Wierzycie w przeznaczenie?
#1
I dlaczego? Jeżeli tak, to może macie także jakieś przykłady?
#2
Jestem katolikiem póki co i wiara w przeznaczenie to mój obowiązek bowiem księża zawsze mówią, że Bóg jeszcze przed narodzinami już zadecydował o losie każdego z nas Oczko
#3
Jestem osobą niewierzącą jeżeli chodzi o religię. Jednak wierzę w przeznaczenie i to może dziwne ale mam swojego przewodnika na tym świecie który często podsuwa mi w snach moją przyszłość i przeszłość jako znaki do życia.
Wiem że to jest dziwne, jedni uważają że ona jest aniołem inni że to dajmon a jeszcze inni twierdzą że to zmyślona postać z dzieciństwa bo to pegazica. Nigdy nie bawiłem się w tworzenie sobie przyjaciół. Ona jest przy mnie blisko od momentu kiedy chciałem popełnić pierwsze samobójstwo gdyż nie wytrzymałem tego wszystkiego co się działo w moim życiu.
Od kiedy jest i pokazuje mi to co będzie z moim życiem jak postąpię w dany sposób a czasem to na co nie mam i tak wpływu jest mi łatwiej, lżej zaakceptować. np czyjeś odejście, zniknięcie z mojego życia.

Pewnie wiele osób ma taką istotę przy sobie i wstydzi się o tym mówić.. ja sam pytałem ją czy mogę o tym pisać >.<
W odpowiedzi usłyszałem że jeśli moje serce mi tak podpowiada to mogę. I że nie powinienem się Jej wstydzić.
#4
No i tak ma być. Ma się Tobą opiekować, bo jak Cię nie upilnuje i zrobisz co głupiego to z nami będzie mieć do czynienia Oczko
#5
Myślę, że perspektywa tego, że wszystko w naszym życiu miałoby być z gruntu ustalone/zdeterminowane byłaby dość smutna. Właściwie odbierałoby to nam za nie odpowiedzialność i zakładałoby także, że żadna świadoma zmiana z naszej strony nie jest możliwa. Oczywiście mogę się zgodzić z tym, że pewne niezależne uwarunkowania do pewnego stopnia determinują to jak wygląda nasze życie. Ale chyba nie wierzę w przeznaczenie. Czasem możemy mieć wrażenie, że pewne sytuacje nie dzieją się przypadkowo. Myślę jednak, że to jedynie kwestia tego, że sami interpretujemy je tak, żeby widzieć w nich głębszy sens.

(28-10-2014, 20:34 PM)Cichy napisał(a): Bóg jeszcze przed narodzinami już zadecydował o losie każdego z nas Oczko

Przyszło mi w związku z tym do głowy pytanie: skąd wówczas biorą się ludzie źli? Czy taki zadecydowano dla nich los? Jak ma się to do koncepcji wolnej woli? Oczywiście szanuję Twój pogląd na rzeczywistość - po prostu jest to ciekawy punkt wyjścia do dalszych rozważań, a mnie ostatnio nurtują podobne pytania... Uśmiech
#6
A to jest bardzo dobre pytanie, na które poniekąd odpowiada Pismo Św. Sam często rozważam w swojej głowie pewne trudne tematy związane z pewnymi kontrowersyjnymi wątkami między wiarą a rzeczywistością. Jezus Chrystus podczas ostatniej wieczerzy rzekł: "Zdradzi mnie ten, który razem ze mną zamoczy chleb." (za wszelkie nieścisłości w cytowaniu Pisma Św. od razu przepraszam, bo piszę na telefonie, a Pisma pod nosem nie mam Oczko ), po czym czynu wskazanego przez Jezusa dokonał Judasz, natomiast Mesjasz powiedział także: "Dla tego człowieka lepiej by było gdyby nigdy się nie narodził.", ale każdy wierzący wie również, że Jezus przepowiedział los św. Piotrowi. To są chyba najbardziej pamiętane przez wyznawców przykłady. Jezus także jak wiadomo przepowiedział swój własny los. Modlitwa w Ogrójcu była prośbą do Boga o zmianę przeznaczenia, wówczas Jezus zachował się jak przeciętny człowiek znający swój zły i nieuchronny los. Pytanie skąd zło na świecie skoro Bóg jest nieskończoną dobrocią? Moim skromnym zdaniem to część jakiegoś Boskiego planu, który możemy poznać dopiero po śmierci. Napewno chodzi także o edukację i kształcenie gdyż musimy poznać to co złe by umieć docenić i uszanować co dobre oraz by precyzyjnie umieć odróżnić dobro i zło. Bez zła nie istniało by dla nas pojęcie dobra. Wygląda prosto, ale to trudna i skomplikowana nauka, a wszystko przez grzech pierworodny i przez to, że człowiek chciał zrównać się z Bogiem. Bóg jednak tak umiłował człowieka, że zamiast go zgładzić dał mu szansę na osiągnięcie celu zrównania, ale na Boskich zasada dążenia do uświęcenia. Nasze życie na ziemii to okres próby i przysposobienia do świętości. Jak widzicie nie łatwo zostać Bogiem prawda Oczko Czy tego chcemy czy nie jesteśmy dziećmi Bożymi. To nasza nagroda i kara jednocześnie Ninja
#7
Czasem wydaje mi się, że istnieje coś takiego jak przeznaczenie, ale z reguły wydaje mi się, że tego nie ma. Po co człowiek by się rodził, po co by żył gdyby nie miał w ogóle wpływu na swoje życie? Czy zawsze jakaś niewidzialna siła prowadzi nas do jakichś wyborów?(w sensie ta, która zaplanowała nasze życie zanim się pojawiliśmy na świecie) Czy może jednak nasze przemyślenia albo jakiś impuls?
Jeśli chodzi o wiarę to sama nie wiem, uważam, że coś (ktoś?) takiego jak B(b)óg istnieje, nie ważne czy nawie się go B(b)ogiem, czy jakoś inaczej. Tylko czemu ten biblijny zrobił sobie eksperyment na ludziach i ich jeszcze za to ukarał?(mam na myśli to, za co wygnani zostali z raju) Czy B(b)óg jest faktycznie nieskończoną dobrocią? W sumie jak tak teraz myślę to wg tego człowiek nie ma za bardzo wolnej woli. Inaczej - ma, ale za wybór inny niż ten, który B(b)óg zaplanował spotyka go kara... Gubię się w tym...
#8
(29-10-2014, 12:26 PM)Cichy napisał(a): Pytanie skąd zło na świecie skoro Bóg jest nieskończoną dobrocią? Moim skromnym zdaniem to część jakiegoś Boskiego planu, który możemy poznać dopiero po śmierci. Napewno chodzi także o edukację i kształcenie gdyż musimy poznać to co złe by umieć docenić i uszanować co dobre oraz by precyzyjnie umieć odróżnić dobro i zło. Bez zła nie istniało by dla nas pojęcie dobra. Wygląda prosto, ale to trudna i skomplikowana nauka, a wszystko przez grzech pierworodny i przez to, że człowiek chciał zrównać się z Bogiem.

Właśnie kwestia zawarta w tym pytaniu ostatnio budzi we mnie olbrzymie wątpliwości jeśli chodzi o wiarę. Może bardziej precyzyjnie wynika to z analizy dwóch przymiotów, które zazwyczaj przypisuje się Bogu - jego nieskończoną dobroć i wszechmoc (również wszechwiedzę). Biorąc pod uwagę obie te cechy - Bóg powinien jak się zdaje wykazywać się większą aktywnością w pokonywaniu zła - bo nie dość, że ma taką możliwość (wszechmoc) to również chce naszego dobra (nieskończona dobroć). To dla mnie być może sprawa, która coraz mocniej będzie domagać się jakiegoś wytłumaczenia.

Wspominałeś, że może celem jest tu edukacja - nauczenie czegoś ludzi. Niemniej jednak często zło przejawia się w tym, że w jego wyniku cierpienie ponoszą ludzie niewinni. Czy można kwestiami edukacyjnymi tłumaczyć brak reakcji Boga na zło? Mam co do tego olbrzymie wątpliwości... Jeśli ja - wiedząc, że stanie się coś złego i mogąc temu zapobiec nie podjął bym działania - zapewne byłoby to uznane za grzech. Czy więc taka postawa Boga nie zasługiwałaby na podobnie negatywną ocenę moralną? Każda logiczna próba rozstrzygnięcia tego paradoksu pozbawiałaby Boga jednej z cech. Skoro nie podejmuje działania, mając taką moc - godzi się na zło. Jeśli nie akceptuje go, ale nie może działać - nie jest wszechmocny. Jeśli celem byłaby tu edukacja - powinno dziać się to w sposób, który naprawdę czegoś uczy i nie powinno to pociągać za sobą niewinnych ofiar. W tym wypadku edukacja jednych kończyłaby się dla innych fatalnie.

Dobrą analogią tej sytuacji mogłoby być wychowywanie dziecka przez rodziców. Oczywiście chroniąc i kompletnie izolując dziecko od zła tak naprawdę rodzice mogliby wyrządzić mu większą krzywdę nie przygotowując go do realiów życia. Ale są i pewne granice, których nie mogliby przekroczyć. Jeśli ich syn/córka mieliby zrobić coś głupiego powinni im to uniemożliwić... W przeciwnym razie nie byliby dobrymi rodzicami. Tak samo w skali "makro". Wiedząc, że ktoś planuje zrobić coś naprawdę złego - z krzywdą dla innych ludzi, Bóg powinien mu to uniemożliwić. Albo zrobić to przynajmniej ze względu na potencjalne ofiary takiego postępowania. W przeciwieństwie do rodziców - On posiada do tego wszystkie możliwe i skuteczne środki.

Co więcej Bóg powinien być w stanie zapobiegać sytuacjom, w których do jakiś tragicznych wydarzeń dochodzi bez winy ludzi np. katastrofom naturalnym. Jednak dochodzi do nich niezwykle często.

Te kwestie budzą we mnie olbrzymie wątpliwości w kwestii istnienia Boga i jego istoty. Ciężko wobec tego wszystkiego przejść obojętnie.
#9
Invisible odnosząc się do Twojego przykładu z rodzicami można też zadać takie pytanie: "Czy rodzice widzący swoją córkę, która wybiera chłopaka niespełniającego ich oczekiwań pod wieloma różnymi względami i dający córce wolną rękę są źli?". Z pomocą na zarzuty do Boga wobec niewinnych ludzi ponownie przychodzi z argumentacją Pismo Św. Oczko Każdy kto uczył się religii musiał słyszeć za pewne historię Noego, który zbudował arkę, aby ocalić wszystko to co było dobre na ziemi bowiem potężna powódź miała pochłonąć i pogrzebać wszystkich niegodziwców kroczących po tym łez padole chlubiących się w mordzie, rozpuście i wielu innych grzechach. Bóg stanął po stronie niewinnych i ukarał niegodziwych jednak to była masakra na ogromną skalę. W wyniku tego Bóg zawarł z człowiekiem przymierze w postaci tęczy. To przymierze jest obietnicą, że podobne wydarzenia nie będą miały więcej miejsca. Nie wiadomo dokładnie co konkretnie skłoniło Stwórcę do tego czynu, ale wiadomo, że Bóg dał nam swoje słowo tym samym. Teraz jak myślicie czy to co działo się podczas drugiej wojny światowej nie zasługiwało na ponowny tego rodzaju wymiar sprawiedliwości? Czy nie było innych zdarzeń, które by zasługiwały? Chórem odpowiecie, że takich zdarzeń jest tysiące w dziejach człowieka, a może nawet i teraz przydałaby się mega powódź by te całe plugastwo wymyć z ziemi bo tylko zanieczyszcza nam ten wspaniały świat. Jednak Bóg dał nam słowo i jedyne co może zrobić to w cierpieniu na to wszystko patrzeć, a potem dopiero na sądzie ostatecznym nas z tego rozliczyć. To człowiek chciał być inteligentny jak sam Pan Bóg więc Bóg stworzył świat dla inteligentnych. Jeśli człowiek nauczy się na nim żyć i korzystać z dobroci tego świata by przetrwać na nim jak najdłużej i pomóc przetrwać również drugiemu człowiekowi czeka go nagroda. Jeśli jednak człowiek będzie narcystycznie zapatrzony na własną głupotę i będzie robił wszystko byleby potępić i zgnoić drugiego człowieka oraz robić wszystko by drugiemu człowiekowi działa się jak największa krzywda i do tego będzie szukał winnych wszędzie tylko nie w sobie to czeka go niemiła niespodzianka w przyszłym życiu. Po co człowiek został wygnany z raju? No cóż... Uderzając kolejny raz w przykład z rodzicami często jest tak (a nawet praktycznie zawsze), że zakazujemy dzieciom czegoś ruszać dla ich dobra i co robimy kiedy nie słuchają? Karzemy je by kolejny raz tego nie robiły. Są jednak przypadki kiedy i jakaś tymczasowa kara jest za mało dotkliwa i niewystarczająca co grozi ponowną próbą złamania rodzicielskiego zakazu. Co wtedy robimy? Zabezpieczamy się odseparowując dziecko od tego czegoś np. zabierając to, oddzielając jakoś czy właśnie wyganiając dziecko. Dokładnie tak samo postąpił Bóg. Ukarał człowieka, a jednocześnie zabezpieczył się przed ponownym nieposłuszeństwem człowieka w raju. Co większa wyszedł z założenia typu: "Chcesz być taki jak ja to będziesz, ale nie wystarczy, że będziesz mieć wiedzę taką jak ja, musisz też mieć podobny poziom doświadczeń i być tak święty jak ja, ale nie dostaniesz tego od tak. Sam musisz sobie to wypracować i przeżyć. Zapytasz dlaczego? A właśnie dlatego, że wtedy kiedy prosiłem nie rusz to ruszyłeś i to jest właśnie kara dla ciebie.". Tak przynajmniej ja to na swój rozumek rozpatruje Uśmiech
#10
Ale czemu Bóg wystawił człowieka na ten eksperyment "weźmie, nie weźmie"? Przecież każdy normalny rodzic nie będzie mówił "nie rób, nie ruszaj, bo nie wolno" i tyle, a i tak zostawiał to coś niebezpieczne na wierzchu. Bo co zrobi ciekawskie dziecko? Oczywiście weźmie i sobie zrobi krzywdę. I za to ma je spotkać kara, za głupotę rodzica? Ono już jest ukarane, bo sobie kuku zrobiło


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości