Wenus kontra Mars
#1
Tak sie od dłuższego czasu zastanawiam, dlaczego tak wiele związków kończy się jeszcze na etapie chodzenia? Lub kończą się zaraz przy pierwszych trudnych sytuacjach, problemach? Czemu na początku zawsze partner/ka jest idealna a po czasie opadają nam różowe okulary i widzimy ich w innych barwach? Dlaczego różnimy się od siebie na tak wiele sposobów i co sprawia, że często pomimo przejechania sie na danej osobie - wracamy? Czy to obawa? A może przyzwyczajenie? Czemu w naszych czasach wciąż jest tak wiele złych związków? 
Wiele razy słyszałam: Ale to jego/jej wina. To on/ona nie potrafi odpuścić. Bo nie chce sie zmienić. Jest trudny/na. Nie słucha tego, co mówię...
Wiem, że związek to olbrzymia odpowiedzialność. Nie jest to już (no nie powinna być) odpowiedzialność tylko za siebie ale za tą drugą osobę w pewnym stopniu też. Dlaczego nie potrafimy pójść na kompromis? Tak ciężko przyznać sie do błędu? Lepiej ranić? Za wszelką cenę udowodnić wszystkim, że to JA mam rację, że i tak bedzie tak jak JA chcę...?
Dlaczego tak niewiele jest związków zgodnych? Gdzie panuje miłość i szczęście? 
Nie zawsze musimy się we wszystkim zgadzać, każdy ma prawo do własnego zdania i poglądu, jednak po co ta częsta nienawiść i przykre słowa? 
Nie chcemy juz się starać tak jak na początku? A może powinniśmy bardziej skupic sie na sobie i zmiany zacząć wprowadzać od siebie? Co by się stało gdyby zamiast odbijać piłeczkę uśmiechnąć sie do tej drugiej osoby i powiedzieć : Kocham cie, nie chce sie kłócić. Dziś ty masz rację? 
No i jeszcze jeden problem : przeprosiny. Tak wiele ludzi nie zna lub nie potrafi/nie chce wypowiedzieć tego słowa. Jakby to była ujma na honorze... 
Czy jesteśmy społeczeństwem egoistów?? Czy kiedys sie zmienimy? Dorośniemy do bycia w związku?
Odpowiedz
#2
To co opisałaś ma się do osób, które źle się dobrały. Są w związkach momenty, w których chce się uciec daleko w Bieszczady ale to chwilowe...jeżeli w związku nie ma kompromisu lub ktoś nie chce go osiągnąć to taki związek to męka dla jednej jak i drugiej osoby. w konsekwencji skończy się rozstaniem. Dzisiaj jesteśmy w czasach gdzie związek to nie wyrok czy też obyczaj, że ten po ślubie to na zawsze choćby pijak i łajdak(i w drugą stronę), dlatego jest taka łatwość w kończeniu relacji.
Odpowiedz
#3
(11-12-2019, 23:02 PM).m napisał(a): Dzisiaj jesteśmy w czasach gdzie związek to nie wyrok czy też obyczaj, że ten po ślubie to na zawsze choćby pijak i łajdak(i w drugą stronę), dlatego jest taka łatwość w kończeniu relacji.

Ja myślę, że to raczej bardziej złożona sprawa Język
Odpowiedz
#4
Ja się zastanawiam jak to się dzieje że w ogóle ludzie się łączą w pary, co wtedy czują i co myślą. Bo tak, mija czas zauroczenia, chociaż nie wiem jak to jest możliwe. Nie wiem jak mają inni, ale tak jak już pisałem w innym wątku, dla mnie jest najważniejsza tylko jedna osoba i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Najważniejsza, bo było po drodze wiele zauroczeń, ale nie wiem co działa że dalej ta jedna osoba jest najważniejsza. Nie potrafię tego określić słowami i uczuciami, ale to jest nieistotne, ważne jest to co się czuje. I wiem że dla siebie możemy i chcemy się bezwarunkowo poświęcić. I nie wiem co to jest kompromis w związku, bo na obecną chwilę ważniejsze są dla mnie jej potrzeby niż moje i odwrotnie. Największe zagrożenie wydaje mi się dzisiaj to brak właściwej komunikacji, bo ona jest, tylko słuchając przypadkiem tej "komunikacji" wśród różnych par, to mam wrażenie że cofamy się w rozwoju i będziemy już chyba bardziej gestykulować i wydawać nieartykułowane dzwięki otworem gębowym. Mam wrażenie że panuje jakiś dziwny tręd obudowywania się jakby polem siłowym jak w filmach sci-fi. Że lepiej nie pokazywać i nie wyrażać swoich oczekiwań, uczuć etc. bo to (...?) Przy okazji nie widzieć potrzeb innych bardziej czy mniej bliskich osób którzy nas na codzień otaczają.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości