moja historia, przeproszenie i naprawa znajomości
#1
W sumie jest to mój pierwszy taki post i nie do końca wiem jak to wszystko opisać, więc jakby były jakieś niejasności, to proszę o zadawanie pytań. Poza tym pewnie będzie chaotycznie, ale to wszystko jest długie i nie wiem jak to napisać tak, by ktoś zrozumiał wszystko w kilku zdaniach i nie pominąć wszystkiego. Zrobię jakieś punkty bo dużo napisałem i może ktoś nie przeczyta od razu wszystkiego.
   1.Generalnie znam taką dziewczynę od długiego czasu i kiedyś się pokłóciliśmy (jestem trochę chory psychicznie, oraz żyłem całe życie w patologii i jak raz się na nią zdenerwowałem + miałem manię to zrobiłem coś zjebanego (nie zrobiłem jej nic, tylko wysłałem coś, po czym nie chciała mnie znać)). Generalnie nie chciała mnie znać, próbowałem to jakoś naprawiać, aż w pewnym momencie (po około 2 miesiącach) powiedziałem wszystko, że nie wiedziałem jak to naprawić  i pisałem tyle co nic. Wytłumaczyłem jej jak to wszystko wygląda, że myślałem, że nie będzie mnie już chciała znać, że to wszystko wygląda jak wymówka itp. Generalnie ona sama ma depresję i zauważyłem to jakieś 7 miesięcy przed tym jak zaczęliśmy ze sobą pisać.
    2.Wybaczyła mi i było potem dobrze przez jakiś czas. Potem chciałem się zmienić, bo uznałem, że muszę jej jakoś rekompensować to, że czasami zachowuję się jak zjebany ktoś (generalnie to mnie zniszczyło o czym uświadomiłem sobie kilka dni temu, ale o tym później). Zacząłem ją też o większość rzeczy przepraszać, co też mnie niszczyło.
    3.Wszystko było fajnie i pięknie, ale w pewnym momencie zaczęło mnie zastanawiać, że nawet się nie witamy na korytarzu w szkole ani nic. Dowiedziałem się, że nie chce ona łączyć świata rzeczywistego z internetowym. Jeszcze w wakacje chciała ze mną spędzać czas, a ja się bałem, że wszystko się powtórzy z dzieciństwa (na prawdę nie miałem nikogo normalnego jako znajomego). W pewnym momencie zaczęło mi na niej zależeć, aż za bardzo i chyba coś zacząłem do niej czuć. O ile prędzej chciałem jej pomagać w różnych rzeczach i ją wspierać, to teraz chciałem czegoś więcej, chciałem po prostu spędzać z nią czas. W pewnym momencie już zapytałem się dlaczego tak jest i powiedziałem, że mi na niej zależy. Chciała to zakończyć, ale nie zrobiła tego.Jak się spytałem co we mnie jest złego powiedziała mi, że wzrost (jestem niższy, ale wiedziałem, że akurat to nie było dla niej problemem). W pewnym momencie zaczęła mi wybijać ten pomysł z głowy różnymi zdaniami, że jestem debilem, bo ona mi się podoba.  Zacząłem uważać się za totalnego frajera który na to zasługuje, bo jestem ohydny itp. W pewnym momencie jak coś mówiła i ją zdenerwowałem, to zaczęła mnie obrażać (zdenerwowałem ją czymś, co nie było złe ani nic, po prostu miała zły dzień) i chyba uznałem, że muszę jej powiedzieć o mojej przeszłości (ktoś mi też radził to zrobić). Dobra, było dziwnie dla mnie, bo nie lubię narzekać ale ok, było chyba lepiej. Przez jakiś czas było dobrze, ale potem zaczęły się kłótnie w których się niszczyłem - uznawałem wszystko za moją winę, zawsze przepraszałem. W pewnym momencie przestałem widzieć w sobie zalety i widziałem tylko wady. Przez patologię w domu (widziałem jak moja mama miała kilku facetów na raz, obrażała mnie jak kogoś pomyliłem jak gadała przez telefon i mi go dawała do rozmowy, ruchała się przy mnie w nocy w moim pokoju pomimo tego, że mogła to robić w innym i byłem zastraszany, że jak nie pójdę spać, albo nie przestanę się ruszać to coś mi zrobią, widziałem też jedną zdradę na niej ale nie wiem który to był już jej mężczyzna więc ona już prędzej była zła) myślałem, że ona (ta koleżanka) się mną bawi. Podświadomie chciałem zakończyć tę znajomość a choroba psychiczna była o tyle gorsza, że się poddałem i myślałem, że to moja wina, że się źle czuję, że tak na prawdę nic mi nie jest (w sumie często tak myślałem).Generalnie mama zawsze mnie miała w dupie a jedyny powód dlaczego zacząłem się leczyć to to, że jej obecny facet powiedział, że jeśli chcę iść do psychiatry to ma mnie tam wysłać. Więc po pewnym czasie mówienia przeze mnie, że jestem nikim i tego, że ma znaleźć sobie kogoś lepszego mnie zostawiła zniszczonego (możliwe, że uwierzyła, że potrzebuję czasu, możliwe, że serio nie chce mnie znać.)
    4.W tym momencie załamałem się całkowicie. Zapewniała mnie, że chce mnie znać i nagle coś takiego. W głowie już miałem dużo myśli na temat tego wszystkiego. Czasami mam jakieś zjebane wizje i w nich zaczęła się ona pojawiać jeszcze częściej jak mnie zdradza (nie spotykaliśmy się tak dużo razy, że coś większego było między nami). Miałem już paranoję i ona wiedziała, że nie potrafię jej zaufać w pełni. Widziała to wszystko. Prosiłem ją po tym zostawieniu, żeby wróciła, że udało mi się załatwić wizytę u psychiatry ( na prawdę jestem chory, żeby nie było). Prosiłem, by chociaż dała mi nadzieję. I znowu się stało - przeszły mi stany depresyjne, ale nadal uważałem, że ona nie chce mnie znać i się mną bawi, no cóż. Powiedziała mi, że wszystko udawała, że się mną bawiła, że często tak robiła, że jestem żałosny. Rozmowa ta trwała przez 3 godziny i w pewnym momencie powiedziała 'do zobaczenia za 3 miesiące'. Nie rozumiałem tego i do teraz nie wiem, czy to nie oznaczało, że mam jeszcze szansę.
    5.Na początku myślałem, że mówiła mi prawdę, ale dopiero po nadbudowaniu mojej pewności siebie ogarnąłem, że to musiał być absurd i chciała bym się załamał (wiedziała, że muszę się załamać, by się coś stało i wiedziała, że jeśli będę chciał się zabić, to będę próbował się udusić). Generalnie miałem 2 próby samobójcze z czego pierwsza, która była 2,5 lat temu  mi nie wyszłą a druga była tak o, żeby zobaczyć czy bez przygotowania mi się uda to zrobić.
   6.I teraz pojawia się najgorsza rzecz - ogarnąłem już się z tego wszystkiego (choroba jest dalej i nie będzie nigdy perfekcyjnie, ale jest dobrze) tylko, że nie wiem co robić. Chcę pójść do niej do domu i powedzieć o wszystkim, ale nie wiem jak to zrobić (Nie chodziłem nigdy do normalnych ludzi). Miałem w zamiarach kupić jakieś kwiaty, czekoladę i napisać list z wytłumaczeniem co i jak( list po to, że jakby mnie nie chciała widzieć to bym mógł go dać). Chodzę w dresie i nie wiem, czy nie załatwić jakichś dżinsów, żeby było ładnie ( nie jestem dresem, ale te spodnie są wygodniejsze).
   7.W sumie nie rozmawiamy ze sobą od jakiegoś czasu i przez ten czas dużo myślałem i ogarnąłem, że przyczyną tego była tylko moja niska samoocena, bo prędzej sobie radziłem z tym wszystkim, ale jestem ułomny i nie rozumiem niektórych rzeczy, bo nie miałem momentu w którym bym mógł się tego nauczyć.
   Może być dużo niejasności ze względu na styl pisania itd, ale lepiej bym tak napisał, niż wcale. Myślałem o pisaniu wszystkiego jak mój problem zaczął się pojawiać i się z nią znaliśmy, więc i tak długo zwlekałem.
Odpowiedz
#2
To co napisałeś jest bardzo przykre. Przeżyłeś bardzo dużo już w młodym wieku. Mam jednak nadzieję,że już chociaż wyrzucenie tego z siebie trochę Ci pomogło.
Trochę nie ogarnęłam - czy Ty nadal chodzisz do psychiatry? Chodzisz do psychologa?

Nie bardzo rozumiem Waszą relację, wydaje się być toksyczna.. Ja rozumiem, że Ty robiłeś nieprzyjemne akcje.. ale wiesz..
Ona nie powinna była Ci mówić tego '' Powiedziała mi, że wszystko udawała, że się mną bawiła, że często tak robiła, że jestem żałosny. Rozmowa ta trwała przez 3 godziny i w pewnym momencie powiedziała 'do zobaczenia za 3 miesiące'. Nie rozumiałem tego i do teraz nie wiem, czy to nie oznaczało, że mam jeszcze szansę.''
Powinieneś przemyśleć czy taka znajomość jest dla Ciebie dobra, czy ona aby nie pogarsza Twojego stanu.
Może warto byłoby leczyć się dalej i układać sobie życie na spokojnie, z daleka od tej dziewczyny i dopiero wtedy, gdy staniesz pewniej na nogach i nie będziesz czuł się taki zniewolony tym uczuciem podejmiesz decyzję czy nadal chcesz ją znać czy nie..
Odpowiedz
#3
Grneralnie popieram Des, ale od siebie powiem tak. Daj sobie z nią spokój. Jeśli się Tobą bawiła to nie ma nawet celu jaki mógłby to usprawiedliwić nawet jeśli by nie znała Twych provlemów a znała prawda? Tutaj nie ma co się obwiniać, wiem jak to jest zastanawiać się "a może to wszystko przeze mnie?", wiele razy tak miałem i to tylko prowadzi do autodestrukcji. Sam widzisz, że jesteś zdany na siebie i nikt nie zamierza ręki wyciągnąć więc musisz twardo stąpać po ziemii i nie obawiać się przyznać do krzywdy jaka spotkała Cię ze strony tych, których kochasz. Napisałeś dużo o swej matce, nie wypada mi komentować i myślę nikomu też, ale jeśli wolno zapytać co ojcem? Jak z nim sprawa wygląda? Bo z tego co widzę to matce by się niezły wjazd prokuratora przydał... Bez urazy, ale krew się burzy...
Odpowiedz
#4
Ojciec od niej (mojej mamy) odszedł jak miałem 1,5 roku. Ponoć zaczął pić i mama go wyrzuciła, ale ile w tym jest prawdy to nie wiem. Nie chodzę do psychologa ani psychiatry, ale mam zapisane jakieś badania. Jak chodzi o nią, to tak na prawdę ona mnie wspierała, ale przez ostatni miesiąc ciągle jej tak gadałem bo już byłem zniszczony. W sumie to dzięki niej żyję. I co do tego co powiedzieliście - nie chcę odpuścić, bo ona mnie tak na prawdę akceptowała, ale spróbuję najpierw poukładać sobie wszystko (nie wiem tak na prawdę co mam zrobić). W sumie w poście nie napisałem tego, że była dla mnie dobra, przez co mogliście trochę źle o niej pomyśleć. Nie bronię jej jakoś, ale było o wiele więcej dobra niż zła, tylko ja się pogubiłem w tym i zacząłem się obwiniać. Mam też problem z zaufaniem.
Odpowiedz
#5
Cóż... Jaka jest prawda ro wiecie tylk wy dwoje. Nie raz też już tak miałem, że dostawałem nóż w plecy od osoby, która zapierała się, że chce dpa mnie jak najlepiej. Dobrze, że od odtatniego takiego wydarzenia minęła już kupa czasu...
Odpowiedz
#6
Chyba pora trochę poukładać sobie w głowie.
Zastanow się, co możesz jej dać dobrego od siebie.
Powinieneś zająć się swoim zdrowiem psychicznym.
Odpowiedz
#7
@up Najgorsze jest to, że nawet nie wiem co mam zrobić. Niby już się ogarnąłem, ale boję się, że wszystko się powtórzy.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości