Niewidzialna bariera
#1
Smutek 
Analizując posty z różnych tematów różnych użytkowników odnoszę wrażenie, że jest wielu z nas dla, których ten temat nie jest obcy a wręcz stanowi codzienność, bardzo ciemną jej stronę (sam się do tej grupy zaliczam Oczko ). Jest jednak trochę osób, dla których to wydaje się być nierealne i całkowicie bądź w jakimś stopniu negują tego rodzaju zjawisko. Ponieważ jednak do tego tematu każdy może odnieść się czysto indywidualnie, a on sam pojawiał się w różnych wątkach i okolicznościach jako coś drugo bądź trzecio planowego toteż tutaj daję możliwość skupienia się głównie w tym obrębie. Czym dla każdego z was jest taka bariera? Jakie macie przemyślenia odnośnie niej? Czy to was dotyczy?

Ja w swoim przypadku mógłby mówić co najmniej o kilku barierach a nie tylko o jednej. Osobiście trudno mi zdefiniować każdą z nich. Na ogół polega to u mnie na tym, że zdaję sobie sprawę, że coś powinienem zrobić bądź nie powinienem, ale mimo wszystko robię odwrotnie za każdym razem i nawet słuchanie już tego co powinienem a co nie mnie męczy i dołuje psychicznie bo mam tą świadomość, ale pojawia się ta bariera, która sprawia, że postępuję całkowicie na przekór powinności i jednocześnie własnej świadomości. Inna bariera ma z kolei oblicze autoseparacji. Czyli np. poza tym wszystkim co wspomniałem wcześniej pojawia się wątek takiego nieco egoistycznego ja typu, że uznaję coś za głupie i nie dla mnie i choćby nie wiem jak mnie przekonywał i choćby nie wiem ile ludzi by coś robiło to ja i tak uznaję, że to nie dla mnie. Przykład - jeśli chcę znaleźć dziewczynę to większość ludzi pierwszą radą jaką daje jest "idź na wesele albo imprezę, zagadaj do interesującej dziewczyny i zatańcz z nią i reszta sama się potoczy". Cóż... Po pierwsze imprezy i wesela są nie dla mnie choćby właśnie dlatego, że nie umiem i nie lubię tańczyć (tutaj już jakieś 98% populacji zazwyczaj się odzywa: "na pewno lubisz tylko nie umiesz i wmawiasz sobie, że nie lubisz", na pewno to ja znam siebie i swoją kondycję fizyczną oraz wiele innych aspektów przez tyle lat poznałem, że z pewnością jestem w stanie dokładniej powiedzieć czego nie lubię niż osoba, która nie spędziła przy mnie choćby 5 lat znajomości w realu i to takiej bliskiej wychodzącej ponad koleżeństwo), po drugie właśnie nie umiem i nie lubię tańczyć i po trzecie nie wyobrażam sobie podejść do dziewczyny by zagadać nawet jeśli siedzi samotnie, a jak jest w jakimś towarzystwie w szczególności męskim to już w ogóle mowy nie ma (choć jak wspomniałem nawet do samotnej bym nie podszedł chyba, że nieźle narąbany alkoholem, że byłbym znieczulony fizycznie i psychicznie a taki stan to mi się zdarzył ostatni raz wiele lat temu {nie mówię o upiciu tylko takim porządnym przyprawieniu Oczko upicie też mi się zdarzyło raz w życiu i powtarzać nie zamierzam, to był błąd wynikający z ulegnięcia wpływom koleżeństwa z pierwszej pracy, po tym wydarzeniu moje bariery uległy dodatkowemu wzmocnieniu Duży uśmiech}).

To by było na razie tyle z mojej strony. Jak mi się coś przypomni to nie omieszkam dopisać Oczko
#2
Tak, zgadza się, istnieje u wszystkich ta bariera, ale każdy daje jej kilka definicji, więc może lepiej było by nazwać "barierami" w liczbie mnogiej, ponieważ każda bariera może dotyczyć czegoś innego. Bariery są niczym innym jak ograniczenia, które czasami tworzą nam problemy, lub wszystko jest na naszą korzyść.

Jeżeli tworzą problemy, to nie raz w życiu bywa tak, że człowiek sam zaczyna być zmęczonym tymi problemami, które je sam sobie stwarza i wreszcie zaczyna brać się w garść. Jeżeli nie, to wtedy kiedy "zmądrzeje" za ileś lat, to będzie gryzł się sam ze sobą, ponieważ zdaje sobie sprawę, że mógł inaczej postąpić, a jest jak jest, może nawet zacząć innych atakować, jakby to była wina innych, żeby rozładować swoje bóle i żale.

Bariera dla mnie ma dwa znaczenia:

1. bariera w sensie mur w kontaktach międzyludzkich, która ma swoje przyczyny, niekoniecznie z własnej winy;
2. bariera jako dystans, mieć dystans do różnych sytuacji i do ludzi, żeby móc się skupić na to, co mnie naprawdę dotyczy i które wpływa na moje życie, nie przejmując się błahymi historiami ani ludźmi bo szkoda mi czasu i nerwów.


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości