Z kim się lepiej dogadujecie? Z mama czy z tata?
#21
Właściwie to ja też z nikim. Z mamą od jakiegoś czasu zdarza się, że podnosimy na siebie głos, a biadolenia i narzekania ojca nie mam ochoty słuchać oraz jego "złotych rad". Z siostrą jeszcze tak źle nie jest. Nie odzywamy się zbyt często jednak do siebie. Ona pracuje, ma męża i nie chce jej za bardzo głowy zawracać. Czasami jednak jak się spotkamy to porozmawiamy szczerze. O niektórych moich problemach wie i z niektórych się zwierzam, ale nie widzę w tym zrozumienia. Usłyszę co najwyżej radę po raz -enty taką samą. Ot tyle co się wyżalę, z tego co mi leży na sercu. Teraz robię to już rzadziej, bo nie widzę w tym sensu. Ogólnie uważam, że nie jest trudno znaleźć osobę z której można się wyżalić ze swoich smutków, gorzej jest zdecydowanie ze wsparciem i zrozumieniem. Z ciotką utrzymuje kontakt, ale tylko dlatego, że od czasu do czasu coś mi kupi fajnego. Niesamowicie mnie jednak drażni jej wścibstwo i próba kierowania czyimś życiem, więc z dystansem staram się do niej podchodzić. Nie mam żadnego poczucia do któregokolwiek z członków rodziny jakieś silne uczucie. Wszystko co się dzieje w mojej rodzinie sztucznie i nie mam zamiaru brać w jakichś gierkach między rodzinami. Do wszystkiego podchodzę ze sporym dystansem. Czasami wydaje mi się, że sam wszystko i wszystkich wykorzystuje tylko dla swoich celów, a nie po to by zrobić to z miłości do bliźniego lub zwykłej bezinteresowności.
Odpowiedz
#22
Z rodzicami często sobie żartuję. Nawet gdy nie mają humoru staram się ich jakoś podnieść na duchu. Niestety na poważne tematy, czyli o moich problemach i rozterkach nie mogę sobie porozmawiać. Śmieją się z moich problemów i uważają że udaję iż je posiadam. Nie rozumieją poprostu że nieśmiałość widziana oczami domowników jest zupelnie inna niż ta poza domem. Rozmawiać na poważnie mogę tylko z kilkoma osobami. Z nimi mogę poruszyć każdy problem i bolączkę która mi dolega. Czyli reasumując, z rodzicami tak średnio się dogaduję.
Odpowiedz
#23
Z żadnym. Długo byłam wychowywane przez dziadków, więc jakby ta naturalna niby więź "rodzic-dziecko" nie wytworzyła się, Tak jak powinna. Zresztą, moi dziadkowie raczej "super rodzicami" też nie było, nie oszukujmy się. Potrafili kochać tylko po jednym z swoich dzieci, tak się złożyło, że w przypadku obojga rodziców było to ich rodzeństwo. Zarówno Tata jak i mama byli najstarsi z rodzeństwa.

Ja z kolei jestem sama. Często żałuję, że nie miałam takiego kontaktu z Mamą, jakie miały moje koleżanki. Zazdroszczę moim koleżankom, że potrafią powiedzieć, jak miała na imię pierwsza sympatia ich matek ("było, minęło"), jeździły na zakupy z przyjaciółkami matek i ich córkami. Spędzały razem czas, rozmawiały. Znały się. Potrafiły powiedzieć sobie to ważne "kocham cie". Przytulić się.
Odpowiedz
#24
Z mamą lepiej się dogaduję, mama lubi ludzi, jest bardzo dobrą, komunikatywną osobą, można na nią liczyć, z kolei ojciec jest dziwny i z nim w ogóle nie gadam.
Odpowiedz
#25
Żałuję, że czasami mam świadomość tego, ze nie zmienię niczego.
Odpowiedz
#26
Z mamusią... Tato jest jakiś taki zamknięty, a jak zacznie się z nim gadać to można depresji....
Odpowiedz
#27
"A matka? Matka to zawsze matka." cyt. "Galimatias" Duży uśmiech
Odpowiedz
#28
Ani z mamą ani z tatą. Tzn. z tatą to w ogole nie mam kontaktu, w przypadku mamy od kiedy mieszkamy oddzielnie mam wrażenie, ze kazda z nas poszla w swoja strone i poza jakimis swietami nie istniejemy dla siebie.
Odpowiedz
#29
Ja z żadnym z nich nie mam dobrego kontaktu. Wstydzę się poruszać tematy dla mnie wstydliwe, nie lubię kiedy się martwią. Chyba po prostu nie jestem stworzona do kontaktu z ludźmi. Praktycznie nie poruszam z nimi żadnych tematów. Więc nie wiem z kim mam lepszy kontakt.
Odpowiedz
#30
Jako, że z ojcem nie mam żadnego kontaktu od lat, to z mamą. Choć nie jest to więź, jaką bym chciała zbudować w przyszłości ze swoimi dziećmi, jeżeli bym się na takie zdecydowała. U mnie w domu jakoś nigdy temat problemów i uczuć nie był poruszany. Wszystko kręciło się wokół "Co dzisiaj zrobić na obiad?", "Co kupić?", "Jak było w szkole?". Przy czym w tym ostatnim, chodziło głównie o oceny i czy było coś zadane. Mam wrażenie, że za często słyszałam, że inni mają gorzej i że w sumie to się tylko nad sobą użalam. Czasem jest mi przykro, bo chciałabym, żeby ta relacja wyglądała lepiej, ale czuję, że nie jest to możliwe.
Odpowiedz
  


Skocz do: