Witanie się
#1
Hejka. Jestem z moim chłopakiem kilka miesięcy. Jak widywaliśmy się z jego ojcem to czasami mówiłam mu "dzień dobry" a czasami nie, bo np wchodził do domu nagle i byłam w innym pomieszczeniu, i nie wiedziałam czy krzyczeć.. Dzisiaj podjechaliśmy samochodem, był jego ojciec i ja głupia nie powiedziałam dzień dobry. Chciałam to zrobić, ale nie mogłam tego z siebie wydusić  Ściana chyba boje się że ta druga osoba może mi nie odpowiedzieć, nie wiem co mnie blokuje. Chłopak mnie zwyzywał że nie mam za grosz kultury i że nigdy nie miał takiej dziewczyny i mi się dodatkowo zrobiło źle. Jest mi strasznie wstyd że takiej prostej rzeczy nie potrafię zrobić. Ja ogólnie zawsze miałam jakiś problem z witaniem się. Oprócz tego stresuje się kontaktem z jego rodziną, i jednym jego kolegą który jest mega śmiały. Widziałam się z tym kolega już kilkanaście razy ale i tak nigdy nie jestem w stanie wykrztusić więcej niż jednego zdania, bo się poprostu stresuje. Jak chłopak wychodzi z kolegami to ja nie chcę, bo nie chce żeby zobaczyli jaka jestem dziwna że się nie odzywam. Chłopak już mi kilka razy zwracal uwagę że szkoda że nie jestem taka "do ludzi". Nie chce żeby ten ojciec myślał że jestem niekulturalna. Mam wrażenie że jego rodziną i koledzy mają o mnie źle zdanie, przez to że jestem niesmiala. Często myślę że oni mu mówią coś w stylu "przecież możesz mieć lepszą" albo "skąd ty ją wytrzasnąłeś?" xD Powiedzcie mi szczerze: czy ja się nie nadaje do związku? Każda taka sytuacja sprawia że chce mi się płakać i nie wychodzić z łóżka. Mam tego dosyć, nienawidzę swojego życia i chciałabym być kimś innym. To wszystko staje się nie do zniesienia.. jakby coś to chodziłam na terapię przez pół roku ale nic to nie dało, a leki też nie pomogły Smutny przepraszam że tak chaotycznie ale musiałam się wygadać
Odpowiedz
#2
Wszystko jest ok z postem. Niestety w tym wypadku raczej tylko dalsza terapia. Ja chodziłem do 5 różnych i pomału wydaje mi się że wyszedłem z nieśmiałości. Może napisz jak ta terapia wyglądała? Z tego co można przeczytać, to bardzo fajna z Ciebie dziewczyna. Na początek ja bym przywitał się kolejny raz z przyszłym teściem i przeprosił że ostatnio się z nim nie przywiatłaś i na 100% będzie wszystko ok.

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#3
(21-10-2020, 23:14 PM)vlad1431 napisał(a): Wszystko jest ok z postem. Niestety w tym wypadku raczej tylko dalsza terapia. Ja chodziłem do 5 różnych i pomału wydaje mi się że wyszedłem z nieśmiałości. Może napisz jak ta terapia wyglądała? Z tego co można przeczytać, to bardzo  fajna z Ciebie dziewczyna. Na początek ja bym przywitał się kolejny raz z przyszłym teściem i przeprosił że ostatnio się z nim nie przywiatłaś i na 100% będzie wszystko ok.

Dziękuję, miło mi Duży uśmiech terapia wyglądała tak że ustalałam z tą Panią skalę mojego lęku, zadawała mi prace domowe w stylu "zapytaj znajomych co sądzą o osobach które się stresują". Pamiętam też że chodziła ze mną po galerii i obserwowałyśmy czy ludzie się na mnie patrzą. Jakoś niezbyt mnie to przekonywalo, chociaż to było tylko pół roku 
Odpowiedz
#4
(21-10-2020, 21:18 PM)Kinga787878 napisał(a): Powiedzcie mi szczerze: czy ja się nie nadaje do związku? Każda taka sytuacja sprawia że chce mi się płakać i nie wychodzić z łóżka. Mam tego dosyć, nienawidzę swojego życia i chciałabym być kimś innym. To wszystko staje się nie do zniesienia..

Masz może jakieś życie poza związkiem ?
Znajomych, pasje ?

Wypełnij sobie czymś czas by o tym nie myśleć.
Odpowiedz
#5
(21-10-2020, 23:51 PM)Wolfgang napisał(a):
(21-10-2020, 21:18 PM)Kinga787878 napisał(a): Powiedzcie mi szczerze: czy ja się nie nadaje do związku? Każda taka sytuacja sprawia że chce mi się płakać i nie wychodzić z łóżka. Mam tego dosyć, nienawidzę swojego życia i chciałabym być kimś innym. To wszystko staje się nie do zniesienia..

Masz może jakieś życie poza związkiem ?
Znajomych, pasje ?

Wypełnij sobie czymś czas by o tym nie myśleć.

Właśnie nie mam żadnego życia. Nie mam żadnego hobby i nigdy nie miałam. Znajomych też nie mam. Jedynie dwie koleżanki które wychodzą ze mną raz na meisiac.. może jak w końcu znajdę pracę to rzeczywiście przestanę tak dramatyzować 
Odpowiedz
#6
(21-10-2020, 23:58 PM)Kinga787878 napisał(a):
(21-10-2020, 23:51 PM)Wolfgang napisał(a):
(21-10-2020, 21:18 PM)Kinga787878 napisał(a): Powiedzcie mi szczerze: czy ja się nie nadaje do związku? Każda taka sytuacja sprawia że chce mi się płakać i nie wychodzić z łóżka. Mam tego dosyć, nienawidzę swojego życia i chciałabym być kimś innym. To wszystko staje się nie do zniesienia..

może jak w końcu znajdę pracę to rzeczywiście przestanę tak dramatyzować 

Oprócz pracy musisz jeszcze mieć jakieś pasje, komuś lub czemuś poświęcić czas bo w przeciwnym razie to będzie wyglądać tak że będziesz po pracy i w weekendy (dni wolne od pracy) nadal się zamartwiała że ktoś coś o tobie mówi, że coś źle zrobiłaś.
Odpowiedz
#7
Zacznę od miłego akcentu. Jak napisał kolega Vlad wyglądasz na fajną dziewczynę biorąc pod uwagę jak opisujesz całą sytuację.

Teraz będzie zdecydowanie mniej miło bo nie wiem co szokuje mnie bardziej. To, że Twój chłopak to kawał... czy to, że jeszcze to tolerujesz. Chłopak powinien Cię wspierać. To, że nie kłaniasz się rodzicom jego nie musi mu się podobać, ale zamiast reprymendy mógłby zacząć od spokojnej rozmowy i wyjaśnić to z Tobą w przyjaznym klimacie. A on kurna popisał się kulturą - nawyzywać kobietę, straszna mi kultura palanta pier... Pokazał swoją moc - wyżywać się o pierdoły na słabszym. Jeszcze będzie Cię poniżać, że nie jesteś "taka do ludzi" I że jeszcze takiej dziewczyny to nie miał... Ja pier... Masakra! Tutaj widzę z 5 powodów do zerwania ze skutkiem natychmiastowym jeśli nie strzała w pysk na pożegnanie.

Słowo daję, nie rozumiem logiki kobiet. Zaraz będzie masa hejtu pod tym postem i wkładanie mi w usta nie moich słów. Trudno. Kiedyś miałem sytuację, że przytuliłem zapłakaną dziewczynę, która też uchodziła za nieśmiałą, a przynajmniej tak twierdziła, wpadła ona wtedy w konsternację, bo np. chłopak jej przyjaciółki jak ta płacze to ten się nad nią wytrząsa aż cała okolica słyszy. Wyszło z tego na to, że takie zachowanie jest co najmniej poprawne, a to ja tuląc popełniłem jakiś grzech... Ludzie. Na czym ten świat stoi?! Wydaje mi się, że na gównie, które już pomału się rozłazi...

Czy to naprawdę Kinga ma problem i musi po terapeutach biegać? No z tej dwójki to ja inaczej bym to widział... Ale jak dziewczyna jeszcze trochę pobędzie z takim palantem to za jakiś czas faktycznie ten problem miała będzie i nie wiem czy wtedy już jakikolwiek terapeuta da radę. Jak on teraz sobie tak pozwala i tak dziewczynę upokarza to co będzie później? Masakra, masakra, po trzykroć masakra. Nerwy puszczają mi gruntownie na takie sytuacje. Nienawidzę chamstwa podpieranego kulturą. To jest podłość zwykła.

Ku pokrzepieniu nim zaraz ktoś mnie okrzyknie mizogimem czy innym ksenofobem (w tym wypadku poniżalczofobem) to zachęcam do przeczytania - https://cichyblognews.blogspot.com/2016/...y.html?m=1

Tak. Taka mała reklama, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Śmiem wątpić, że znajdzie ktoś w sieci podobny wpis bowiem ludzie uważają, że samo powiedzenie "dzień dobry" czyni z nich kulturalnych, a tak nie jest. Można być człowiekiem kulturalnym, ale z jakiś przyczyn niczym autorka tego wątku nie mówić tych magicznych słów. A można też i pięknie każdemu się kłaniać i być chamem bez kultury, ba, można i psychopatą też być. Tutaj jednak odsyłam do różnych spraw kryminalnych gdzie przykładny sąsiad, czasem mąż i ojciec wzięli się za mordowanie. Tutaj rzecz jasna nie warto tego zgłębiać. Sugeruję wyłącznie, że te "dzień dobry" to tylko puste słowa, które nie mają przełożenia na osobę choć zwykło się tak uważać i jest to jeden z najbardziej krzywdzących osoby nieśmiałe stereotypów.
Odpowiedz
#8
Silent dziękuję, pomogłeś mi inaczej spojrzeć na tą sytuację. Miałam takie wyrzuty sumienia że to ja zawiniłam, a nawet nie pomyślałam że mój chłopak zachował się jak burak. To co tutaj opisałam to jeszcze nic. Uwierz, że zdarzały się jeszcze gorsze akcje z nim związane. Gorsze rzeczy potrafił powiedzieć.. Dlaczego z nim jestem? Jest kilka powodow. Mieszkamy razem, a ja bez pracy narazie nie mam możliwości żeby wynająć pokój bo trzeba opłacić czynsz, kaucję a poza tym nie mam siły męczyć się z przenoszeniem rzeczy bo nie mam samochodu. Po drugie często jak się kłócimy to już jestem pewna że nie chce z nim być, ale brakuje mi odwagi żeby z nim zerwać bo boje się zostać sama. Boje się że sobie nie poradzę z tym wszystkim, bo jak mówiłam nie mam pracy i nie chce wracać do rodziców. Po trzecie po kłótni złość mi przechodzi, i już niby wszystko jest ok. No właśnie- niby, bo jednak niesmak pozostaje. A poza tym jestem osobą mega wrażliwą i nie mam serca go zostawić bo wydaje mi się że mu na mnie zależy.. nie wiem czy to wszystko jest spójne, ale pisze to co myślę. Tak wiem, że te powody są bez sensu, i że powinnam się wyprowadzić ale no niestety strach mnie ogranicza. Myślę że jak znajdę pracę i trochę oszczedzę to poczuje się pewniej, ale z drugiej strony bez sensu być z kimś "na siłę"
Odpowiedz
#9
(21-10-2020, 21:18 PM)Kinga787878 napisał(a): Hejka. Jestem z moim chłopakiem kilka miesięcy. Jak widywaliśmy się z jego ojcem to czasami mówiłam mu "dzień dobry" a czasami nie, bo np wchodził do domu nagle i byłam w innym pomieszczeniu, i nie wiedziałam czy krzyczeć.. Dzisiaj podjechaliśmy samochodem, był jego ojciec i ja głupia nie powiedziałam dzień dobry. Chciałam to zrobić, ale nie mogłam tego z siebie wydusić  Ściana chyba boje się że ta druga osoba może mi nie odpowiedzieć, nie wiem co mnie blokuje. Chłopak mnie zwyzywał że nie mam za grosz kultury i że nigdy nie miał takiej dziewczyny i mi się dodatkowo zrobiło źle. Jest mi strasznie wstyd że takiej prostej rzeczy nie potrafię zrobić. Ja ogólnie zawsze miałam jakiś problem z witaniem się. Oprócz tego stresuje się kontaktem z jego rodziną, i jednym jego kolegą który jest mega śmiały. Widziałam się z tym kolega już kilkanaście razy ale i tak nigdy nie jestem w stanie wykrztusić więcej niż jednego zdania, bo się poprostu stresuje. Jak chłopak wychodzi z kolegami to ja nie chcę, bo nie chce żeby zobaczyli jaka jestem dziwna że się nie odzywam. Chłopak już mi kilka razy zwracal uwagę że szkoda że nie jestem taka "do ludzi". Nie chce żeby ten ojciec myślał że jestem niekulturalna. Mam wrażenie że jego rodziną i koledzy mają o mnie źle zdanie, przez to że jestem niesmiala. Często myślę że oni mu mówią coś w stylu "przecież możesz mieć lepszą" albo "skąd ty ją wytrzasnąłeś?" xD Powiedzcie mi szczerze: czy ja się nie nadaje do związku? Każda taka sytuacja sprawia że chce mi się płakać i nie wychodzić z łóżka. Mam tego dosyć, nienawidzę swojego życia i chciałabym być kimś innym. To wszystko staje się nie do zniesienia.. jakby coś to chodziłam na terapię przez pół roku ale nic to nie dało, a leki też nie pomogły Smutny przepraszam że tak chaotycznie ale musiałam się wygadać
Cześć, miło cię poznać i powiem Ci mam ten sam problem. Gdy jadę gdzies z chłopakiem dopada mnie stres, najchętniej również unikam każdych spotkań z jego znajomymi, z jednego nawet uciekłam w połowie . Bardzo ciężko znaleźć mi pracę bo w każdym miejscu, gdzie potrzebują są ludzie. Idąc do sklepu po jakiś produkt, po drodze powtarzam w głowie formułkę co mam powiedzieć ekspedientce... Co jakiś czas również nachodzą mnie myśli, że wszystko jest moją winą, bo... To może niech zostanie na inną rozmowę. Chciałam tylko napisać, żebyś nigdy nie myślała, że coś z tobą nie tak. To, że światem rządzą ekstrawertycy nie znaczy, że bycie osobą spokojną i cichą jest złe. Stres i strach natomiast już jest zły, wiem jak potrafi niszczyć życie i zamieniać myśli w truciznę. Najważniejsze w takim momencie mieć wsparcie. Porozmawiaj szczerze ze swoim chłopakiem, wytłumacz mu ile cie kosztuje odezwanie się do kogoś czy wyjście wspólne. Pomóż mu zrozumieć swoje postępowanie, że nie jest dyktowane brakiem kultury. Rozmowa jest bardzo ważna, ja mam szczęście bo mój chłopak mnie rozumie, mimo że jest moim przeciwieństwem. Pomaga mi stawiać małe kroczki i ciągle podbudowuje pewność siebie mimo, że czasem to jak grochem o ścianę xD Życzę ci dużo siły i odwagi, a gdybyś chciała popisać z kimś, wygadac sie, wal śmiało Uśmiech Pozdrawiam cieplutko.
Odpowiedz
#10
(22-10-2020, 15:17 PM)Kinga787878 napisał(a): Silent dziękuję, pomogłeś mi inaczej spojrzeć na tą sytuację. Miałam takie wyrzuty sumienia że to ja zawiniłam, a nawet nie pomyślałam że mój chłopak zachował się jak burak. To co tutaj opisałam to jeszcze nic. Uwierz, że zdarzały się jeszcze gorsze akcje z nim związane. Gorsze rzeczy potrafił powiedzieć.. Dlaczego z nim jestem? Jest kilka powodow. Mieszkamy razem, a ja bez pracy narazie nie mam możliwości żeby wynająć pokój bo trzeba opłacić czynsz, kaucję a poza tym nie mam siły męczyć się z przenoszeniem rzeczy bo nie mam samochodu. Po drugie często jak się kłócimy to już jestem pewna że nie chce z nim być, ale brakuje mi odwagi żeby z nim zerwać bo boje się zostać sama. Boje się że sobie nie poradzę z tym wszystkim, bo jak mówiłam nie mam pracy i nie chce wracać do rodziców. Po trzecie po kłótni złość mi przechodzi, i już niby wszystko jest ok. No właśnie- niby, bo jednak niesmak pozostaje. A poza tym jestem osobą mega wrażliwą i nie mam serca go zostawić bo wydaje mi się że mu na mnie zależy.. nie wiem czy to wszystko jest spójne, ale pisze to co myślę. Tak wiem, że te powody są bez sensu, i że powinnam się wyprowadzić ale no niestety strach mnie ogranicza. Myślę że jak znajdę pracę i trochę oszczedzę to poczuje się pewniej, ale z drugiej strony bez sensu być z kimś "na siłę"

Mój post był nieco radykalny, mam dziś naprawdę wyjątkowo paskudny dzień i łatwiej było wybuchnąć choć jak stwierdziłem wcześniej jestem wyjątkowo czuły na takie rzeczy i od razu w sumie domyśliłem się, że to co piszesz to tylko jakaś namiastka. Nie pytaj skąd Wywracanie oczami Oczywiście nie sugeruję byś biegła i zaraz zrywała z chłopakiem bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Fajnie opisała to @Arvena. Powinnaś zacząć od rozmowy z nim i uświadomić go nieco w swych problemach by zrozumiał (choć trochę taktu i myślenia by mu się przydało, nawet jeśli bowiem nie do końca rozumie Twoje problemy to nie daje mu mandatu do tego by Cię upokarzać, bowiem na mój gust inaczej tego nazwać się nie da w momencie kiedy porównuje on Ciebie do swych byłych niejako wywyższając ich postawę i wymyślając Ci, że kultury nie masz). Myślę, że macie w sumie sporo do przepracowania, a sukces zależy od tego jak on będzie współpracował i jak bardzo się w to zaangażuje, a przede wszystkim od tego jak bardzo mu na Tobie zależy. Tobie, kobiecie o wysokiej wrażliwości, a nie niewolnicy pokornej, która na każde jego skinienie zrobi wszystko co jej karze. (Boziu, ja biedny wystarczy, że przyznam się do cukrzycy by skutecznie odstraszyć panienki, a tutaj taki agent zachował się jak kawał łajzy i taka Kinia nawet się nie zorientowała z tych emocji... Ludzie to jednak majo szczęście Język Gorzej, że sami je niszczą...)

Twoja odpowiedź niestety trochę mnie przeraża bo wszystko wskazuje na to, że z tą "niewolnicą" to grama przesady nie ma. OK, rozumiem, że masz trudną sytuację, ale jednak troszkę zbyt trudną Zdezorientowany Tzn. troszeczkę Ci jakby to ująć scenariusz życiowy się posypał. Pewnie bym jakiejś szczególnej uwagi nawet sam na to nie zwrócił jeszcze jakieś 10 lat temu, ale przez tą dekadę niestety łyknąłem sporej dozy doświadczeń z różnymi rzeczami, w podobnej sytuacji wprawdzie nie byłem ale powiedzmy, że miałem pewne analogiczne względem nieśmiałości i niepewności, tej bardzo właśnie negatywnej nieśmiałości, która czyni z nas niestety niewolników właśnie. Chodzi mi oczywiście o to, że jak wspomniałaś mieszkasz z nim i masz obawy przed ewentualnym rozstaniem. (Samo to, że boisz się rozmawiać z nim o swych emocjach już dobrze nie wróży temu związkowi. Nie chcę straszyć, ale wasze relacje z tego opisu wpisują się w coś w rodzaju "przyzwyczajenia związkowego". Jemu jest dobrze, przywykł już, że jesteście razem i generalnie od dupki troszkę mu odelżyło jak mawia moja matula i nie widzi sensu starania się o Ciebie, a Ty z kolei nawet jeśli masz dosyć to boisz się ewentualnych konsekwencji i jego reakcji, a do tego sama przywykłaś do związku z nim i obawiasz się utracenia tego wszystkiego na co ciężko pracowałaś jeśli chodzi o ten związek bo wiadomo, wszystkie te dobre chwile, wspomnienia i cała reszta.) To, że jesteś od niego uzależniona to nie jest dobre, a wręcz jest niestety destrukcyjne wobec Ciebie nawet jeśli sobie z tego początkowo jakiejś sprawy nie zdajesz. To niestety powoduje, że nie jesteś niezależna i musisz tańczyć jak Ci inni zagrają. Rodzina, chłopak, rodzina chłopaka, jego znajomi ect... Ty nawet jeśli nie będziesz chciała i będziesz się przed tym broniła to i tak możesz stać się popychadłem tylko dlatego, że ktoś tutaj z obok wspomnianych Cię do tego zmusi bo będzie miał takie widzi misię. Brzmi okropnie prawda? Co gorsza tak okropnie, że wręcz nieprawdopodobnie, a jednak pierdyliard ludzi właśnie tak ma, a niestety o ile ja osobiście bardzo cenię sobie nieśmiałość jako cechę wywodzącą się z wrażliwości właśnie, o tyle w tym wypadku ta nieśmiałość jest pewnym wytrychem, dzięki któremu właśnie można wykorzystać Twoją zależność. Jedyna metoda to stać się niezależnym w danym temacie. Ja wiem, z dnia na dzień tego nie zrobisz bo nie ma takiej opcji nawet ale polecam Ci się zmotywować i już od dziś zacząć do tego dążyć. Lata temu miałem taką sytuację, że po prostu jak to nieśmiałek miałem lęk przed załatwianiem jednej sprawy, a musiałem co roku ją załatwiać. Niestety z pewnych osobistych przyczyn muszę opisać to dosyć ogólnikowo Zdezorientowany Wówczas miałem pewną znajomą, która zadeklarowała się pomóc mi w tej sprawie bowiem pracowała w instytucji, w której musiałem tą sprawę dość dla mnie ważną załatwiać. Dzięki jej pomocy nie musiałem tego robić, ale z czasem pokłóciliśmy się i to tak bardzo na noże jak to się mówi. Znajomość ustała, a sprawę trzeba było jakoś załatwić. Siłą rzeczy musiałem się przemóc, bo w innym wypadku miałbym problemy. Wówczas właśnie uświadomiłem sobie, że tak jest w wielu sytuacjach i uzależnianie się od kogoś, szczególnie z czymś ważnym prowadzi do poważnych problemów, które w konsekwencji mogą nawet życie zrujnować. To, że Ty nie możesz po prostu wyjść i trzasnąć drzwiami za chłopakiem kiedy ten ani śmie Cię szanować, bo posypałby Ci się grunt pod nogami to jest właśnie taki problem.

Inną sprawą jest to, że troszkę uzależniasz, może nawet nie tyle szczęście co swoje być albo nie być od właśnie bycia w związku. Z Twojej wypowiedzi wynika, że nie za bardzo widzisz się w roli singielki. Myśl o tym zdaje się trochę Cię przytłaczać. I rzeczywiście nic fajnego, nie pamiętam w jakim wieku jesteś, ale na starsze lata to już w ogóle ogromny ciężar nagle zostać samemu. Gdzieś jednak słyszałem, chyba na Youtube (nie wiem czy Szlęzak na jednym ze swoich vlogów tego nie mówiła), że to jest właśnie dosyć częsty błąd popełniany przez ludzi, a mianowicie uzależnianie swojego szczęścia od innych osób. To jest niestety już kolejny wytrych do niewolnictwa, a co większa szczęścia nie daje. Bo nie oszukujmy się, nawet gdyby wszystko było OK między Tobą a nim to i tak żyjesz w pewnej swego rodzaju presji bo zbierając to wszystko do kupy, ewentualne zerwanie jawi się jako scenariusz końca świata wręcz. Podam tutaj jednak przykład mojej ukochanej przyjaciółki ze studiów. Poznałem ją kiedy była już kilka ładny lat z chłopakiem, którymś już z kolei, ale z tym dzieliła zdecydowanie wiele wspólnych chwil i nawet już śniła jak ma z nim dziecko. Tak więc nie była to jakaś przelotna miłość tylko tak jak najbardziej na poważnie. Kiedy byliśmy na drugim roku studiów to zaczęło się psuć między nimi. Nie to, że on jej jakoś nie szanował czy coś, ale zwyczajnie były takie bardziej drobne bądź mniej rzeczy, które on robił lub zaniechał co jej się nie podobały. Mniejsza o szczegóły bo już i tak nie pamiętam dokładnie, a z resztą uszanujmy prywatność mej przyjaciółki Duży uśmiech Nastały bardzo trudne czasy. Ona nie potrafiła cieszyć się z życia, pomału zaczęła topić smutki w alkoholu i generalnie coś co nazywamy jesienną chandrą to u niej było do kwadratu i tak codziennie przez całe miesiące. Któregoś pięknego dnia postanowiła, że to musi się skończyć i zerwała z nim. (Swoją drogą odprowadzała mnie raz na parking, a po nią przyjechał właśnie ten chłopak i mnie z nią widział, a nawet nie zaproponowała bym podszedł i go poznał.) To była najgorsza chwila w jej życiu bo też jest bardzo wrażliwą osobą i miała całą masę pięknych wspomnień, a nawet zapewne jakieś wspólne wizje przyszłości itd. Zrobiła to, popłakała się, odchorowała, a kiedy spotkałem ją na zjezdzie kilka dni później to tak prze szczęśliwej to jej od poznania nie widziałem. Normalnie nowy duch w nią wstąpił mimo, że była singielką, a też już wtedy czuła się dosyć staro i też miała obawę czy dobrze zrobi jeśli zerwie. Ledwie chyba miesiąc minął, a ona poznała miłość swego życia i uśmiech z jej twarzy prawie nie znika. W każdym razie na obecnego chłopaka nie słyszałem słowa krytyki i już miałem okazję go poznać bo odwiedziłem ich w ich wspólnym domu. Oczywiście dziewczyna w lotka nie wygrała, ale sytuacji majątkowej w odniesieniu do zamieszkania z wiadomych względów omawiać nie zamierzam Oczko Ah i oczywiście byłbym zapomniał - są już zaręczeni Serce

W sumie to nie wiem co chcesz od swoich postów, są bardzo czytelne, to bardziej ja chaotycznie piszę Zawstydzony Chciałbym Ci jednak uświadomić, że zerwanie to wcale nie musi i wręcz nie powinien być koniec świata bowiem nie wiadomo gdzie szczęście czaić się może. A już największym grzechem pierworodnym jest uzależnianie się od chłopaka, szczególnie jeśli nie ma się jeszcze od niego tak naprawdę obrączki, choć powiedzmy sobie szczerze, że furtka awaryjna zawsze się przydaje i on nie może być świadom tego, że takiej nie posiadasz bo będzie robił co mu się będzie podobało i nie będziesz miała w tej materii nic do powiedzenia bo on będzie liczył się bardziej z kolegami i znajomymi niż z Tobą. Jednocześnie oczywiście nie namawiam Cię na rozstanie bo to tylko jednak z opcji i warto zaznaczyć, że powinna być ostateczna. W pierwszej kolejności musisz zawalczyć o swą niezależność i o zgrozo nauczyć go szacunku do swej osoby, bo bez tego to wykończysz się dziewczyno ze swoją nieśmiałością. Chyba, że nauczysz się żyć jako popychadełko, ale nie chcę byś musiała tak żyć. Nikomu tego nie życzę, że tak powiem - swoje za dziecka widziałem Oczko niejedno też słyszałem, a to, że jesteś nieśmiała i skryta nie czyni z Ciebie kogoś złego.

Co do sytuacji z rodzicem chłopaka to pewnie nic złego sobie nie pomyślał. My nieśmiałki niestety często układamy sobie w głowach scenariusze naszej oceny, które często nie pokrywają się z rzeczywistością. To jest silniejsze od nas, ale to na pewno już wiesz Oczko Powodzonka, trzymamy kciuki by się wszystko dobrze ułożyło Przytulanie
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości