Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.
Usuń tę notatkę
Nie blokuj reklam, wspierasz w ten sposób forum Uśmiech

Usuń tę notatkę
Automatyczny player YouTube został wyłączony do czasu aktualizacji.

Usuń tę notatkę
AKTYWACJA KONTA PRZEZ MAILA JUŻ DZIAŁA. PROSIMY O PONOWIENIE WYSŁANIA MAILA AKTYWACYJNEGO!

Usuń tę notatkę
Czat został przeniesiony na dół forum



- Kalendarz -
#1
Gwiazdka 
Niedawno w Empiku kupiłam sobie mały kalendarzyk - ot, nic szczególnego, taka drobna, różowa popierdółka z zakresem dat od września do sierpnia kolejnego roku - dumnie nazwany "kalendarzem szkolnym". Definitywnie skusiłam się na wygląd, bowiem nie jestem dobra w pilnowaniu terminarza... zazwyczaj moje kalendarze są wypełnione tylko częściowo, bo po prostu z czasem zapominam o wpisywaniu ważnych dla mnie dat, łudząc się, że tym razem moja pamięć mnie nie zawiedzie.

Trzymam go w ręku, doświadczając jego lekkości; głaszczę jego puste stronice; co rusz otwieram na stronie z miejscem na moją wizytówkę... Zauważam, iż kalendarzyk z każdą chwilą tylko coraz bardziej mnie denerwuje - jest piękny... jest śliczny, ale... ale mimowolnie przypomina mi wszystkie moje porażki związane z organizacją życia.

W myślach szybko przeczesuję swoje ostatnie kilka miesięcy swojego życia - jeju, ileż to chciałam zrobić! Ileż to miałam planów... początek wakacji wydawał mi się zgoła datą magiczną, szczególnie, że moi znajomi obiecywali mi wiele atrakcji gdy tylko "zdadzą sesję i zaczną się wakacje". A tutaj już prawie końcówka i z większości planów nici, nic a nic! Ale mniejsza ze znajomymi, co mi samej udało się osiągnąć w tym czasie w rzeczach, które nie wymagały towarzystwa? Niby coś tam zrobiła, niby coś tam osiągnęłam, niby coś tam zwiedziłam i odwiedziłam - a jednak nie czuję satysfakcji tylko rozczarowanie, że nie zrobiłam więcej, więcej, więcej! Że plany, które czekały na mnie, nie zostały zrobione... i teksty w stylu, że życie już takie jest, że się nie da wszystkiego, jakoś mnie nie przekonują... Jestem niezadowolona. A kalendarz, leżący na biurku, tylko coraz bardziej zaczyna mnie przerażać.

Rok. Calutki okrągły rok dla mnie i tylko dla mnie - Boże, jak bardzo napawa mnie strachem myśl, jak wiele czasu będę mogła znowu zmarnować! Będę sobie obiecywać, będę się zachęcać, będę się starać, będę karmić się iluzją zdobywania marzeń, a tak naprawdę nadal będę tą grubą, brzydką okularnicą spędzającą z nudów każdy wolny czas przed komputerem w wirtualnym świecie... Nadal wszystko będzie takie same, tylko czas będzie pędził do przodu, do przodu, aż w końcu zdechnę z rozpaczy, że nie zdążyłam, że nie potrafiłam zdążyć...

Dlaczego jest tak trudno utrzymać dyscyplinę, motywację; czemu się tak bardzo nie chce, skoro się jednak coś chce...? Dlaczego ciągle biegam w kółko, skoro staram się coraz lepiej przygotowywać do wyznaczonych przez siebie zadań? Uuuuuuch... Coś cały czas robię źle, tylko jeszcznie nie wiem co.

Czasami chciałabym być głupia i niekreatywna, by wciąż nie mieć przed oczami tak wiele pomysłów i możliwości... gdyby mój mózg był bardziej schematyczny, wszystko byłoby prostrze - znany codziennie schemat, realizacja typowych marzeń punkt po punkcie - po prostu święty spokój...

A na każdej kartce kalendarza mogłabym wszędzie wpisać to samo.

Biedny, oj biedny mózg... na swój sposób jesteśmy swoimi własnymi niewolnikami...
Life is waiting for the one who loves to live, and it is not a secret... 
Odpowiedz
#2
Jutro wyjeżdżam, więc muszę spakować wszystkie zmartwione myśli, zapakować je do walizki i wyjechać. Nie myśleć o niczym - ani o kalendarzyku, ani o domu, ani tutaj o forum... muszę spróbować się całkowicie wyłączyć. I tak nic nowego nie zrobię, ani nie wymyślę, więc muszę choć trochę postarać się, by wypocząć.
Life is waiting for the one who loves to live, and it is not a secret... 
Odpowiedz
#3
(09-08-2017, 22:09 PM)chrupek napisał(a): Niedawno w Empiku kupiłam sobie mały kalendarzyk - ot, nic szczególnego, taka drobna, różowa popierdółka z zakresem dat od września do sierpnia kolejnego roku - dumnie nazwany "kalendarzem szkolnym". Definitywnie skusiłam się na wygląd, bowiem nie jestem dobra w pilnowaniu terminarza... zazwyczaj moje kalendarze są wypełnione tylko częściowo, bo po prostu z czasem zapominam o wpisywaniu ważnych dla mnie dat, łudząc się, że tym razem moja pamięć mnie nie zawiedzie.

Trzymam go w ręku, doświadczając jego lekkości; głaszczę jego puste stronice; co rusz otwieram na stronie z miejscem na moją wizytówkę... Zauważam, iż kalendarzyk z każdą chwilą tylko coraz bardziej mnie denerwuje - jest piękny... jest śliczny, ale... ale mimowolnie przypomina mi wszystkie moje porażki związane z organizacją życia.

W myślach szybko przeczesuję swoje ostatnie kilka miesięcy swojego życia - jeju, ileż to chciałam zrobić! Ileż to miałam planów... początek wakacji wydawał mi się zgoła datą magiczną, szczególnie, że moi znajomi obiecywali mi wiele atrakcji gdy tylko "zdadzą sesję i zaczną się wakacje". A tutaj już prawie końcówka i z większości planów nici, nic a nic! Ale mniejsza ze znajomymi, co mi samej udało się osiągnąć w tym czasie w rzeczach, które nie wymagały towarzystwa? Niby coś tam zrobiła, niby coś tam osiągnęłam, niby coś tam zwiedziłam i odwiedziłam - a jednak nie czuję satysfakcji tylko rozczarowanie, że nie zrobiłam więcej, więcej, więcej! Że plany, które czekały na mnie, nie zostały zrobione... i teksty w stylu, że życie już takie jest, że się nie da wszystkiego, jakoś mnie nie przekonują... Jestem niezadowolona. A kalendarz, leżący na biurku, tylko coraz bardziej zaczyna mnie przerażać.

Rok. Calutki okrągły rok dla mnie i tylko dla mnie - Boże, jak bardzo napawa mnie strachem myśl, jak wiele czasu będę mogła znowu zmarnować! Będę sobie obiecywać, będę się zachęcać, będę się starać, będę karmić się iluzją zdobywania marzeń, a tak naprawdę nadal będę tą grubą, brzydką okularnicą spędzającą z nudów każdy wolny czas przed komputerem w wirtualnym świecie... Nadal wszystko będzie takie same, tylko czas będzie pędził do przodu, do przodu, aż w końcu zdechnę z rozpaczy, że nie zdążyłam, że nie potrafiłam zdążyć...

Dlaczego jest tak trudno utrzymać dyscyplinę, motywację; czemu się tak bardzo nie chce, skoro się jednak coś chce...? Dlaczego ciągle biegam w kółko, skoro staram się coraz lepiej przygotowywać do wyznaczonych przez siebie zadań? Uuuuuuch... Coś cały czas robię źle, tylko jeszcznie nie wiem co.

Czasami chciałabym być głupia i niekreatywna, by wciąż nie mieć przed oczami tak wiele pomysłów i możliwości... gdyby mój mózg był bardziej schematyczny, wszystko byłoby prostrze - znany codziennie schemat, realizacja typowych marzeń punkt po punkcie - po prostu święty spokój...

A na każdej kartce kalendarza mogłabym wszędzie wpisać to samo.

Biedny, oj biedny mózg... na swój sposób jesteśmy swoimi własnymi niewolnikami...

Trochę jakbym czytał własne rozliczenie z samego siebie ^^ Czasem lepiej żyć bez określonego planu, chwytać dzień... Co zrobić jednak jeśli głupi umysł karze marzyć, a życie weryfikuje marzenia? Jedni urodzili się po to aby czerpać z życia ile wlezie, inni zaś by na to patrzeć i analizować...
[Wideo: ]

"Kiedy mówisz, że kochasz mówisz nieodwołalnie. Kochasz na całe życie."

"Zawsze życie pod górkę... Kiedy skłaniam głowę patrząc pod nogi to wydaje się, że idę do góry..."

"Wstydzę się tego, że wstydzić muszę się..."

"Innym jestem winny tylko to co od innych sam otrzymałem..."

"Nie myli się ten kto nic nie robi..."

"Towar macany należy do macanta..."
Język

Zapraszam na mój blog
Odpowiedz
#4
Wierz, ja nie wierze w cos takiego, jak typ swoich urodzen- ze taka sie urodzilam i koniec. Dla mnie to brzmi jak zalosna wymowka i marne pocieszenie samego siebie, jak usprawiedliwienie, bo po co cokolwiek probowac, skoro taka sie urodzilam i juz nic tego nie zmieni? Tak samo jak zycie - w dupie mam "zycie", jak cos sie zmieni, to trzeba tylko plan zmienic, a nie cel, tak?

Chwytanie dnia spontanicznie jest fajne, ale nie w przypadku, gdy masz dalekosiezne cele i marzenia, ktore chcesz osiagnac - inaczej te marzenia z biegem czasu zdychaja i umieraja - i nici z tego jak w wiekszosci przypadkow.

Problemem jest tu raczej moja nerwica i zamartwianie sie - temu postaram sie troche przystopowac z tym mysleniem. Oczko
Life is waiting for the one who loves to live, and it is not a secret... 
Odpowiedz
#5
(14-08-2017, 23:42 PM)Silent napisał(a): Jedni urodzili się po to aby czerpać z życia ile wlezie, inni zaś by na to patrzeć i analizować...

To jest ototlana bzdura ale chrupek lepeiej napisałą
(15-08-2017, 08:25 AM)chrupek napisał(a): ierz, ja nie wierze w cos takiego, jak typ swoich urodzen- ze taka sie urodzilam i koniec. Dla mnie to brzmi jak zalosna wymowka i marne pocieszenie samego siebie, jak usprawiedliwienie, bo po co cokolwiek probowac, skoro taka sie urodzilam i juz nic tego nie zmieni? Tak samo jak zycie - w dupie mam "zycie", jak cos sie zmieni, to trzeba tylko plan zmienic, a nie cel, tak?

(14-08-2017, 23:42 PM)Silent napisał(a): Czasem lepiej żyć bez określonego planu, chwytać dzień... Co zrobić jednak jeśli głupi umysł karze marzyć, a życie weryfikuje marzenia?

Marzenia po coś są przecież, ale też trzeba różróżnić te które są wykonywalne od tych niedospełnienia. Raczej każdy podąża za marzeniami to jest ich cel w życiu . Każdy takowego potrzebuje
"Nigdy nie walcz o przyjaźń. O fałszywą nie warto, a o prawdziwą nie trzeba. "

Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej – Henry Ford
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz.

Mahatma Gandhi
Odpowiedz
#6
(15-08-2017, 08:25 AM)chrupek napisał(a): Wierz, ja nie wierze w cos takiego, jak typ swoich urodzen- ze taka sie urodzilam i koniec. Dla mnie to brzmi jak zalosna wymowka i marne pocieszenie samego siebie, jak usprawiedliwienie, bo po co cokolwiek probowac, skoro taka sie urodzilam i juz nic tego nie zmieni? Tak samo jak zycie - w dupie mam "zycie", jak cos sie zmieni, to trzeba tylko plan zmienic, a nie cel, tak?

Chwytanie dnia spontanicznie jest fajne, ale nie w przypadku, gdy masz dalekosiezne cele i marzenia, ktore chcesz osiagnac - inaczej te marzenia z biegem czasu zdychaja i umieraja - i nici z tego jak w wiekszosci przypadkow.

Problemem jest tu raczej moja nerwica i zamartwianie sie - temu postaram sie troche przystopowac z tym mysleniem. Oczko

Więc ja nie wiem z czym Ty masz problem. "Mam w dupie życie i problemy z nerwicą i zamartwianiem się" no czym skoro w dupie życie jest kolorowo i fantastycznie????????? Przecie wzajemnie się to wyklucza to albo jedno albo drugie. To tak jak nasi politycy co mają hajs a są ubodzy albo jak w tym powiedzeniu, że Polska to biedny kraj bogatych ludzi. Nie może być coś jednocześnie bezbarwne i kolorowe. Nie mogę jednocześnie pisać teraz posta siedząc w domu i nie mieć internetu.

(15-08-2017, 09:37 AM)sebaxmen napisał(a):
(14-08-2017, 23:42 PM)Silent napisał(a): Jedni urodzili się po to aby czerpać z życia ile wlezie, inni zaś by na to patrzeć i analizować...

To jest ototlana bzdura...

Każdy tak jest wychowywany, a potem nastaje przebudzenie Anioł Albo i nie Język

Tego z wymówkami to już nawet nie chce mi się poruszać, bo najlepszą wymówką jest gadanie o wymówkach i przypisywanie ich innym. Jest to super sport, który dla niektórych jest nawet dochodowy bo choćby pierwszy lepszy przykład, jak szef korpogówna wyjaśni korpoludkowi (co wiem, że ma miejsce niejednokrotnie w różnych firmach), że powinien dbać o wspólny interes jakim jest korporacja i harować po godzinach bo przełoży się to na korzyści dla wszystkich, a to że obiecany awans się nie zbliża i kasy za nadgodziny nie ma to stanowi wyłącznie wymówkę dla destabilizacji firmy no to szefu ma niezły hajsik za wiernego oddańca korporacyjnego Ninja
[Wideo: ]

"Kiedy mówisz, że kochasz mówisz nieodwołalnie. Kochasz na całe życie."

"Zawsze życie pod górkę... Kiedy skłaniam głowę patrząc pod nogi to wydaje się, że idę do góry..."

"Wstydzę się tego, że wstydzić muszę się..."

"Innym jestem winny tylko to co od innych sam otrzymałem..."

"Nie myli się ten kto nic nie robi..."

"Towar macany należy do macanta..."
Język

Zapraszam na mój blog
Odpowiedz
#7
Dlatego Silent lecze sie psychiatrycznie, nie? Duży uśmiech
Life is waiting for the one who loves to live, and it is not a secret... 
Odpowiedz
#8
Słomiany zapał to dość powszechne zjawisko. Zapał jest przydatny,bo jest dla nas jak powiew żaglu, należy więc z niego korzystać póki się ma. Gdy mija trzeba niestety iść krok za krokiem,niejednokrotnie z trudem zmuszając się. Moim zdaniem lepszego sposobu nie ma, jak skupić się na małych krokach,zrobić sobie jakąś listę celów czy coś,skupiać się na aktualnie wykonywanych krokach, jeśli się nie chce to trzeba się do tego zmusić. Nie jednokrotnie psychika mówiła mi "Nie dam rady" ale rozum podpowiadał później lub od razu mówił by powstać i walczyć dalej. Zmuszanie się opłaca bo gdy przejdziesz przez ten trudny okres, to potem nabierasz wiatru w żagle i przyśpieszenia. Nie da się utrzymać jednakowej motywacji i zapału do spełnienia celu.
Odpowiedz
  


Skocz do: