Życie na kocią łapę.
#1
Co myślicie o sytuacji w której para żyje sobie razem, ale nie myślą o ślubie ani o dzieciach, czyli o założeniu rodziny, przez całe lata? Może jesteście za tym albo przeciwko?
Odpowiedz
#2
Mi jest to ryba. Jeżeli oboje uważają, że tak jest im dobrze to niech tak żyją. Ja osobiście nie chce żyć na kocią łapę.
Odpowiedz
#3
Ech, proszę umotywować Język .
Odpowiedz
#4
To wszystko zależy od podejścia do takich spraw. Niektórzy zwlekają z dziećmi bo sytuacja materialna im na to nie zezwala a ze ślubem zwlekają bo nie są do końca pewni czy to ten jedyny, co jest trochę smutne przynajmniej dla mnie. Jest to decyzja na całe życie a niektórzy podchodzą do tego na zasadzie a bo koleżanki już się ożeniły a to już lata lecą itp. Później niektórzy się dziwią dlaczego tyle rozpada się związków. Reasumując jest to bardzo poważna decyzja która ma wpływ na całe życie więc nie powinno się podchodzić do tego lekką ręką.
Odpowiedz
#5
Ślub to tylko papierek że jest się razem i obrzędek żeby rodziny miały się czym chwalić. Czasem ten papierek nadaje się tylko do tego by się nim podetrzeć bo okazuje się że para nie wytrzymuje z sobą, życie "na kocią łapę" według mnie jest dobrym testem i mądrym podejściem, ślub można wziąć w każdej chwili, pytanie czy wytrzyma się z tą drugą osobą do końca.
Bez ślubu łatwiej odejść od siebie, osobiście znam takie pary które mają już nawet dziecko z sobą i uważają że bez ślubu są szczęśliwsi.

Uważam że to indywidualna sprawa każdego z nas, najlepiej nie wtrącać się w niczyje związki ponieważ to przejaw wścibskości.
Odpowiedz
#6
Mam podobne zdanie na ten temat jak Naali.
Odpowiedz
#7
Różne są powody zawierania małżeństw lub tez ich niezawierania.
Nie zawarłam małżeństwa, gdyż mój facet był alkoholikiem. Był to instynkt, działałam podświadomie, teraz doszłam do wniosku, że postąpiłam dobrze.
Z tego, co wiem, wiele osób rozwiedzionych nie zawiera związków na papierze. Boją się chyba.
Odpowiedz
#8
Co to w ogóle za określenie "na kocią łapę"? To przecież krzywdzące ocenianie ludzi, którzy pozostają wierni... instynktom? Język
Zawieranie małżeństw nie jest czymś naturalnym. Ani w formie cywilnej, ani tym bardziej kościelnej. Oczywiście ma to swoje plusy w pewnych sprawach, ale nie ma co się przejmować, że ludzie gadają. 
Chciałbym mieć tylko takie problemy, że jakimś "bidnym umysłowo" ludziom przeszkadzają moje życiowe wybory Szczęśliwy
Odpowiedz
#9
Wydaje mi się, że życie na "łapę kotka" będzie zjawiskiem coraz częstszym. No bo tak, po co ludzie brali ślub KIEDYŚ: 
1. Religia i strach przed grzechem.
2. Niski status finansowy kobiety, która musiała szukać opiekuna z pracą. 
3. Naciski rodziny (jak dasz karton mleka, to nikt krowy nie kupi). 
4. Z miłości. 
5. Chęć założenia rodziny, czytaj posiadania dzieci.
6. Stabilność związku.


I teraz jak się patrzy na współczesność to tak: w większości numer jeden odpada (statystycznie spada liczba ludzi wierzących - oczywiście nie zanika całkowicie). Numer 2 odpada, bo od lat 60' kobiety zaczęły pracować i są w stanie utrzymywać się same. Numer 3 - mieszkamy częściej w wielkich miastach i nie ma rodziców, którzy kiwają nam palcem. Numer 4 - to zostawimy na deserUśmiech Numer 5: ok, to ma sens, bo jednak wszyscy chcemy żeby dzieci miały oboje rodziców, ale z punktu widzenia prawnego nie jest AŻ TAK LEPIEJ mieć ślub, a i społeczeństwo nie patrzy na to tak źle jak kiedyś : "bękart, nieślubne dziecko" wszystko to pejoratywne określenia dziecka narodzonego z niesformalizowanego związku. 6. Wszystko jest dziś mniej stabilne. Łatwiej podejmujemy decyzje o rozwodach, co pokazują statystyki (ponad 50 %), małżeństwa trwają do końca miłości, a nie do końca życia jak kiedyś. Papierek, a często nawet sakrament nic tu nie zmienia.
No i 4 miłość: to się nie zmieniaUśmiech Ludzie jej potrzebują i potrzebują ją dawać. Dziś to miłość jest czynnikiem decydującym w większości o ślubie, nie pieniądze, czy status, nie ucieczka od rodziców i tak dalej (choć też pewnie takie powody są). Możemy zakochać się w kim chcemy i kiedy chcemy, nikt nam nie zabrania. Możemy nawet zakochać się wiele razyUśmiech 

Tak więc wg mnie, poodpadały argumenty za "niebezpiecznym" deklarowaniem się. Ale co ciekawe, ilość ślubów wcale nie spada drastycznie. Ludzie dalej chcą być z zadeklarowanych związkach, tyle, że powodów teraz szukają w swoim wnętrzu, a nie na zewnątrz. A Wy macie jeszcze jakieś elementy, które poodpadały jako żelazne argumenty na ślub??
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości