Walka z przeszłością
#1
Ostatnio zastanawiałam się dość intensywnie nad tym tematem.
Często jesteśmy zaplątani w swoich własnych wspomnieniach zapominając nawet o samej teraźniejszości mając w głowie ciągłe retrospekcje nie tylko swoich porażek, ale i tych lepszych, szczęśliwszych chwil. Miło jest czasem powspominać, ale w wielu przypadkach przeradza się w stałą ucieczkę w przeszłość. Pochowane głęboko urazy, skrywane cierpienie - wszystko to uzewnętrznia się prędzej czy później co najmniej w postaci goryczy, czasem nieśmiałości, czasami co gorsza depresji i innych chorób. Ciągle powracająca myśl, że mogło być lepiej.
Czy nie sądzicie, że jedną z dróg w pozbyciu się wszelkich obaw jest pogodzenie się z przeszłością?
Odpowiedz
#2
Trzeba sobie wybaczyć, aby wybaczyć innym. Miłość jest rzeczywistością.
Odpowiedz
#3
Coś w tym jest. Ja mentalnie wciąż siedzę w latach 90-tych. Uwielbiam przechadzać się miejscami, które znam z dzieciństwa i które przez te 20 lat nic a nic się nie zmieniły. Jest ich już naprawdę mało. Lubię też z goryczą wspominać te miejsca, które zmianie uległy. Nawet najlepsza zmiana potrafi mnie boleć. Chciałbym sięgnąć po jakieś materiały archiwalne mojego miasta, ale póki co jeszcze się do niczego takiego nie dokopałem...
Odpowiedz
#4
Myślę, że masz rację. Najlepszym sposobem na walkę z przeszłością jest pogodzenie się z nią. Tylko ja niestety jeszcze tak nie potrafię, ale będę się starać.
Odpowiedz
#5
No właśnie pogodzić się jest naprawdę trudno. Stale podejmujemy jakieś decyzje na podstawie swoich doświadczeń, więc też stale i nieświadomie rozpamiętujemy przeszłość co i raz to dodając nowe pokłady żalu i frustracji (oczywiście, jeśli tu jest mowa o nieprzyjemnościach). Wielu coachów twierdzi, że wystarczy ot tak, sukcesywnie starać się żyć teraźniejszością, że to nie jest trudne. Wystarczy się postarać. Tyle że czasem sił braknie. Co wtedy robić?
Niby można iść i pogadać z najbliższymi, ale są rzeczy, które człowiek chce zostawić tylko i wyłącznie dla siebie.
Odpowiedz
#6
Trzeba więc te sprawy oddać Bogu.
Odpowiedz
#7
Wybacz mi, ale nie wierzę w Boga, więc do mnie to nie przemawia ^^
Odpowiedz
#8
Wybaczam ;-)
Wiara jest łaską, więc pozostawiam to w rękach Boga, któremu ciebie polecam.

Pozdrowienia.
Odpowiedz
#9
Dla mnie to jest równoznaczne z poddaniem się. Oddanie swoich spraw w ręce 'siły wyższej'? Jeśli człowiek 'rozwiązywałby' (bo to nie jest rozwiązywanie) tak wszystkie swoje problemy, to tylko stałby w miejscu. Sam z siebie musi zrobić pierwszy krok ku pogodzeniu się ze sobą. A jeśli już mam powoływać się na Biblię, to po to Bóg dał nam wolną wolę, abyśmy z niej korzystali, a nie wyręczali się siłą sprawczą Boga.
Odpowiedz
#10
Ja jednak wogóle tego (nie)rozumienia nie suponuję.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości