Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.


Kompleksiki
#11
A brak akceptacji siebie bierze się z niskiego poczucia wartości i kółko się zamyka

Wysłane z mojego SM-J530F przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#12
(19-12-2019, 23:27 PM)Fuksja napisał(a): Zgadza się. Kompleksy biorą się z braku akceptacji samych siebie i ciągłego porównywania się do innych. Mogą dotyczyć wszystkiego: wyglądu, charakteru, pozycji społecznej itp. Żeby się pozbyć tego typu myślenia trzeba chyba przede wszystkim uświadomić sobie że ideały nie istnieją, a każdy człowiek składa się zarówno z zalet jak i wad. Warto się po prostu nauczyć uwydatniać te zalety a wady eliminować (jeśli się da) lub zaakceptować. Nie widzę innego sposobu Uśmiech

Bardzo mądrze napisane Duży uśmiech
Odpowiedz
#13
Ja siebie nie potrafię akceptować, chodzi mi o ciało, które mam, stąd wzięło się moje odchudzanie. To wina społeczeństwa, które wmawia kobietom, że muszą być szczupłe. Gdyby nie było tej mody na szczupłość to bym mogła siebie akceptować i żyć normalnie. Moje sukcesy życiowe, które odniosłam wynikają z mądrości życiowej a nie są wynikiem wyglądu czy wagi.
Odpowiedz
#14
(05-01-2020, 08:51 AM)myimmortal napisał(a): Ja siebie nie potrafię akceptować, chodzi mi o ciało, które mam, stąd wzięło się moje odchudzanie. To wina społeczeństwa, które wmawia kobietom, że muszą być szczupłe. Gdyby nie było tej mody na szczupłość to bym mogła siebie akceptować i żyć normalnie. Moje sukcesy życiowe, które odniosłam wynikają z mądrości życiowej a nie są wynikiem wyglądu czy wagi.

A robisz coś.w.kierunku zmiany myslenia?
Odpowiedz
#15
No cóż... Ja też mam lekkie kompleksy związane z wagą. Ale nie wynikają one tyle z tego, że jest jakaś moda na szczupłych tylko bardziej z tego, że kiedy byłem mały to byłem szczupły i się sobie podobałem i zawsze utożsamiałem się z ludźmi szczupłymi. Wszystko zaczęło się zmieniać w czasach dojrzewania jeszcze przed ukończeniem podstawówki kiedy zacząłem tyć. Wtedy jednak nie przejmowałem się tym bo liczyłem na to, że jak hormony itp. się unormują to i brzuszek zniknie. Nie zniknął... Ale żyłem tak ponad 10 lat i nie szczególnie przywiązywałem do tego wagę, jednak ostatnio mi to zaczęło przeszkadzać i jestem sam na siebie zły, że nic z tym nie zrobiłem przez tyle lat. Trochę też zły jestem na rodzinę, bo ja uważam, że mam jeszcze sporo do zrzucenia, bo nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz swój pępek widziałem, a wszyscy na około twierdzą, że już niby jest wspaniale... Na czele z moją mamą, która jedzonka mi nie żałuje, a ja zjeść sobie lubię aż nadto... Jakiż mój zaciesz był wczoraj wieczorem w łazience kiedy stanąłem na wadze, a ta pokazała 74 kg. Warto podkreślić, że za nami okres świąteczny kiedy właśnie się sporo je. I ja sobie nie żałowałem, choć starałem się także nie przesadzać jakoś bardzo i schudłem cały kilogram przez ten okres. Przy ostatniej wizycie u diabetologa ważyłem 82 kg i ten już chciał rozpocząć leczenie mojego podwyższonego ciśnienia. Dał mi czas na schudnięcie do początku roku i chyba wywiązałem się wzorowo skoro jestem lżejszy o 8 kg. Chciałbym jeszcze zrzucić co najmniej 4 o ile nie 6 (to jeszcze ocenię obserwując jak zmienia się moja sylwetka, nie wolno popadać w skrajność i obsesje), ale nie dlatego, że ktoś tego ode mnie oczekuje. Dla innych już jest dobrze, a dalsze chudnięcie wprost naraża mnie na kłótnie w rodzinie, która nie rozumie, że to, że ubrania na mnie wiszą to nie dlatego, że ja jestem za chudy lecz dlatego, że generalnie sporo schudłem, a ubrania są na grubszą wersję mnie. Chcę schudnąć dla samego siebie. To jest wyłącznie moja suwerenna decyzja, która wychodzi mi na zdrowie, bo odkąd się odchudzam indeks glikemiczny leci na łeb na szyję i chyba jest to jedyny argument, który dociera do mojej mamy, bo w innym wypadku robiła by co się da by podtrzymać moją tuszkę. I tak w końcu przejdzie do boju jak uzna, że za chudy jestem, bo teraz już uważa, że jestem w sam raz. Co ciekawe z jakieś rok temu też miałem 74 kg i ona ciągle krzyczy, że byłem stanowczo za chudy Język
Odpowiedz
#16
(05-01-2020, 15:37 PM)Silent napisał(a): No cóż... Ja też mam lekkie kompleksy związane z wagą. Ale nie wynikają one tyle z tego, że jest jakaś moda na szczupłych tylko bardziej z tego, że kiedy byłem mały to byłem szczupły i się sobie podobałem i zawsze utożsamiałem się z ludźmi szczupłymi. Wszystko zaczęło się zmieniać w czasach dojrzewania jeszcze przed ukończeniem podstawówki kiedy zacząłem tyć. Wtedy jednak nie przejmowałem się tym bo liczyłem na to, że jak hormony itp. się unormują to i brzuszek zniknie. Nie zniknął... Ale żyłem tak ponad 10 lat i nie szczególnie przywiązywałem do tego wagę, jednak ostatnio mi to zaczęło przeszkadzać i jestem sam na siebie zły, że nic z tym nie zrobiłem przez tyle lat. Trochę też zły jestem na rodzinę, bo ja uważam, że mam jeszcze sporo do zrzucenia, bo nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz swój pępek widziałem, a wszyscy na około twierdzą, że już niby jest wspaniale... Na czele z moją mamą, która jedzonka mi nie żałuje, a ja zjeść sobie lubię aż nadto... Jakiż mój zaciesz był wczoraj wieczorem w łazience kiedy stanąłem na wadze, a ta pokazała 74 kg. Warto podkreślić, że za nami okres świąteczny kiedy właśnie się sporo je. I ja sobie nie żałowałem, choć starałem się także nie przesadzać jakoś bardzo i schudłem cały kilogram przez ten okres. Przy ostatniej wizycie u diabetologa ważyłem 82 kg i ten już chciał rozpocząć leczenie mojego podwyższonego ciśnienia. Dał mi czas na schudnięcie do początku roku i chyba wywiązałem się wzorowo skoro jestem lżejszy o 8 kg. Chciałbym jeszcze zrzucić co najmniej 4 o ile nie 6 (to jeszcze ocenię obserwując jak zmienia się moja sylwetka, nie wolno popadać w skrajność i obsesje), ale nie dlatego, że ktoś tego ode mnie oczekuje. Dla innych już jest dobrze, a dalsze chudnięcie wprost naraża mnie na kłótnie w rodzinie, która nie rozumie, że to, że ubrania na mnie wiszą to nie dlatego, że ja jestem za chudy lecz dlatego, że generalnie sporo schudłem, a ubrania są na grubszą wersję mnie. Chcę schudnąć dla samego siebie. To jest wyłącznie moja suwerenna decyzja, która wychodzi mi na zdrowie, bo odkąd się odchudzam indeks glikemiczny leci na łeb na szyję i chyba jest to jedyny argument, który dociera do mojej mamy, bo w innym wypadku robiła by co się da by podtrzymać moją tuszkę. I tak w końcu przejdzie do boju jak uzna, że za chudy jestem, bo teraz już uważa, że jestem w sam raz. Co ciekawe z jakieś rok temu też miałem 74 kg i ona ciągle krzyczy, że byłem stanowczo za chudy Język

Ważne że sam to widzisz i chcesz zmienić to co ci.sie.nie podoba. Ważne też ze twoje zdrowie na tym zyskuje.
Odpowiedz
  


Skocz do: