Polubić samotność?
#1
Witam, więc męczy mnie od pewnego czasu pewien problem, w skrócie, przez długie lata doskwierała mi samotność i uznałem swego czasu, że jednym sposobem na przetrwanie jest przystosowanie się. Wiec to usiłowałem robić, nieraz byłem w stanie leżeć godzinami patrząc się w przestrzeń i myśląc o wszystkim i o niczym. W ten sposób minęło mi kilka beztroskich ( nie licząc kilku kilkutygodniowych czy czasem miesięcznych załamań) lat. Niestety życie wyrwało mnie z mojej sielanki :p zostałem zmuszony do częściowego przezwyciężenia nieśmiałości +/- w okresie przedmaturalnym, nadchodziły studia i jeśli nie chciałem być zdany wyłącznie na własne towarzystwo ( i notatki ), musiałem wyjść ze swojej lepianki Duży uśmiech . Tak więc poznałem kilku znajomych ( co uważam za sukces) i nie udało mi się przy tym narobić zbyt wielu wrogów ( co uważam za sukces jeszcze większy), i tak jakoś wyszło, że faktycznie przełamałem przy tym do pewnego stopnia swoją nieśmiałość, JEDNAKŻE jak się okazuje przywyknięcie do tłumów nie przychodzi mi już tak łatwo ( za tłum przyjmuje 3 bądź więcej osób ), po prostu czuję się wtedy niezwykle niekomfortowo i po takich 'spotkaniach pierwszego stopnia' wolę zazwyczaj nie wychodzić z domu do końca miesiąca, zakładając, że tak jest mi lepiej i wygodniej ;_; Zastanawiam się ... czy może kilkuletnia depresja i ogólny brak czegokolwiek w moim życiu spowodował, że się  do takiego stanu rzeczy nie tylko przyzwyczaiłem ale i go polubiłem? Jasne samotność sprawia ból i nie odpowiada mi takie życie, ale czuję, że powoli kończy mi się czas na zmianę i jeśli w ciągu kilku, powiedzmy 10 lat nic z tym nie zrobię to faktycznie zostanę zupełnie sam. Problem w tym, że za każdym razem kiedy próbuję rozstać się z dotychczasowym trybem życia jest coś, jakaś siła, która ściąga mnie z powrotem... zupełnie jakbym opuszczając swoją pustelnię, miał stracić istotną część siebie, coś co definiuje mnie jako osobę. Tak więc nie wiem, czy możliwe jest, że tak bardzo przywykłem do życia w swojej bańce, że mimo chęci zmiany ciągle, nie tyle co nie jestem w stanie, a tyle co podświadomie nie chcę jej przybić?
Odpowiedz
#2
Mam bardzo mało osób z którymi można normalnie i o wszystkim porozmawiać,poznawanie nowych osób też jest problemem.Wiem że czas leci i muszę wziąć się za siebie nim będzie za późno.Od dłuższego czasu nie poznałem nikogo,nie lubię zgromadzeń dużych ilości osób (komunikacja miejsca,sklepy itd) więc staram się unikać tych miejsc.Przez sporą ilość czasu myślałem że poprostu to jakoś samo minie ale teraz wiem że muszę stawić temu czoła i walczyć z tym bo czas ucieka.Myślałem też że samotność jest fajna,bo jestem niezależny ale z czasem brakuje kogoś z kim można pogadać i teraz pojawia się problem że aby życie się zmieniło trzeba pokonać nieśmiałość i leki zwiazane z fobia społeczną.Kręcąc vlogi chcę zobaczyć jaka będzie reakcja ludzi na moją osobę,można powiedzieć że w jednym vlogu mówię więcej niż odzywam się do obcych osób w ciągu miesiąca.Będę starał sie być otwarty na nowe znajomości i może wkrótce kogoś poznam.
Odpowiedz
#3
Wombat, moze u Ciebie chodzi o rezygnacje ze strefy komfortu, którą masz w swojej "bańce"?

U mnie był ostanio czas, kiedy samotność mi strasznie doskwierała. A mimo to trudno mi było wyjść do ludzi.
Odpowiedz
#4
hmm, podoba mi się taka teoria, zakłada że mój problem jest mniej poważny niż mi się wydaje. Tylko jak to zrobić, skoro mimo spotkań ze znajomymi bardzo szybko ponownie wracam do swojej strefy komfortu Smutny ?
Odpowiedz
#5
Ciekawe pytanie.
Jak uważasz?
Odpowiedz
#6
Samotność jest cudowna, ale umiarkowana. Uwielbiam samotne noce, przy lampce porto, bądź jednym piwku z widokiem na niebo. Ludzie są istotami stadnymi psychicznie, więc zdobyć znajomych online jest łatwiej niż w realu, ALE takich, którzy Cie rozumieją, oni zaspokoją samotność nocą, choć nie w zupełności. Musimy się przekonać się do tego, iż znajomi online w tym wieku to normalność. By samotność udomowić, trzeba skupić myśl na karierze, niestety to #wiekmaterii, więc komfort materialny ciała odgrywa dużą rolę, jak wspomniałem virtual wchodzisz szturmem w nasze życie, więc i edukacja oraz praca w tej dziedzinie jest banalna, jak domowa nauka programowania pascal, c++, delphy, stron internetowych html5, java script, php, css, aż po grafikę. więc sferę finansową stosunkowo łatwo zapewnić jeśli nie jest się wychowanym na prloskich zasadach. Gdy osiągniemy sukces łatwo przychodzą znajomi w realu, nawet jak czeka się dość długo i mozolnie idzie trasa w górę. Taki delikatny offtop, ale nie widzę innego wyjścia jak zająć się karierą by stłumić samotność.
Odpowiedz
#7
Do wszystkiego można się przyzwyczaić, do samotności też. Wszystko zależy od tego jaki kto ma charakter, jakie miał dzieciństwo i jak często przebywa w 'izolacji' od społeczeństwa. Izolacja od społeczeństwa może przejawiać się różnie. Czasami jest to izolacja bezpośrednia, czyli fizyczna, a czasami pośrednia, czyli psychiczna. Można przebywać z innymi ludźmi, ale tak naprawdę nie być z nimi myślami. Paradoksalnie zdarza się też tak, że osoba bywa bardziej samotna, kiedy przebywa z innymi ludźmi, niż kiedy jest sama. Samotność można polubić, można się do niej przyzwyczaić i można z nią żyć. Generalnie jednak zbytnia izolacja od społeczeństwa nigdy nie wpływa dobrze na zdrowie psychiczne człowieka. Co za dużo, to niezdrowo. Z drugiej strony, nie powinno się kogoś zmuszać do tego, by 'wyszedł do ludzi', bo 'tak wypada'. Każdy podchodzi do tych kwestii indywidualnie i powinien być indywidualnie traktowany.
Odpowiedz
#8
Nie potrafiłabym polubić samotności, choć wiadomo, że każdy czasem jej potrzebuje.
Jednakże wszelkie skrajności są złe i zbyt wiele samotności sprawia, że odzwyczajamy się od innych, wręcz dziczejemy. Później bardzo ciężko nawiązać jakąkolwiek rozmowę..
Odpowiedz
#9
Ja nie nie znoszę samotności. Wiem, że nigdy nie zdolam jej polubić, dlatego pomimo nieśmiałości staram się wychodzić do ludzi i dzięki temu jest ze mną już coraz lepiej, co mnie cieszy.
Odpowiedz
#10
Mam tutaj bardzo podobnie... Samotność to jest coś, co przyprawia mnie o ciarki i powoduje, że robi mi się depresyjnie smutno Smutny Są ludzie, którzy są odludkami i uwielbiają czas spędzany samemu ze sobą, ale takich osób jest niewielu. Każdy potrzebuje ludzkiej obecności, więc, Wombat, raczej nie da się przyzwyczaić do samotności.
Niby wpadnięcie w wir pracy coś by dało, ale tylko pogłębiałoby poczucie beznadziejności. A nuż by coś nie wyszło w trakcie nauki i kiedy nie ma się komu wygadać, to jest jeszcze gorzej.
I tutaj zgodzę się z tym, co Paola napisała oraz popieram zdanie Marilyn Duży uśmiech Wychodzenie do ludzi jest najlepszym lekarstwem, chociaż czasami ma się poczucie, że wszystko idzie na marne. Trzeba pamiętać, że ten stan nie jest wieczny i wszystko kiedyś przeminie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości