Doktor u której jestem też mimo że jest lekarzem weterynarii używa ziół. A że mieszkam głęboko w lesie to nie ma problemu znaleźć zioła i inne składniki do leczenia się.
Np. Igły sosnowe z skórką pomarańczy oraz miodem działają na przeziębienie. Można pić napar z nich nawet kiedy nie ma się przeziębienia, działają osłonowo przed tym. Nalewka z bursztynu dodawana do naparu z mięty pomaga na bóle stawów. Nawet czerwonym winem można się leczyć, wystarczy ciepła lampka wina z goździkiem by zapobiegać chorobom nowotworowym i oczyszczać organizm. Ziołolecznictwo ma to do siebie że trwa dłużej i trzeba trzymać się dawek i czasu przyjmowania. Niektóre zioła trzeba używać około 3-4 miesiące by zadziałały tak jak 14 tabletek jakiegoś leku ale nie niszczą organizmu tak jak ta chemia. Antybiotyku jeszcze nigdy w życiu nie brałem. Za dzieciaka przeszedłem mimo szczepień choroby takie jak świnka, odra itp.
Co do czosnku jeszcze, używam go prawie na codzień i nie łapie mnie grypa nigdy, najlepiej stosować ten granulowany czysty, bez żadnej soli. Sól też wywaliłem z użytku codziennego, używam ziół i przypraw do jedzenia, to kolejny element wspomagający.
Nawet depresję wyleczyłem metodą naturalną, mógłbym się spokojnie kłócić z tymi którzy mówią iż nie można tego wyleczyć bez leków. Otóż banany i czekolada gorzka z wysoką zawartością kakaowca spożywane w odpowiedniej ilości i regularnie pomagają poprzez wytwarzanie endorfin w organizmie co wspomaga wydzielanie serotoniny.
Generalnie by nie chorować wystarczy nie jeść nagminnie taniego badziewia ze sklepów.
Wiadomo że nie wszystko da się wyleczyć naturalną metodą, np. niedoczynność tarczycy trzeba uzupełniać sztucznymi hormonami, szczepienia należy przejść, to jest w ogóle największa głupota ludzi z tymi nieszczepieniami.
Plotka o tym że powodują autyzm jest prawdziwa tylko wtedy kiedy dziecko chorowało na np.pneumokoki i przed szczepieniem nie zrobiono mu badań krwi. Jeśli nie zostało to zaleczone to po podaniu szczepionek może dojść do uszkodzenia układu nerwowego stąd może wystąpić autymz czy też upośledzenie. To jest ta granica ludzkiej głupoty jeśli chodzi o medycynę. Tak samo niektórych ziół nie można stosować przez cały rok a jedynie w chorobie. Innymi słowy w wszystkim jest umiar.

A teraz co do antybiotyków -> większość ludzi przy głupim przeziębieniu leci do lekarza po antybiotyk. Nawet niektórzy jak tylko zakaszlą to lecą po antybiotyk, antybiotyki są jak bomba atomowa, zabijają odporność a nie tylko danego wirusa czy bakterię. Do tego następują mutacje wirusów właśnie przez zbyt częste stosowanie antybiotyków. Antybiotyk powinien zostać podany jako ostateczność, piszę to jako osoba studiująca medycynę nie ważne że to weterynaria, tam jest ta sama zasada. Antybiotyk to ostateczność, należy go podać tylko gdy organizm nie daje rady z chorobą a do tego należy pamiętać o podaniu probiotyków. Znam osobiście takich ludzi co na wszystko biorą antybiotyk i obecnie coraz bardziej chorują, często mnie inni pytają dlaczego ja nie choruje nawet jeśli inni wokół się zarażają. Po prostu leki chemiczne uznaję za ostateczność dlatego mam inną odporność.
Odpowiedz
#7
Jestem generalnie ostrożny w stosunku do wszystkiego co określa się nazwą "medycyna niekonwencjonalna". Już sama definicja, którą można znaleźć choćby w artykule z wikipedii, który pojawił się w pierwszym poście budzi we mnie sporo wątpliwości.

Na angielskiej wikipedii zmazałem też taką, nieco głębszą definicję.

Alternative medicine is any practice that is put forward as having the healing effects of medicine, but does not originate from evidence gathered using the scientific method, is not part of biomedicine, or is contradicted by scientific evidence or established science.

Medycyna alternatywna to dowolna praktyka, której przypisuje się posiadanie efektów leczniczych medycyny, ale nie ma ona źródeł w dowodach uzyskiwanych za pomocą metody naukowej, nie jest częścią biomedycyny, albo zaprzeczają jej naukowe dowody lub ogólnie uznana nauka.

W tym samym artykule pada też stwierdzenie, z którym mogę się całkowicie zgodzić: Nie ma czegoś takiego jak medycyna alternatywna, albo jest medycyna, która działa, albo medycyna, która nie działa. A to czy jej działanie jest skuteczne powinno się dać określić w sposób obiektywny za pomocą badań naukowych (nie tylko na zasadzie, że ktoś to stosował i w jego subiektywnej ocenie przyniosło to skutki).

Nie rozumiem skąd bierze się taka nieufność w stosunku do medycyny, która opiera się na rzetelnych badaniach naukowych, a tak szybko zyskują na popularności różne alternatywne techniki. Jeśli są one skuteczne, można to przecież udowodnić i z powodzeniem stosować. Czemu jednak wciąż często brak jest tych dowodów? Obawiam się, że często przykleja się tym technikom łatkę „alternatywnych” żeby uniknąć konieczności konfrontacji z wiedzą naukową. Staje się to jakby usprawiedliwieniem tego, że takie metody nie potrzebują solidnych badań.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na to, że np. ziołolecznictwo jest mylnie kojarzone wyłącznie jako gałąź medycyny alternatywnej. Jeżeli da się potwierdzić, że dane zioła i rośliny (odpowiednie kombinacje zawartych w nich związków chemicznych) są skuteczne w terapii danej choroby i wyklucza się jakiekolwiek zagrożenie związane z ich stosowaniem – taka forma terapii może być śmiało uznana za konwencjonalną, gdyż wbrew wcześniejszej definicji medycyny alternatywnej – może być oparta na dowodach naukowych.
Odpowiedz
#8
Ja jestem tylko za normalnym leczeniem.
________
niania pozycjonowanie stron kraków pozycjonowanie stron katowice
Odpowiedz
#9
jak byłem maly i chorowałem ja lub ktoś z rodziny przychodzila starsza pani i leczyla cieplymi dlonmi nawet nas nie dotykając. nie mylic z homeopatia czy bioterapia, sam kiedyś uczyłem się czucia ludzkiego biopola poprzez uczulenia meridianow na dłoniach jak i samego widzenia aury ^^, dla sceptyków co do bioenergoterapii odsyłam do najbliższego akupunkturzysty, który wytlujaczy na przykładzie igieł na jakiej zasadzie to działa, mam tez znajoma, która studiuje prawo w gdansku i ma takowe zdolności co najsmutniejsze, ze ich nie poglebia :/, co do samej medycyny niekonwencjonalnej jestem jej zwolennikiem zaczynając od zielarstwa i ziołolecznictwa konczac na roznego rodzaju masażach leczniczych terapiach arometerapeutycznych czy tez wyżej wspomniana bioenergoterapia Uśmiech niemożliwe staje się możliwe, tylko trzeba wiedzieć przez kogo i w jakich okolicznościach Uśmiech))

przepraszam za double post, ale nie mogę się powstrzymać od skomentowania Twojej wypowiedzi o badaniach naukowych, Rosjanie kiedyś badali zjawiska paranormalne, które de facto jak najbardziej istnieja i dziś sa uznawane za fantastykę i cos co nie istnieje bo nie sa wstanie tego wyjasnic, najlepszym przykładem jest https://pl.wikipedia.org/wiki/Nina_Ku%C5%82agina
czy tez zwykle generatory zielonej energii, pamiętam jak kiedyś do mnie do pracy przyleciał belgijski profesor, który budowal u nas taka maszynke z magnesow neodymowych i to faktycznie działa, widziałem na własne oczy, pewnych zjawisk trzeba samemu doswiadczyc i zobaczyć by w nie uwierzyć, sceptycyzm jest dla ignorantow i tych, którzy uznaja jedynego boga... nauke, która zmienia się z biegiem lat, nie zapominajmy ze jako cywilizacja jesteśmy bardzo głupim i slepym gatunkiem Uśmiech
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości