Nawiązywanie znajomości jako dorosły człowiek
#1
Chciałabym zapytać jak to wygląda u Was. Nieśmiałość i lęki zawsze utrudniały mi nawiązywanie kontaktów, jednak w czasach szkolnych jakoś to się u mnie 'kręciło'. Przyjaźnie z czasów podstawówki się urwały (nad czym ubolewam- zwłaszcza nad relacją, która trwała 9 lat), o czasach gimnazjum i liceum szkoda mówić - niby miałam znajomych, ale to nie do końca było 'moje towarzystwo'. Duża część z nich ma już pozakładane rodziny i jesteśmy na innych etapach życia. Na licencjacie poznałam kilka serdecznych mi osób, do dzisiaj mamy kontakt i pomożemy sobie w potrzebie, ale bardziej utrzymujemy kontakt online i widzimy się kilka-kilkanaście razy do roku na piwie czy kawie, bo wiadomo praca/inne obowiązki i różnie to bywa z planami. Został mi rok studiów magisterskich (ostatni semestr praktycznie spędziłam w domu bo *pandemia*) i nie do końca miałam okazje poznać nawet te osoby, które są ze mną na roku (jest kilka osób, ale to bardziej na zasadzie ogarniania wspólnych projektów; dodam, że obecnie studiuję zaocznie). Podsumowując, mam bardzo wąskie grono znajomych i jak zechcę gdzieś wyjść to w większości przypadków wychodzi, że nie mam z kim (+jestem stanu wolnego). 

Ktoś mi niedawno powiedział, że czas na poznawanie ludzi to ja miałam właśnie gdy się edukowałam i nawet jak teraz kogoś będę poznawać to będzie to powierzchowne bo 'ludzi łączą wspólne przeżycia' (ta osoba miała na myśli czasy dorastania). Trochę mnie to dobiło, nie ukrywam. Przez to zaczęłam świrować, że już zawsze będę sama i panicznie bać się samotności. Mimo, że zdaję sobie sprawę, że o ile nie zaszyję się w domu i zamknę drzwi na trzy spusty to ludzie są wszędzie (zwłaszcza, że mieszkam w dużym mieście). 

Jak to wygląda u was? Nie pytam o kwestie prawdziwej przyjaźni, bo to relacja na którą trzeba ciężko pracować. Jak wam idzie w dorosłym życiu? W pracy jak wiadomo można kogoś poznać, ale często to loteria. Czy udało się wam zakumplować z kimś w internecie? Może jakieś wspólne pasje połączyły was z drugą osobą?
Odpowiedz
#2
Wydaje mi się że nie potrzebnie się martwisz. Wychodzę z założenia, pomimo że ze swoją nieśmiałością bardzo długo walczyłem, to w pracy poznaje bardzo ciekawych ludzi, z którymi często nie widzę się rok, albo dłużej, bo to taka branża i naprawdę tęsknię do nich. Kiedy jest okazja do spotkania, np na stopie służbowej lub imprezie, możemy gadać do rana. Ja zostałem przez jednego z szefów rzucony na głęboką wodę, bo dzięki niemu awansowałem i tak to się potoczyło, że mam tylko jednego prawdziwego przyjaciela z podstawówki, na którego mogę zawsze i wszędzie liczyć, ale też jest zapracowany i ma mało czasu. No i ja mam dziewczyn ładnych do wyboru🙂, bo każda z nich to handlowiec, więc w miarę dbają o siebie, albo mniej czy bardziej prestiżowe stanowisko zajmują.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#3
Mam podobnie do Ciebie, chociaż wydaje mi się, że zawsze jest dobry czas na poznawanie nowych ludzi, czy to w pracy czy w jakimś innym miejscu zwłaszcza, kiedy nie zamykamy się w 4 ścianach. Plus internet, gdzie też wbrew pozorom dużo ludzi nawiązuje jakieś znajomości. Ale fakt, że ten okres edukacji daje na to największe możliwości, kiedy poznajemy osoby w takim samym lub podobnym wieku, mamy wspólne tematy do rozmów czy umawiamy się na różne wypady. Im człowiek starszy tym więcej obowiązków a co za tym idzie mniej czasu, a jak się ma własną rodzinę to już w ogóle. Ale nawet na wycieczkach czy koncercie można kogoś spotkać, kwestia chęci i odwagi na to by samemu chcieć się czasem gdzieś wyrwać. A co do tego, że "ludzi łączą wspólne przeżycia", nie mam co do tego wątpliwości, natomiast to nie znaczy że takowe są zawsze najtrwalsze. Czasem wieloletnie przyjaźnie potrafią urwać się nagle, a nawiązana z kimś przez moment nić porozumienia potrafi połączyć ludzi na długo, a czasem na całe życie. Także nic straconego Oczko
Odpowiedz
#4
(28-08-2020, 22:06 PM)bezludnawyspa napisał(a): Chciałabym zapytać jak to wygląda u Was. Nieśmiałość i lęki zawsze utrudniały mi nawiązywanie kontaktów, jednak w czasach szkolnych jakoś to się u mnie 'kręciło'. Przyjaźnie z czasów podstawówki się urwały (nad czym ubolewam- zwłaszcza nad relacją, która trwała 9 lat), o czasach gimnazjum i liceum szkoda mówić - niby miałam znajomych, ale to nie do końca było 'moje towarzystwo'. Duża część z nich ma już pozakładane rodziny i jesteśmy na innych etapach życia. Na licencjacie poznałam kilka serdecznych mi osób, do dzisiaj mamy kontakt i pomożemy sobie w potrzebie, ale bardziej utrzymujemy kontakt online i widzimy się kilka-kilkanaście razy do roku na piwie czy kawie, bo wiadomo praca/inne obowiązki i różnie to bywa z planami. Został mi rok studiów magisterskich (ostatni semestr praktycznie spędziłam w domu bo *pandemia*) i nie do końca miałam okazje poznać nawet te osoby, które są ze mną na roku (jest kilka osób, ale to bardziej na zasadzie ogarniania wspólnych projektów; dodam, że obecnie studiuję zaocznie). Podsumowując, mam bardzo wąskie grono znajomych i jak zechcę gdzieś wyjść to w większości przypadków wychodzi, że nie mam z kim (+jestem stanu wolnego). 

Ktoś mi niedawno powiedział, że czas na poznawanie ludzi to ja miałam właśnie gdy się edukowałam i nawet jak teraz kogoś będę poznawać to będzie to powierzchowne bo 'ludzi łączą wspólne przeżycia' (ta osoba miała na myśli czasy dorastania). Trochę mnie to dobiło, nie ukrywam. Przez to zaczęłam świrować, że już zawsze będę sama i panicznie bać się samotności. Mimo, że zdaję sobie sprawę, że o ile nie zaszyję się w domu i zamknę drzwi na trzy spusty to ludzie są wszędzie (zwłaszcza, że mieszkam w dużym mieście). 

Jak to wygląda u was? Nie pytam o kwestie prawdziwej przyjaźni, bo to relacja na którą trzeba ciężko pracować. Jak wam idzie w dorosłym życiu? W pracy jak wiadomo można kogoś poznać, ale często to loteria. Czy udało się wam zakumplować z kimś w internecie? Może jakieś wspólne pasje połączyły was z drugą osobą?

No cóż... Pamiętam te wielkie wizje mojej rodziny co do tego, że poznam niejedną dziewczynę na studiach i takie upilanie bym skupił się na nauce w niższych szkołach bo na wszystko przyjdzie czas... No cóż... Przyszedł czas taki, że już na początku mojego studiowania ja jako człowiek z czystym kontem byłem ewenementem, nie wspomnę już o innych relacjach. Właściwie to od zawsze lepiej mi się łapie kontakty w pracy niż w szkole. Nie wiem dlaczego. Może to przez trudną przeszłość szkolną ze szczególnym uwzględnieniem gimnazjum. Z pracy jednak jakiejkolwiek też żadna znajomość nie przetrwała do dni dzisiejszego. Na magisterkę wybrałem się w duchu raczej tego, że relacje z kimkolwiek kompletnie mnie nie interesują. Po pewnej osobie byłem już tak nawet trochę antytowarzysko nastawiony i budowałem w sobie podwaliny pod bezdusznego karierowicza choć te plany spadły na panewce nim dobrze ruszyły Język Jak widać i do tego się nie nadaję xD Do pracy jednak jak już znajdę lepsze zatrudnienie pójdę także w przekonaniu, że żaden relacje mnie nie interesują bowiem tak po prawdzie to już gdzieś tam czuję, że mój czas przeminął, a w co jednej robocie tylko jedni drugim nogi podstawiają więc nie sądzę bym odnalazł jeszcze jakąś przyjazną duszę. Na koniec tylko by nie było zbyt mroczno powiem, że na magisterce właśnie poznałem swoją obecną przyjaciółkę, która ciężko pracowała na tą przyjaźń a miała pod górkę jak nikt na tym świecie, więc w sumie po 30 latach życia jeszcze człowieka coś daje radę zaskoczyć, ale to trochę jak trafić w lotka. Bowiem nas połączył nawet szczególny stosunek do wiary. Różnimy się w tej materii, ale oboje wykraczamy poza jakieś ogólno przyjęte schematy, co nas zbliżyło. Po kilku bardzo szczerych rozmowach zakwitła mega przyjaźń Serce
Odpowiedz
#5
(29-08-2020, 22:08 PM)Silent napisał(a): na magisterce właśnie poznałem swoją obecną przyjaciółkę, która ciężko pracowała na tą przyjaźń a miała pod górkę jak nikt na tym świecie, więc w sumie po 30 latach życia jeszcze człowieka coś daje radę zaskoczyć, ale to trochę jak trafić w lotka. Bowiem nas połączył nawet szczególny stosunek do wiary. Różnimy się w tej materii, ale oboje wykraczamy poza jakieś ogólno przyjęte schematy, co nas zbliżyło. Po kilku bardzo szczerych rozmowach zakwitła mega przyjaźń Serce
Co za wspaniała historia Love

Zgadzam się z tym co powiedziałeś, że to jednak jak trafić w lotka. Muszą nastąpić takie właśnie szczególne okoliczności.
Ja poznałam taką jedną koleżankę na kursie zawodowym. Pomagałam jej w zadaniach i była mi wdzięczna do tego stopnia, że zażyczyła sobie przenieść relację na grunt prywatny (co było ultra ważne, bo ja sama nigdy nie potrafiłabym zaproponować tego kroku). Ale z czasem i tak kontakt osłabł bo już wiadomo, nie łączyła nas wspólna płaszczyzna kursu a poza tym obie byłyśmy bardzo zajęte, więc obecnie tylko sobie co pół roku pogadamy przez neta...
Odpowiedz
#6
A ja u swej Madzi byłem w zeszłą niedzielę pierwszy raz od obrony magisterki i już wielokrotnie mi mówiła, że drzwi jej domu są dla mnie otwarte Serce Jak tu nie odzyskać wiary w ludzi Duży uśmiech Szkoda, że jest takim wyjątkiem... A może jednak dobrze... W końcu takie perły docenia się tym bardziej dzięki temu Serce Najlepsze jest to, że kiedy mówię jej o swych problemach to nie patrzy na mnie jak na dzikusa tylko robi co może bym czuł się dobrze Serce
Odpowiedz
#7
Rozumiem że Madzia jest już na celowniku i jest potencjalną, hmm (...). Dobrze myślę🙂?Najciekawsze jest to, że zawsze miałem słabość do Madzi, mam koleżankę w pracy Madzie, też sobie wstawię 🙂.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#8
(31-08-2020, 01:42 AM)vlad1431 napisał(a): Rozumiem że Madzia jest już na celowniku i jest potencjalną, hmm (...). Dobrze myślę🙂?Najciekawsze jest to, że zawsze miałem słabość do Madzi, mam koleżankę w pracy Madzie, też sobie wstawię 🙂.

Hmmm... No nie za bardzo... Zwłaszcza, że od roku ma nowego chłopaka i generalnie to już na ślub jestem zaproszony więc tennnn...

Rok temu odeszła od jednego i miałem całą masę dni by się wokół niej zakręcić, ale setki powodów sprawiło, że tego nie zrobiłem. Między innymi fakt, że ona po przyjacielsku żaliła mi się co jest nie tak u niej w związku i to było by świństwo gdybym wykorzystał. Z resztą dzięki tej wiedzy chociaż wiedziałem, że co jak co, ale ja na pewno nie był bym lepszym materiałem na chłopaka dla niej Język Po za tym trzymam się swej zasady w myśl, której nie interesują mnie kobiety z doświadczeniami...

Tak więc miała ona i ma we mnie oparcie wyłącznie na linii przyjaźni i z całego serduszka błogosławię jej obecnemu związkowi bo wiem, że jest szczęśliwa Serce Jak byłem u nich w niedzielę to strasznie mi się podobało to jak oni ze sobą współżyją. Pełne partnerstwo okraszone dużą dawką humoru Duży uśmiech Najfajniejsze jest to, że nie mają osobistej potrzeby udowadniania całemu światu, że się kochają (miłość na pokaz) jak to teraz większość ma w zwyczaju Serce
Odpowiedz
#9
Ok, nie odbierz mnie źle, ale kobieta z "doświadczeniami" jest o te doświadczenie mądrzejsza i mądra wykorzysta je dobrze, bo czasem nie ma się wpływu na to na kogo się trafi. Doceni i łatwiej rozpozna człowieka wartościowego, takiego jak Ty. Ale to jest moje zdanie, bo wiem że niektóre doświadczenia mogą złamać na zawsze, w co nie wierzę, bo wierzę w to, że można spotkać na swojej drodze kogoś takiego, żeby uwierzyć w to, że ktoś jest dobry sam w sobie i w kogoś takiego warto uwierzyć i zaufać.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#10
Dzięki za odpowiedzi, trochę mnie pocieszyliście  Uśmiech

Boli mnie trochę to, że mam coś w sobie takiego, że z łatwością palę za sobą mosty. Rozumiem, że relacje międzyludzkie ulegają ciągłym zmianom, a ludzie przychodzą i odchodzą, ja nie jestem centrum wszechświata i też nie jestem jedyna doświadczająca czegoś takiego, ale szczerze zazdroszczę ludziom, którzy mają chociaż jednego przyjaciela 'do grobowej deski'. Powoli uczę się nie patrzeć za siebie (a jedynie czerpać jakąś nauczkę z przeszłości).

(29-08-2020, 22:08 PM)Silent napisał(a): No cóż... Pamiętam te wielkie wizje mojej rodziny co do tego, że poznam niejedną dziewczynę na studiach i takie upilanie bym skupił się na nauce w niższych szkołach bo na wszystko przyjdzie czas... No cóż... Przyszedł czas taki, że już na początku mojego studiowania ja jako człowiek z czystym kontem byłem ewenementem, nie wspomnę już o innych relacjach. Właściwie to od zawsze lepiej mi się łapie kontakty w pracy niż w szkole. Nie wiem dlaczego. Może to przez trudną przeszłość szkolną ze szczególnym uwzględnieniem gimnazjum. Z pracy jednak jakiejkolwiek też żadna znajomość nie przetrwała do dni dzisiejszego. Na magisterkę wybrałem się w duchu raczej tego, że relacje z kimkolwiek kompletnie mnie nie interesują. Po pewnej osobie byłem już tak nawet trochę antytowarzysko nastawiony i budowałem w sobie podwaliny pod bezdusznego karierowicza choć te plany spadły na panewce nim dobrze ruszyły Język Jak widać i do tego się nie nadaję xD Do pracy jednak jak już znajdę lepsze zatrudnienie pójdę także w przekonaniu, że żaden relacje mnie nie interesują bowiem tak po prawdzie to już gdzieś tam czuję, że mój czas przeminął, a w co jednej robocie tylko jedni drugim nogi podstawiają więc nie sądzę bym odnalazł jeszcze jakąś przyjazną duszę. Na koniec tylko by nie było zbyt mroczno powiem, że na magisterce właśnie poznałem swoją obecną przyjaciółkę, która ciężko pracowała na tą przyjaźń a miała pod górkę jak nikt na tym świecie, więc w sumie po 30 latach życia jeszcze człowieka coś daje radę zaskoczyć, ale to trochę jak trafić w lotka. Bowiem nas połączył nawet szczególny stosunek do wiary. Różnimy się w tej materii, ale oboje wykraczamy poza jakieś ogólno przyjęte schematy, co nas zbliżyło. Po kilku bardzo szczerych rozmowach zakwitła mega przyjaźń Serce

Wydaje mi się, że w pracy/na studiach lądujemy jednak z trochę mniej przypadkowymi ludźmi niż ma to miejsce w szkole i może być łatwiej, przynajmniej na starcie. 

Quality over quantity [Obrazek: wink.png]

(30-08-2020, 16:36 PM)Lara Croft napisał(a): Zgadzam się z tym co powiedziałeś, że to jednak jak trafić w lotka. Muszą nastąpić takie właśnie szczególne okoliczności.
Ja poznałam taką jedną koleżankę na kursie zawodowym. Pomagałam jej w zadaniach i była mi wdzięczna do tego stopnia, że zażyczyła sobie przenieść relację na grunt prywatny (co było ultra ważne, bo ja sama nigdy nie potrafiłabym zaproponować tego kroku). Ale z czasem i tak kontakt osłabł bo już wiadomo, nie łączyła nas wspólna płaszczyzna kursu a poza tym obie byłyśmy bardzo zajęte, więc obecnie tylko sobie co pół roku pogadamy przez neta...

Ja doceniam też znajomości, że można nie odzywać się do siebie nawet i z rok czy dłużej, a jak po takim czasie któraś ze stron do siebie napisze i się spotka to wcale nie jest dziwnie i ciągle ma się ze sobą o czym gadać.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości