Skaleczenie, burchel a może zastrzał?
#1
Żarówka 
Usiądź wygodnie i odłóż wszelkie żarełko bo będzie ciutkę obrzydliwe Język

Ponieważ ostatnio pomimo dbania o siebie to co rusz przytrafia mi się któreś z powyższych, wczoraj np. skaleczyłem sobie palec wskazujący i bladego pojęcia nie mam w jakich okolicznościach, choć tych nie brakowało bo mi wczoraj akumulator padł, to postanowiłem podzielić się z wami kilkoma nietypowymi "life hackami", które staram się stosować i ułatwiać sobie nieco żyćko.

A więc skoro już jestem przy wczorajszym skaleczeniu to jest to skaleczenie płytkie. Rozcięty jest naskórek do tzw. skóry normalnej, która nie uległa poważnym uszkodzeniom. Pewnie pomyślicie, że takie skaleczenie to nie skaleczenie bo nawet krwi nie ma. No faktycznie, są pewne plusy takiego stanu rzeczy choć brak krwi jest akurat poważnym minusem, czemu? Bo krew zmiękcza powstałą szczelinę i wypełnia ją płytkami. Dalszy ciąg każdy chyba zna - strupek odpada, skóra sama się goi i wystarczy nie przeszkadzać. Co jednak jeśli jak tutaj krwi nie ma? Brak krwi oznacza wysuszenie i zrogowacenie skóry wokół szczeliny w wyniku czego czuć wyraźny dyskomfort, pieczenie a nade wszystko łatwiej wtedy o poważniejsze uszkodzenia związane z pękaniem skóry lub raną szarpaną, a to już fajne nie jest. Do tego jak w przypadku palca czuć tą szczelinę jak pracuje bo zrogowaciałe końcówki wzajemnie się pocierają. Rozwiązaniem tutaj może być szybkie i porządne nawilżenie skaleczenia. Skuteczność zależy między innymi od tego jak szybko po skaleczeniu się to zrobi. Wówczas naskórek namięka i dokleja się do skóry właściwej co w najlepszym układzie prowadzić może nawet do wręcz natychmiastowego zabliźnienia. Wszystko zależy od tego jak wygląda to skaleczenie i w jakim miejscu. No moje wczorajsze akurat się nie zabliźniło, ale nawilżenie i tak mocno zmniejszyło zrogowacenie i tym samym dyskomfort. Jeśli skaleczenie było pod kątem to wbrew pozorom elegancka sytuacja bo można pod wodą lekko gładzić naskórek w kierunku przeciwnym do skaleczenia. Wówczas lepiej się "przyklei" i jest większa szansa na natychmiastowe zabliźnienie. Woda powinna być ciepła acz nie za gorąca. Jak można się już domyślić - pod żadnym pozorem nie wolno zadzierać ani zrywać naskórka.

Kolejną "przyjemnością" jest burchel czyli duża bania, która może urosnąć w wyniku oparzenia lub innych urazów takich jak np. odgniecenie, ostatnio miałem na pięcie bo mi się but przetarł do twardej konstrukcji. Z burchlem nie powinno robić się niczego, a już na pewno należy uważać na niego by ten zbyt wcześnie nie pękł. Co zrobić jednak jeśli bardzo przeszkadza, a nawet grozi pęknięciem mimo wszystko? Mam pewien sposób, ale uprzedzam, że należy zachować szczególną ostrożność i nie każdy burchel należy tak traktować. Wszystko zależy od tego skąd się taki wziął. Jeśli powstał jak w moim przypadku na skutek urazu mechanicznego raczej nie powinno być problemu z wykorzystaniem tego co zaraz opiszę. Jeśli natomiast chodzi o oparzenie to lepiej pokazać to lekarzowi i postępować wedle jego zaleceń a nie life haków z neta, choć w obecnym korona szaleństwie to najlepiej dbać o siebie jak o jajko. Ale do rzeczy... Gdy burchel przeszkadza lub grozi pęknięciem trzeba go - przebić... Śmiesznie pewnie teraz to zabrzmiało, ale wystarczy zrobić tak. Znaleźć dogodne miejsce na burchlu, najlepiej gdzieś na krawędzi, raczej odradzam przebijanie na samym środku. No i zrobić malutką dziureczkę. Im mniejsza tym lepsza. Następnie delikatnie wycisnąć zawartość jaką jest woda, a w zasadzie ciecz o konsystencji wody i lekko postarać się wyprasować skórę burchla palcami. W żadnym wypadku nie szczypać przy ewakuacji wody. Lekko uprasować naskórek tak by przykleił się do skóry właściwej. Jeśli czynność wykonana poprawnie to nic nie boli, a już po kilku godzinach zaczyna się goić. Następnego dnia już jest blizna, która z ubiegiem kolejnych dni znika. Czasem jest to wręcz sposób na szybsze zagojenie burchla. Podkreślam jednak ponownie, że jeśli nie ma obaw, że sam pęknie i nie przeszkadza to lepiej nie ruszać, aczkolwiek jak ma sam pęknąć to już lepiej mu tak właśnie pomóc. W żadnym wypadku nie zrywać naskórka bo będzie tyle nieprzyjemności, że bania mała począwszy od bólu na trudnościach w gojeniu skończywszy (dlatego też lepiej strzec się samoistnego pęknięcia bowiem takowe rzadko jest równomierne). I w końcu jeśli burchel jest z oparzenia to polecam jednak lekarza.

No i w końcu upierdliwość nad upierdliwości czyli zastrzał. Dziś zdradzę wam sekret co zrobić by nie dopuścić kiedy już coś zaczyna się robić. Słyszałem kiedyś o wkładaniu palców do wrzątku. Ja nie wiem co za psychopata taki sposób wymyślił ale absolutnie odradzam takich i podobnych praktyk. Zaprezentuję wam sposób skuteczny na jakieś 95% (dużo zależy od wykonania, a nie jest łatwe) jednak niewiele bardziej przyjemny (właśnie dlatego...). Także uprzedzam od razu, że będzie bolało (i to nie mało, wszystko jednak zależy jak głęboko weszły bakterie), ale w przeciwieństwie do wrzątku sposób w 100% bezpieczny. A mianowicie - wyciskanie. Tak, im wcześniej za nie się zabierzemy tym lepiej a nade wszystko trzeba zdążyć przed całkowitym zagojeniem rany, z której powstaje zastrzał. Nie bez powodu używam czasu niedokonanego bowiem chodzi o to by wyciskać nim jeszcze utworzy się ropa. To jest w sumie trudne trochę bo jeśli nie dzieje się nic to lepiej nie ruszać i bólu sobie nie zadawać, ale jeśli czuć ból taki charakterystyczny dla zastrzału to jak mawiał klasyk - wiedz, że coś się dzieje i wówczas trzeba wycisnąć syf nim się rozwinie. Na koniec jak już się opróżni (zwykle do limfy jak przy trądziku Szczerbol) to dobrze polać jeszcze solidną ilością wody utlenionej Oczko No i później trzeba dbać by ponownie nie zakazić i by się ładnie wygoiło. Wyciskać należy do skutku, jak już pojawi się ropa bo i tak bywa to tym bardziej należy ją całą wycisnąć i dopiero jak czuć, że wszystken syf wywalony to na samym końcu woda utleniona i pozostawienie do zagojenia. Sposób jest drastyczny i bardzo nieprzyjemny, ale jak już wspomniałem bezpieczny i na jakieś 95% skuteczny. Ja go stosuję i w porównaniu do mojej mamy czy brata nie musiałem jeszcze ani razu wyć z bólu i bawić się igłą. Tak. Mój brat miał raz taki zastrzał na kciuku, że nie mógł prowadzić auta ze wspomaganiem :o I generalnie z mamą robili już tak kilka razy, że przebijali sobie to igłami z apteki i wyciskali :/ To już chyba lepiej zrobić to jak ja i pocierpieć wcześniej, ale potem ładnie się wszystko goi i nie trzeba niczego przebijać. Jedna taka uwaga jeszcze, że jak ranka długo coś goić się nie chce, także po wyciskaniu i czuć charakterystyczny ból to znaczy, że procedurę trzeba powtórzyć niestety. Zwykle jest to związane (jeśli wyciskało się wcześniej) z tym, że zrobiło się to mało starannie lub zakaziło się ponownie przed zastrupieniem. Niestety ponowne wyciskanie aż do skutku to jedyna możliwość.

I tym oto sposobem zamykam moją listę. Pamiętając, że najlepszym z najlepszych a jednocześnie najmniej bolesnym, najprzyjemniejszym i najskuteczniejszym sposobem na wszystkie powyższe jest - niedopuszczanie by takowe się przytrafiły czego wam serdecznie życzę oraz dużo zdrówka generalnie Oczko
Odpowiedz
#2
Hej, nie do końca rozumiem o co chodzi w tym zastrzale, kojarzy mi się to tylko z dachami ale chyba sosnowa belka ci nie wyskakuje na palcu... czy może jednak?   Podejrzany
Odpowiedz
#3
Zastrzał to zbierająca się blisko opuszki paznokcia ropa, która związana jest z działalnością bakterii, które dostały się pod skórę przez rany, skaleczenie, zadrapanie, obgryzanie paznokci itd. Niestety bardzo bolesna przypadłość, która może prowadzić nawet do jakiegoś zakażenia krwi czy też kości (słyszałem kiedyś o tym, że te bakterie jak się nie oczyści w porę to mogą nawet do kości palca dotrzeć i jakiś brzydkie rzeczy tam robić, a nawet wywołać zapalenie stawów). Zwykle gdy rana jest już zagojona, a palec puchnie jak bania to niezbędna jest interwencja chirurga, który robi w gruncie rzeczy to co moja mama czy brat z igłą tylko, że on to robi skalpelem. Rozcina palucha pod znieczuleniem i oczyszcza tam wszystko. Ponieważ mój brat i mama nie palą się do chodzenia po chirurgach to sami sobie przebijają by móc ropę wycisnąć. Absolutnie nie polecam, chyba że w drodze ostateczności przy zachowaniu nadzwyczajnej ostrożności. No i chyba nie muszę wspominać, że w warunkach jak najbardziej sterylnych, czyli sterylna igła apteczna i najlepiej przed nakłuciem odkazić pole działania. Dużo bezpieczniej i wydaje mi się mniej boleśnie (wydaje bo nigdy nie miałem dzięki właśnie swojemu sposobowi takiego zastrzału gdzie było już pełno ropy, a rana była zagojona) działać jak opisałem wyżej. Czyli jak czuć, że coś się dzieje to już myśleć o wyciśnięciu. W przypadku pomyłki jedyne co się może zdarzyć to niepotrzebny ból od wyciskania i brak płynów z rany świadczący o tym, że jest zdrowa. Dla pewności można poczekać jakiś czas bo jak wspomniałem też te rany zakażone zwykle dłużej się goją. Jak się zagoi szybko to dobrze, a jak goi się długo i coraz bardziej boli to znaczy, że trzeba wyciskać bo potem jak rana się zabliźni to już jest się w dupce. Można też jeśli rana jest zbyt zastrupiona lekko zdrapać strupek by otworzyć drogę do ewakuacji płynów. Przy ocenianiu czy robi się zastrzał czy też nie warto dobrze przyjrzeć się palcowi. Jeśli tuż za strupkiem widać charakterystyczny rumień to na bank zastrzał i trzeba wyciskać. Z początku może być to ciężkie, ale przy mocniejszym na ciśnięciu jak w paznokieć wystrzeli krew, limfa a już nie mówiąc ropa to wiadomo, że zastrzał. I żeby nie było to krew w normalnej ranie nie może sobie od tak po prostu wystrzelić, zwłaszcza w taki miejscu jak palec, choćby nie wiem jak mocno wyciskał. Dlatego jak krew strzela i zalewa pół paznokcia to już wiadomo, że zastrzał i ta krew był skażona bakteryjnie, po dłuższym wyciskaniu pojawia się wtedy limfa i jak już jest w zasadzie sucho to wiadomo, że dobrze oczyszczone.
Odpowiedz
#4
Silent...
A wiesz co to SEPSA ?
Inaczej zwana: posocznicą.
Oczko
Rence i nogi mi opadli...
Odpowiedz
#5
Dzięki za wyjaśnienie. Miałem już tak ale nie wiedziałem, że to może prowadzić do poważniejszych konsekwencji i że ma swoją nazwę. Ja wyciskam choć faktycznie boli.
Odpowiedz
#6
Jak pojawia mi się bąbel na skórze, to zostawiam go tak jak jest i staram się w miarę możliwości nawilżać, żeby nie pękł za wcześnie. Płyn, który się w nim znajduje jest naturalnym środkiem na gojenie się przetarć i oparzeń.

Zastrzału nigdy nie miałam, ale podejrzewam, że też bym poczekała aż zagoi się samoistnie. W najgorszym wypadku poszłabym do lekarza, chociaż tego strasznie nie lubię.
Odpowiedz
#7
(01-04-2020, 14:16 PM)Tsubasa napisał(a): Jak pojawia mi się bąbel na skórze, to zostawiam go tak jak jest i staram się w miarę możliwości nawilżać, żeby nie pękł za wcześnie. Płyn, który się w nim znajduje jest naturalnym środkiem na gojenie się przetarć i oparzeń.

Zastrzału nigdy nie miałam, ale podejrzewam, że też bym poczekała aż zagoi się samoistnie. W najgorszym wypadku poszłabym do lekarza, chociaż tego strasznie nie lubię.

Bardzo rozsądnie, choć ten płyn w bomblu to jest z nim podobnie jak z gorączką, tzn. jest to reakcja obronna organizmu bardzo potrzebna, ale jeśli zbijesz za jakiś czas to nic się nie stanie. W przypadku gorączki nawet na zdrowie wyjdzie, w przypadku bąbla czy jak nazwałem - burchla, lepiej faktycznie nie ruszać jeśli nie ma takiej potrzeby, ale usunięcie płynu w taki sposób jak wskazałem nie powinno zaszkodzić (mi jeszcze ani razu nie zaszkodziło), generalnie najlepiej nie ruszać, ale jeśli do wyboru jest samoistne pęknięcie lub ewakuowanie płynu samemu to akurat w tym przypadku lepiej jednak samemu.

Co do zastrzału absolutnie nie polecam Ci czekać aż samo się zagoi. Jeśli jest ropa i rana się zagoiła to to już jest do interwencji chirurgicznej. Niestety to jest takie draństwo, że jak zostanie zakażone to bez oczyszczenia nie ma takiej siły by to samo się zagoiło tylko zakażenie postępować będzie, a ból jest z tego co wiem niemiłosierny. Na całe szczęście jest to wiedza oparta o relacje mojej mamy i brata bo samemu dzięki opisanym przeze mnie technikom jeszcze nigdy nie dopuściłem a ropę już też miewałem, tylko zawsze udawało mi się wyrzucić ją jeszcze nim ranka się zagoiła. Jednak już było trochę z tym zachodu bo już rana się nieco podgoiła i zwykle wtedy trzeba jeszcze mocniej wyciskać lub lekko rozdrapać by ropa wyszła więc lepiej jednak jeszcze nim ropa się pojawi wycisnąć...

Oczywiście absolutnie nie mówię nikomu co ma ze sobą robić, jest to każdego prywatna sprawa a ja wykształcenia medycznego nie mam. Jedynie opisuję tutaj techniki jakie ja stosuję w oparciu o jakieś tam moje doświadczenia do tej pory. Skoro Tsubasko preferujesz udanie się do lekarza jakbyś kiedyś miała zastrzał to oczywiście popieram tylko ostrzegam przy okazji, że to nie wesoła przypadłość bo szczególnie jak już jest ropa to boli bardzo i nie ma czegoś takiego w przypadku zastrzału niestety jak samoistne wygojenie, są za to poważne następstwa więc jak już zauważysz takie coś u siebie to smyraj do lekarza aż się zakurzy. Przy okazji moje gratulacje, że do tej pory nie miałaś, jak widać bardzo dobrze dbasz o łapki i miałaś sporo szczęścia przy tym więc życzę dalszego sukcesu w tym temacie Oczko Możesz od razu podzielić się z nami tym jak dbasz o łapki by każdy mógł zweryfikować swoje poczynania i zobaczyć co może jeszcze zrobić by polepszyć swoją ochronę Oczko Ja uczciwie powiem, że do 20 roku życia (patrz jaki przypadek, póki cukrzycy nie miałem Szczerbol) to też ani razu mi się zastrzał nie robił. Niestety już później niezależnie od higieny zaczęły się robić i co prawda nie jakoś bardzo może często, ale co jakiś czas w swoje wyciskanie bawić się muszę Oczko
Odpowiedz
#8
(01-04-2020, 20:05 PM)Silent napisał(a): Przy okazji moje gratulacje, że do tej pory nie miałaś, jak widać bardzo dobrze dbasz o łapki i miałaś sporo szczęścia przy tym więc życzę dalszego sukcesu w tym temacie Możesz od razu podzielić się z nami tym jak dbasz o łapki by każdy mógł zweryfikować swoje poczynania i zobaczyć co może jeszcze zrobić by polepszyć swoją ochronę
Ależ nie robię nic specjalnego: przede wszystkim myję ręce po każdym skorzystaniu z toalety Duży uśmiech Oczywiście bynajmniej nie oskarżam Ciebie, Cichy, o to, że Ty rąk nie myjesz x'D Może taka Twoja natura, że zastrzały Ci się robią? Skoro u Twojego brata i Twojej mamy też się pojawiają, to oznaczać może przypadłość genetyczną. Nie słyszałam za to u mojej rodziny o zastrzałach zbyt często, więc... sam rozumiesz Oczko
Dodatkowo bardzo, ale to bardzo łatwo przesusza mi się skóra u rąk. Muszę codziennie ją kremować po kilka razy. Nie wiem, czy ma to jakikolwiek wpływ na pojawianie się zastrzałów - odpowiadam tylko na Twoje pytanie Oczko
Odpowiedz
#9
Nie wiem jak z genetyką, ale suchość skóry może mieć wpływ. Bakterie lubią wilgoć Duży uśmiech
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości