Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.


Czy jeżeli będę walczyłz lękiem to będzie coraz lepiej?
#1
Chodzi mi o to czy jeżeli będę na siłę szedł do ludzi, rozmawiał z nimi, odzywał się przy dużej liczbie ludzi to lęki będą coraz słabsze?
Mój terapeuta twierdzi, że tak, ale ja w trochę nie wierzę bo robię to, a lęki nie spadają?
Może jest tu jakaś wyleczona osoba, która powie mi jak to zrobiła, że się wyleczyła i ile to trwało?
Odpowiedz
#2
Chyba odp juz na to pytanie w poprzednim temacie.

Jaki ty masz uklad ze swoim terapeuta? Na razie wychodzi na to ze mowisz mu o swoich przypuszczeniach co moglbys zrobic, a on ci przytakuje. Czy on w ogole proponuje ci jakies cwiczenia, pomaga zrozumiec? Czy jest bierny w tej relacji?
Jak dlugo juz do niego chodzisz?
Bierzesz jakies leki przy tym?
Odpowiedz
#3
(17-05-2016, 16:29 PM)Nestor napisał(a): Chyba odp juz na to pytanie w poprzednim temacie.

Jaki ty masz uklad ze swoim terapeuta? Na razie wychodzi na to ze mowisz mu o swoich przypuszczeniach co moglbys zrobic, a on ci przytakuje. Czy on w ogole proponuje ci jakies cwiczenia, pomaga zrozumiec? Czy jest bierny w tej relacji?
Jak dlugo juz do niego chodzisz?
Bierzesz jakies leki przy tym?

Na terapię chodzę już ok 1,5 roku i jestem w 50% wyleczony, gdyż kiedyś odczuwałem lęk na poziomie 70-80% a teraz jest to 30-50%. Nie pamiętam jak to osiągnąłem. Biorę antydepresanty na FS. Nie potrafię wyłapywać myśli auto.
Odpowiedz
#4
Pain28 jakie leki bierzesz?
Odpowiedz
#5
Przy fobii społecznej bardzo ważne jest też to, żeby pracować nad samooceną, przy niskim poczuciu własnej wartości lęki prawdopodobnie będą się utrzymywały.
Odpowiedz
#6
(17-05-2016, 15:52 PM)Pain28 napisał(a): Chodzi mi o to czy jeżeli będę na siłę szedł do ludzi, rozmawiał z nimi, odzywał się przy dużej liczbie ludzi to lęki będą coraz słabsze?
Mój terapeuta twierdzi, że tak, ale ja w trochę nie wierzę bo robię to, a lęki nie spadają?
Może jest tu jakaś wyleczona osoba, która powie mi jak to zrobiła, że się wyleczyła i ile to trwało?

U mnie kilka lat temu temu nastapila dosc spora poprawa (teraz niestety mam nawrot, ale to inna historia) jak rzucilam sie na "gleboka wode" to znaczy poszlam do pracy, ktora wymagala ciaglego kontaktu z ludzmi. Nie masz nawet pojecia jak bardzo chcialam sie zwolnic przez pierwsze tygodnie!  Zostalam glownie dlatego, ze bylam zbyt niesmiala i balam sie zlozyc wymowienie! Serio, tak bylo - zle sie czulam a nie potrafilam sie z tego wyplatac. Mialam nawet nadzieje, ze moze sami mnie zwolnia...
Jakos jednak wytrzymalam i z czasem bylo tylko lepiej. Po kilku miesiacach, moze roku kontakty z ludzmi staly sie rutyna i chociaz nadal sie ich obawialam to juz zdecydowanie mniej (moze tez dzieki temu ze nie musialy byc dlugie i bylo ich strasznie duzo kazdego dnia).
Wychodzenie do ludzi, zmuszanie sie do odzywania (ja tez to teraz robie tak jak Ty) na pewno tez cos daje, ale wiem, ze w moim przypadku nie ma ani tak szybkiego ani skutecznego dzialania jak ciagle stawianie sie w sytuacji bez wyjscia.
Na pewno jednak nie wolno sie zniechecac ani zaprzestawac tych naszych bitew, nawet jak wydaje Ci sie, ze nie widzisz poprawy bo ona zwykle wymaga czasu a pozniej stalej pielegnacji.
 Podziekowania: bezBrody
Odpowiedz
#7
Cytat:Nie masz nawet pojecia jak bardzo chcialam sie zwolnic przez pierwsze tygodnie! Zostalam glownie dlatego, ze bylam zbyt niesmiala i balam sie zlozyc wymowienie! Serio, tak bylo - zle sie czulam a nie potrafilam sie z tego wyplatac


Hahaha, no nie mów! Ja teraz cierpię takie katusze xD bo pracuję z mnóstwem wygadanych ludzi i już wielokrotnie moje myśli krążyły tymi samymi ścieżkami xD
Odpowiedz
#8
(20-09-2016, 20:21 PM)Lara Croft napisał(a):
Cytat:Nie masz nawet pojecia jak bardzo chcialam sie zwolnic przez pierwsze tygodnie!  Zostalam glownie dlatego, ze bylam zbyt niesmiala i balam sie zlozyc wymowienie! Serio, tak bylo - zle sie czulam a nie potrafilam sie z tego wyplatac


Hahaha, no nie mów! Ja teraz cierpię takie katusze xD bo pracuję z mnóstwem wygadanych ludzi i już wielokrotnie moje myśli krążyły tymi samymi ścieżkami xD

Hahaha, poczatki zawsze sa trudne, ale trzeba probowac i dac sobie troche czasu. Jedynie jak po jakims czasie sie nie poprawia to nalezy myslec o zmianie. Ja na serio nie zwolnilam sie wtedy glownie dlatego, ze jak sobie pomyslalam, ze mam isc do kierownika, zaniesc wypowiedzenie (ktore nawet sobie napisalam Szczerbol  ) i pewnie cos tam jeszcze powiedziec lub odpowiedziec na jakies jego pytania to robilo mi sie slabo (tak zle ze mna bylo!) wiec tkwilam w tym troche jak w wiezieniu. Pozniej oczywiscie cieszylam sie, ze jednak sie nie zwolnilam bo duzo mi ta praca dala, ale poczatek to byl istny horror dla mnie
Odpowiedz
  


Skocz do: