[Problem] Borderline
#1
Cześć,

Postanowiłem podzielić się swoją historią i powiedzieć prawdę o sobie.
Niedawno moja psycholog zdiagnozowała u mnie zaburzenie osobowości Borderline. Ogólnie nie czuję się najlepiej, tym bardziej, że wyjechała na 3-tygodniowy urlop. Postaram się opisać, na czym to wszystko polega. Borderline to "życie na krawędzi". To odczuwanie emocji 100 razy intensywniej niż normalni ludzie. Zazwyczaj ludzie odczuwają je w przedziale 1-10, np. niektórzy odczuwają lekką złość (1), trochę większą (2), niekiedy dużą. U mnie jest to zawsze na 10. Jak kocham, to na maxa, jak się złoszczę, to jest u mnie zawsze furia.
Najgorsze jest dla mnie poczucie bycia odrzuconym. To sprawia mi największe problemy w codziennym funkcjonowaniu, ponieważ poczucie odrzucenia powoduje, że nie chcę się z taką sytuacją nigdy spotkać w kontakcie z ludźmi, dlatego izoluję się od nich całkowicie. Obecnie mam urlop. Minął jeden z trzech tygodni urlopu. Wziąłem go, ponieważ nie byłem w stanie wstawać z łóżka i chodzić do pracy. Poza tym, wziąłem go w tym samym czasie, co moja psycholog, żeby nie opuszczać terapii jeszcze więcej, bo jest mi ona bardzo potrzebna.
Wiem, że poczucie odrzucenia jest tylko w mojej głowie. Wyobrażam sobie po prostu cały czas, że gdy spotkam się z kimś, to po chwili stwierdzi, że jestem nie wart rozmowy i zacznie zachowywać się tak, aby mnie porzucić. Wiem, że to dziwne, ale w kontakcie z ludźmi zaczynam zachowawczo "włączać czujnik", który reaguje na jakiekolwiek sygnały ze strony innych, które potwierdziłyby, że chce mnie porzucić. Potem są te emocje: złość a w zasadzie furia, której nie da się opisać. 
Sięgając w przeszłość myślę, że wzięło się to z mojego domu. Mój ojciec zawsze miał nadętą minę. Kiedy przychodził z pracy i cieszyłem się, że ktoś z dorosłych przychodzi do domu (a to dorośli sprawiali, że czułem się bezpiecznie) i przybiegałem mu na powitanie on odburkiwał: "Dzień dobry" i potem cała radość schodziła ze mnie. Następnie zaczynał mi rozkazywać, traktował mnie jak swojego służącego. Kiedy byłem jeszcze młodszy zawsze robił miny i rzucał sztućcami, kiedy mówiłem mu, że jestem głodny. Najgorsze było to jego rozkazywanie mi. Mówił do mnie takim apodyktycznym, rozkazującym tonem: "Wynieś śmieci!!!" Krzyczał wręcz! W takich sytuacjach czułem, jak emocje zaczynają sięgać granic możliwości, czułem się tak wściekły, że jedynym sposobem, w jaki byłem w stanie na to zareagować, było odkrzyknięcie mu: "Nie! Nie wyniosę śmieci! Nie będziesz mi rozkazywał!" I wtedy ojciec zaczynał mnie bić. Wtedy stawał się największym terrorystą, z jakim kiedykolwiek się w życiu spotkałem. Mówił do mnie: "Jak Ty się do ojca odzywasz!?" Dawał sobie wtedy przyzwolenie na to, żeby mnie lać. Miałem siniaki, krwiaki, itd. To było straszne. Trwało to latami. W końcu przyszedł czas studiów. Wtedy wyprowadziłem się do Łodzi i robiłem wszystko, żeby nie jeździć do domu. Fizycznie jestem od rodziców daleko, ale blizny w psychice pozostały. Tak więc, ten "czujnik" włącza mi się zawsze. Spotkanie z ludźmi jest dla mnie czymś zagrażającym, bo prawdziwe odrzucenie mnie przez kogoś byłoby dla mnie emocjonalnie nie do przeżycia. Dlatego unikam ludzi.
Mija pierwszy dzień mojego urlopu, a ja całymi dniami siedzę w domu. Nie rozmawiam z nikim.
Boję się, że w relacji ktoś odkryje, że czegoś nie potrafię. Większość ludzi na świecie ma niesamowite zdolności, takie jak artystyczne, naukowe, itd., ja nie mam żadnych. Boję się strasznie, że ktoś odkryje, że nic nie potrafię robić i mnie odrzuci. Czym właściwie jest to odrzucenie? Tym, że nie będzie chciał ze mną być. Nie będzie chciał pobyć ze mną. Bardzo pragnę czuć się akceptowanym, chociaż trudno jest mi jednoznacznie powiedzieć, co ktoś musiałby zrobić, abym poczuł się akceptowany. To po prostu wynika z tego, że w domu nie czułem się bezpiecznie. Bardzo pragnę uczucia miłości i akceptacji, pragnę, aby ktoś pokazał mi, że czuje się przy mnie dobrze. Terapia trochę działa. Wiem, że moje reakcje emocjonalne dotyczą moich myśli, a nie rzeczywistych sytuacji. Oprócz tych przykrych sytuacji w domu, nigdy raczej nie doznałem odrzucenia, ale jednak mam cały czas w głowie ten "czujnik" i te reakcje. Emocje są tak dewastujące, że nie potrafię często podnieść się z łóżka po całej nocy. Myśl, że znów będę musiał przeżywać to samo przez cały dzień jest nie do wytrzymania.

Jestem chyba mistrzem pokazywania ludziom, że "wszystko jest w porządku" a tak na prawdę, to chciałbym w końcu przerwać milczenie i powiedzieć ludziom prawdę o sobie. Nie bardzo chyba jeszcze wiem, jak bym miał to zrobić. Zacząłem więc od napisania postu tutaj.

Jędrek
Odpowiedz
#2
Nie mam stwierdzonego borderline, ale jestem w stanie sobie wyobrazić co czujesz. Też jestem niezwykle emocjonalną osobą i przy poznawaniu ludzi boję się, że ktoś mnie odrzuci. Wciąż mam gdzieś w głowie myśl, że "nie jestem zbyt dobra dla tej osoby", że nie powinnam nawet zaczynać znajomości, bo może się to skończyć moim cierpieniem, albo przykrością dla tej drugiej osoby.
Myślę, że właśnie trzeba chodzić na terapię i pracować nad sobą. Wiem, że to jest bardzo ciężkie, ale w końcu przyniesie efekty. Ciężko jest się przyznać do własnych słabości, dlatego większość osób udaje, że wszystko gra i nie pokazuje swoich uczuć. Nie pomaga fakt, że ludzie unikają osób, które mają trudne sytuacje, albo nawet są smutni. Najlepiej jest o swoich problemach rozmawiać z psychologiem (ale jakimś dobrym) i bliskim zaufanym przyjacielem. Z doświadczenia wiem, że większość ludzi woli jak ukrywamy swoje uczucia i jesteśmy neutralni, czyli ani zbyt weseli, ani smutni. Masz rację, że Twoja przeszłość mogła mieć na to wpływ. Relacje z naszymi rodzicami też bardzo wpływają na to jak się w przyszłości zachowujemy. Dzieciństwo nas kształtuje, więc jeśli było trudne, to często te problemy towarzyszą nam w przyszłości...
Myślałeś może o tym aby zapisać się na jakieś zajęcia typu joga, taniec itp., które trochę pomagają w zapanowaniu nad emocjami?
Odpowiedz
#3
(09-07-2017, 00:55 AM)Anemone napisał(a): Myślałeś może o tym aby zapisać się na jakieś zajęcia typu joga, taniec itp., które trochę pomagają w zapanowaniu nad emocjami?
Na jogę kiedyś chodziłem, ale jakoś mnie to nie wkręciło. Poza tym, za sztywny jestem Duży uśmiech Na taniec też chodziłem ze znajomą z pracy, ale jak zwykle miałem problem w kontakcie, jak i z wyrażaniem emocji. Myślę, że moje trudności nie pozwalają mi na wyrażanie emocji i stąd, myślę, brak umiejętności artystycznych. Myślę też sobie, że nie mam w ogóle duszy artystycznej. Są ludzie, którzy mają gorsze problemy, z gorszą przeszłością (podcinanie sobie żył, pobyty w szpitalach psychiatrycznych), ale jednak mają tą duszę artystyczną, która pozwala im nawet na mówienie o swoich problemach w taki sposób, że ludzie ich raczej słuchają aniżeli oceniają jako świra. Na przykład Wiktoria Mudyna robi filmiki na YT o swoich trudnościach https://www.youtube.com/user/wiktoriamudyna.
Odpowiedz
#4
Ehh... Śledzą mnie :x
Odpowiedz
#5
Skoro osoby wyżej tak się uzewnętrzniły to i ja to zrobię. Może wyrzucenie tego z siebie coś mi da? Czasami mam wątpliwości czy mi cokolwiek pomoże.
Też miałem podobne skrajności jak Jędrek. W pewnym momencie jednak przeczytałem książkę która zainspirowała mnie do tematyki duchowości,przebudzenia i rozwoju samoświadomości. Ta książka wywarła na mnie niesamowite wrażenie i na wiele spraw otworzyła mi oczy. Bardzo mi pomogła i wciąż pomaga. Nie było mi nic potrzebne i samo podlewanie kwiatów sprawiało mi radość i wszystko co szare i stare wydawało się piękne. Równie dobrze mogłem spędzić cały swój czas nad rozwijaniem swojej świadomości, nie zważając na to co ktoś powie. Dużo lepiej teraz panuje nad emocjami i stałem się bardziej asertywny. Już nie robię często czegoś tylko po to, by sobie coś złego o mnie nie pomyślał i skupiam całą uwagę na sobie. Niestety jednak nie wszystko odczytałem z tych nauk co trzeba. Zacząłem widzieć wiele ciepła i radości w naturze i zwierzętach. Wpadłem w tzw. ekstremizm duchowy. Zamiast walczyć ze swoimi słabościami...zacząłem uczyć się z nimi godzić. Ogólnie rzecz biorąc jeśli moim problemem jest bałaganiarstwo to podchodziłem do tego olewczo, tłumacząc sobie,że to bezsensu. Za bardzo zacząłem skupiać uwagę na swoje wnętrze, przez co bardzo zaniedbałem sprawy "z zewnątrz". Wciąż mam ogromne problemy ze spełnianiem swoich wyznaczonych celów i mam słomiany zapał i poczucie marnowania czasu. Najgorsze jest to, że jak wyznaczam sobie cel to wydaje się, że jest wszystko fajnie ustawione w głowie, jest motywacja itp. Stosowałem różne afirmacje, zapisywałem na kartkach różne myśli które mi przeszkadzają w odpowiednim nastawieniu. Po jakimś czasie jednak ze mnie to wszystko szlak jasny trafia i strasznie mnie to irytuje. Jakiś czas temu dopiero na poważnie zaczęło mnie to irytować, przez co nie wiedziałem co się ze mną dzieje i czego chce. Poszedłem z tym do psychologa który jakiś czas temu bardzo mi pomógł. Niestety jedynie po tej wizycie zdałem sobie sprawę, że on nie jest w stanie mi pomóc. Za bardzo też zabrnąłem w samotność która do pewnego momentu miałem poczucie, że mi nie przeszkadza. Możliwe, że to moje problemy wynikają przez to,że otaczam się nieodpowiednimi ludźmi. Często otaczam się dresami,cwaniakami albo pijakami...z którymi i tak utrzymuje zazwyczaj pewien dystans, ale mimo wszystko jakiś tam szacunek do mnie mają. Gdy jednak spotykam ludzi w których widzę swoją nadzieję, zaczynam czuć się gorszy od nich. Nie znoszę tego uczucia i nawet jeśli jakiś kontakt złapie z taką osobą to nie taki jaki bym chciał. Nie lubię też uczucia przywiązania do kogoś lub gdy próbuje mną kierować. Ostatnio znowu bardziej zacząłem wychodzić do ludzi i od października zamieszkam w akademiku ale boję się, że znowu będę marnował czas i zadawał się z ludźmi którzy w sumie robią to samo. Staram się jednak otaczać ludźmi pozytywnymi i tak podchodzić do ludzi. Omijam i nie piszę z wampirami energetycznymi. Zazdroszczę ludziom którzy w naturalny sposób potrafią szlifować swoje umiejętności i hobby, pomimo przeciwności jakie napotykają. Ja pewnie bym to w cholere rzucił i niczym się nie przejmował. Mimo wszystko wciąż widzę nadzieję w rozwoju samoświadomości i staram się to robić. Często napadają mnie wątpliwości czy słusznie robię. Jedyne czego chce to cieszyć się życiem....

Z tym udawaniem, że wszystko jest w porządku w boderline to jest prawda. Ja osobiście jednak za bardzo poszedłem w myśl by nie narzekać i udawać twardego. Za dużo w życiu się na narzekałem i nasłuchałem narzekań innych by znowu zacząć to robić bezsensownie. Chce bardzo coś z tym zrobić by poszło to w czyny ale ta "niemoc" wciąż jest silniejsza... Przepraszam od razu jeśli nie skupiłem się za bardzo na problemie Jędrka.
Odpowiedz
#6
http://m.poradnikzdrowie.pl/psychologia/...44153.html
Odpowiedz
#7
Odgrzewamy kotleta Oczko

Jeśli ktoś chciałby poczytać więcej o zaburzeniu osobowości typu borderline bez żadnej mitycznej otoczki oraz subiektywnych opinii, to polecam książki: ,,Nienawidzę Cię! Nie odchodź! Zrozumieć osobowość borderline'' J. J. Kriesman; ,,Borderline. Jak żyć z osobą o skrajnych emocjach'' Paul T. Mason oraz ,,Uratuj mnie'' Rachel Reiland.
Odpowiedz
#8
Zostałam zdiagnozowana jako borderlie przeszło dekadę temu, jak jeszcze byłam młoda i mój wiek kończył się na 'naście' ;D
Przed diagnozą wszystko było jasne - hormony buzują i stąd ta niesamowita huśtawka nastrojów. No niestety.
Ktoś nie odpowiada na wiadomość? Nienawidzi mnie.
Mama jest nie w humorze? Już mnie nie kocha.
Gorsza ocena w szkole? Jestem zbyt głupia żeby uczęszczać do LO.
Najmniejsza rzecz, którą wyłapałam w otoczeniu, zrzucałą mnie na dno emocjonalnego piekła. I mimo że zaczęłam terapię, takie sytuacje nadal się zdarzają, chociaż nie tak często - w pracy, z mężem, z dzieckiem.
Ale i tak czuję, że mi się udało Oczko  Znalazłam  cudownego lekarza, który podszedł bardzo indywidualnie do mnie jako do konkretnego przypadku, patrząc na mnie holistycznie. Spadki nastroju nie zdarzają się już tak często i już też wiem jak sobie z nimi radzić.
Całkiem pokonać się tego nie da, można jednaktrochę tego demona uciszyć Oczko
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
Pytanie Jestem tutaj nowa, mam zły czas. Mówią mi że to borderline Pat 17 3,763 08-05-2020, 10:46 AM
Ostatni post: vlad1431

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości