Ratowanie życia a nieśmiałość
#1
Ostrzeżenie 
Ostatnio były narzekania na "głupie tematy" mojego autorstwa, więc teraz będę poważny, a nawet ultra poważny. Bowiem chciałem poruszyć ważną kwestię dotyczącą pierwszej pomocy i pewnych problemów z tym związanych.

Dzisiaj wracając z mamą ze szkolenia (dotyczyło czegoś innego, kumaci pewnie już wiedzą czego bo nie trudno się domyślić w zasadzie) mama mi zaczęła mówić o tym, że babka od spraw BHP żaliła się komuś tam, że dzisiejsze szkolenie jej tam jakieś szyki pokrzyżowało bo ona przygotowała się na szkolenie z pierwszej pomocy. Zdziwiłem się nieco bo zwykle podczas takich szkoleń ćwiczy się sztuczne oddychanie na fantomie a z mamy relacji wynikło jakby ćwiczenia miały być przeprowadzane na koleżeństwie z pracy i w tym celu babka jakieś ustniki niby nabyła...

Od razu przypomniał mi się tutaj taki dosyć ważny problem jak nieśmiałość vs. tego rodzaju ćwiczenia. No nie da się ukryć, że jak miałem ćwiczenia z pierwszej pomocy n Przysposobieniu Obronnym w technikum to faktycznie ćwiczyliśmy na sobie i sam nie wiem jak to przeżyłem. Może dlatego, że czynności były mocno pokazowe i więcej opisywaliśmy co należy zrobić jeśli się spotka kogoś leżącego na ulicy. Powiem (w zasadzie napiszę) wprost - nie lubię takich ćwiczeń do tego stopnia, że aż mnie skręca. Nawet na fantomie. W sumie ostatni raz to chyba miałem na kursie prawa jazdy szkolenie przy czym facet nie kazał nam nic robić a jedynie wykładał samą teorię. Nie mniej jednak jak słyszę nie raz jak mama w pracy ma ćwiczenia, gdzie musi dokonywać przy wszystkich odpowiednich czynności to aż mnie skręca na samo wyobrażenie...

I tu pojawia się kolejny problem bowiem gdybym spotkał kogoś na ulicy kto potrzebował by pomocy to nawet gdybym zaliczył setki takich ćwiczeń to nie wiem czy byłbym w stanie komuś takiemu pomóc. A faktycznie ogólna znieczulica w połączeniu z brakiem wiedzy (teraz oczywiście mówię ogólnie) prowadzi do tego, że ciągle ktoś umiera a żyć by mógł gdyby na czas ktoś się zainteresował tym kimś. Nawet niedawno była jakaś akcja, że mężczyzna złapał się za serce i przewrócił i nikt nie zareagował, a gdy nadeszła pomoc było już za późno.

Tu mam pytanie do was - jak w ogóle widzicie ten problem? Bo ja to widzę tak, że najważniejsza jest walka ze znieczulicą, a już sam głupi telefon na pogotowie wykonany odpowiednio szybko może sprawić, że ktoś przeżyje. Ponadto w tłumie nawet jeśli większość ludzi nie ma dostatecznej wiedzy to zawsze znajdzie się ktoś kto tą wiedzę posiada i wykorzysta jak należy, ale najważniejsze jest poświęcenie uwagi i szybka reakcja każdego z przechodniów. Przekazywana wiedza też jest bardzo ważna i od czasu do czasu szkolenia być powinny, ale uważam, że teoria absolutnie wystarczy. Jeśli ktoś jest odważny to poradzi sobie z odpowiednimi czynnościami zwłaszcza, że nie są one jakoś szczególnie skomplikowane, a jeśli komuś brakuje odwagi to choćby dzień wcześniej reanimował 20 fantomów i robił sztuczne oddychanie kolegom z pracy to i tak nie poradzi sobie w przypadku, gdzie te czynności naprawdę będą wymagane do uratowania komuś życia. Moim zdaniem do ratowania komuś życia potrzebne jest minimum powołania i opanowania czego fobikom społecznym i nieśmiałkom raczej w stresowych sytuacjach szczególnie brakuje. Ba... Takie osoby w wyniku stresu jeśli jeszcze miały by się stresować tym, że ciąży na nich jakaś odpowiedzialność jeśli nie pomogą mogły by same wymagać pomocy, jestem o tym przekonany. Dlatego mi się wydaje, że szkolenia powinny być jednak tylko w zakresie dobrze omówionej teorii, a cała walka społeczno medialna (nie mówiąc już o prawnej) bardziej powinna być nakierowana na znieczulicę i jakakolwiek reakcja mająca pomóc (telefon na pogotowie, zaczepianie innych ludzi by pomóc itp.) powinny liczyć się jako udzielenie pomocy w miarę swych możliwości. Bo co komu po praktycznych szkoleniach jeśli połowa przeszkolonych (oczywiście to tylko przykład) to będą osoby nieśmiałe, które zostaną sparaliżowane strachem, a druga połowa to osoby, które pomyślą sobie "To pewnie jakiś pijak" albo udadzą, że nie widzą?

Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Odpowiedz
#2
Myślę że najwięcej jednak jest tej znieczulicy, lubię związki przyczynowo - skutkowe, bo łatwiej nam wpłynąć wtedy na ten skutek. Ale nie o tym dyskusja. Myślę że bardziej przemawia przez Ciebie brak akceptacji siebie niż sama nieśmiałość. Nigdy się nie zastanawiałem nad tym jak bym się zachował w takiej sytuacji, ale ogólnie mam jakiś wstręt do tego typu udzielania pomocy. Podejrzewam że jakby mi przyszło reanimować jakąś ładną laske, pewnie nie miałbym żadnych oporów. Myślę że takie szkolenia są potrzebne i sama wiedza o tym co robić jest najistotniejsza. Bo w pewnym sensie na takim szkoleniu można to przełamać, przynajmniej panike związaną z tego typu sytuacją. Ale chyba najważniejsze jest to, że do tego typu szkoleń powinny być wybierane bardzo szczególne osoby, żeby potrafiły przekazać tą wiedzę trochę z jajem. Od kiedy mam prawo jazdy byłem na trzech kursach kasowania punktów karnych. Na pierwszych dwóch był wysoko postawiony glina, ale bardzo wporzo kolo. Ale niestety odszedł na emeryturę chyba. Ten ostatni był wręcz drażniący, bo brakowało mu jajec przedewszystkim.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#3
Problemem są śmiali, którzy są nosem w smartgonie 24/7, ale jak ktoś komuś się zdarzy to albo nie zrobią nic albo będą nagrywać. Mamy wylęgniarnę ludzi po łódzkiej filmówce..jest mega znieczulica.
Ja prywatnie pewnie nic bym nie zrobił, nie dzwoniłbym też po służby, bo są ci powyżej i ktoś po nich i tak zadzwoni.
Odpowiedz
#4
Niedawno przechodziłem obok wypadku - samochód leżał w rowie na boku, a obok stał facet, wyglądało to bardzo niewinnie, jakby auto wpadło w poślizg do rowu, facet wyszedł z niego i czekał na lawetę. Nie podchodziłem bliżej tylko skręciłem w swoją drogę. Po minucie przyjechała tam policja i 3 wozy strażackie.
Zaskoczyła mnie ta cała sytuacja i nie wiem jak bym zareagował ponownie. Myślę, że mógłbym podejść i spytać się czy wszystko ok., ewentualnie, w razie czego, zadzwoniłbym na pogotowie ale nie wiem czy byłbym w stanie zrobić coś więcej, niewykluczone że sam bym potrzebował pomocy w wyniku ataku paniki, paraliżu albo innych dolegliwości.
Moim zdaniem te przepisy o karaniu za nieudzielenie pomocy nie przyczyniają się do niczego dobrego.
Odpowiedz
#5
Ważny temat poruszyłeś Silent. Myślę, że nasza wiedza jako społeczeństwa jest wciąż za mała i media, sieć, szkoły i zakłady pracy powinny jak najwiecej takich szkoleń przeprowadzać, bo pomóc to przede wszystkim zareagować, jakkolwiek. Wezwać pomoc, odezwać się. Ta znieczulica chyba trochę wynika, ze coś możemy zrobić źle, albo że inni zareagują to ja nie muszę. Przecież nikt nie musi od razu robić usta usta, wręcz jest to dość ryzykowne w naszych czasach. Ale wszyscy mamy telefony, można szybko zadzwonić po pomoc i poprosić o instrukcje.
Masz racje, co do treningów typu symulacje, nie znam osób, które by je lubiłyUśmiech ty się produkujesz, ktoś Cię ocenia, inni patrzą...brrr coś okropnego, ale tak jak w moim zawodzie to jest niestety konieczne, bo to wyrabia w nas pewne nawyki, jak sobie radzić i co zrobić w danej sytuacji, choćby to nie było idealne jak w książce.
Jak jestem w takim miejscu jak np dworzec PKP w Krakowie czy lotnisko, od razu zauważam defibrylator na ścianie ( może i po trosze zboczenie zawodowe, ale cieszy mnie, ze takie rzeczy są coraz bardzie dostępne).
Jako społeczeństwo chyba musimy popracować nad tym, żeby trochę bardziej być otwartym na ludzi, a nie tylko spuścić głowę i przed siebie..
A tak z innej beczki ...praca w służbie zdrowia pomaga przełamywać nieśmiałość, choć nie przychodzi to łatwo i szybko. W pracy masz kontakt z wieloma osobami, których nie znasz, ale do których musisz się odezwać, bo to twój pacjent czy ktoś z teamu. U mnie w pracy jest tak, że jak zaczynam dyżur to muszę się przedstawić każdemu pacjentowi i trochę pogadać, ehhh co jak nie to jest najlepszym treningiem radzenia sobie z nieśmiałościąOczko ale wiecie co? To działa.
Odpowiedz
#6
I to mi się właśnie najbardziej podoba, czasem zbieg okoliczności sprawi że wpadamy na głęboką wodę i musimy się przełamać. To nas odróżnia od zwierząt, że pomimo strachu potrafimy sobie poradzić. I to daje nam wartość. Moim marzeniem było być kierowcą. Nikt mi nie będzie przeszkadzał, z nikim dużo nie będę musiał rozmawiać itp, itd. Ale któregoś dnia szef zaproponował mi awans na przedstawiciela hadlowego. Przyznam że to był szok dla mnie. Jak sobie poradzę? Jak? Przecież ja nie umiem z ludźmi rozmawiać. I tak samo, jak z niesieniem pierwszej pomocy, jakby ktoś, ktokolwiek umierał w naszej obecności a my nie potrafilibyśmy nic zrobić, czy nie targały by nami wyrzuty sumienia?

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#7
No właśnie, pewnie większość z nas nigdy się w sytuacji ratowania komuś zdrowia czy życia nie znajdzie, ale nie powinno to oznaczać, że nie będziemy doskonalić swoich umiejętności. Czy wiesz co zrobić, gdyby Ci się dziecko zakrztusilo, albo kolega w pracy dostał padaczki, a może twój rodzic by zasłabł. To wcale nie musi być ktoś obcy dla nas. Warto pomagać i wychodzić ze swojej strefy komfortu, by nauczyć się jak tej pomocy udzielić. I myślę tez, ze to przychodzi z czasem, by to zrozumieć...Choć może się ktoś ze mną nie zgodzi.
Odpowiedz
#8
No właśnie... Ja mieszkam razem z mamą i co rusz się martwię byle by była w pełni sił bo jak coś jej zacznie się dziać to ja najpierw zgłupieję, a potem w rozpacz wpadnę... Nie wyobrażam sobie sytuacji, że zastaję ją nieprzytomną w łóżku. A już raz tak miałem, że spała jak zabita i nie chrapała, generalnie żadnych dźwięków z siebie nie wydobywała a to dla niej normalne nie jest. Ciężko wówczas się zastanawiałem czy dać jej wypocząć czy już interweniować. Na szczęście jednak tylko spała...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości