Witaj, jeśli widzisz tą wiadomość to znak, że nie jesteś zalogowany na forum. Szybko utwórz konto klikając tutaj lub po prostu zaloguj się jeśli posiadasz już u nas konto.

Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.
Usuń tę notatkę
, nie blokuj reklam, daj zarobić na utrzymanie strony Uśmiech



  •  Wstecz
  • 1
  • ...
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13(current)
Moja ostatnio przeczytana książka
    Dawno nic nie pisałem na forum. Właściwie to nawet gdy wchodziłem tu regularnie, to niestety nie pisałem za dużo, a tylko wrzucałem piosenki. Dlatego teraz chciałbym wstawić mój post z fb, który opisuje moje przeżycia związane z Mroczną Wieżą. Podobno wg jednej mojej znajomej jest za dużo wielokropków, ale ja chciałem ich wrzucić jeszcze więcej xD No cóż, miłej lektury.

"Człowiek w czerni uciekał przez pustynię, a rewolwerowiec podążał w ślad za nim."
Tymi słowami zaczyna się pierwsza część Mrocznej Wieży. Właściwie to zaczyna się od Wstępu i Przedmowy i nie wspominałbym o tym gdyby nie to, że już czytając Wstęp i Przedmowę wiedziałem, że książka mi się spodoba. Już wtedy King zaczarował mnie tą swoją dziewiętnastką... Ach... Pierwszy raz poczułem taką zgodność, harmonię z... książką! - jakby to dziwnie nie brzmiało. To nieszczęsne dziewiętnaście, które było przyczyną śmierci pewnej barmanki w Rolandzie i przewijało się potem przez kolejne części MW było tak jakby... stworzone specjalnie dla mnie. Gdy zacząłem czytać Rolanda miałem dziewiętnaście lat, dziś skończyłem Wiatr przez dziurkę od klucza i to ostatni dzień, kiedy mam dziewiętnaście lat, a moje imiona i nazwisko mają łącznie dziewiętnaście liter(gdy sobie to uzmysłowiłem poczułem się naprawdę jak bohater tej serii, jeśli ktoś czytał to wie pewnie dlaczego). Ale nie chodzi tylko o liczbę dziewiętnaście. Mroczna Wieża była jak taki... klucz(hehe, przypomina mi się ten który zrobił Eddie), który idealnie do mnie pasuje i otworzył coś we mnie. Jakieś uczucia, przemyślenia, które tam były w środku, we mnie, ale coś musiało je uwolnić, wypuścić. Kiedy napotyka się dobrą książkę, taką która pasuje akurat do nas, to jest to trochę tak, jakby genialny muzyk grał na instrumencie i wydobywał z niego tony niedostępne dla pozostałych. Tylko pytanie czy to książka "gra" na poczuciu estetycznym czytelnika, czy to czytelnik swoimi uczuciami i na pewien sposób będąc po prostu tym kim jest "gra" na książce. Może właśnie sekret w tym, że robią to oboje i zamiast muzyka i instrumentu powinna być para nawzajem pieszczących się osób(ech... kiedy piszesz jakieś głupoty tylko po to, by nie zajmować się pracą na językoznawstwo). Porzucając te dość zawiłe porównania(Detta Walker dodała by pewnie, że w cholerę) chciałem przejść do... czasu. Czasu i tego co wydarzyło się w Pieśni Susannah i Mrocznej Wieży. Pojawienie się samego Stephena Kinga w tej historii było... nooo, dość zaskakujące i poniosło ze sobą naprawdę poważne konsekwencje. Fakt, że napisał książkę, w której mówi o tym, że napisał Rolanda czyli pierwszą część Mrocznej Wieży, a w następnej części(czyli siódmej) jeden z bohaterów wspomina o tym, że King nie zdąży już napisać trzech ostatnich części był... No, to trochę namieszało mi w głowie. Tzn... to jest genialne. I nie jest jakoś specjalnie trudne do wytłumaczenia. Ale kiedy zaczynasz się nad tym zastanawiać, to masz wrażenie, że coś tu mocno nie gra, a z drugiej strony, że to idealnie pasuje do tego wszystkiego. Świat poszedł naprzód i czas zaczął wariować. Skoro książka została wydana, to oznacza, że King zdążył ją napisać, a więc Walter o'Dim(bo to on jest postacią, która powiedziała, że nie zdąży tego zrobić) się pomylił. No cóż, może to po prostu dlatego, że on jest postacią z książki, a to jest prawdziwe życie. Tylko że... na pewien sposób to, co znajduje się w Mrocznej Wieży wydaje się prawdziwsze od tego, co jest naprawdę. Świat przedstawiony w książce jest zawsze fikcyjny(jeju, to literaturoznawstwo się nawet czasem przydaje), nawet jeśli opisuje zdarzenia, które miały rzeczywiście miejsce, ale w przypadku MW po prostu... ma się wrażenie, że to rzeczywistość nie odpowiada światowi przedstawionemu, jakby to ona była fikcyjna, a nie fabuła książki. A w samej fabule mamy na pewien sposób różne... poziomy rzeczywistości. Poziomy Wieży... (wielopoziomowość Love) Trzecia część kończy się na tym, jak ka-tet wsiada do Blaine'a Mono a czwarta od razu kontynuuje ten wątek. Dla bohaterów nie ma tam żadnego przeskoku, ale dla czytelników tak. Zwłaszcza dla tych, którzy musieli czekać ileś lat na to, żeby przeczytać kolejną część. Można powiedzieć, że czas rozciągnął się. Zatrzymał się dla bohaterów, ale oni tego nie zauważyli, no bo dlaczego by mieli to zrobić... To trochę pogmatwane(a co u mnie nie jest pogmatwane xD), ale w kontekście tego, że King sam stał się bohaterem powieści, ale najpierw napisał poprzednie części(tylko że nie w książce, w chwili gdy się pojawił jeszcze nie napisał Ziem Jałowych i Czarnoksiężnika i Kryształu, ale naprawdę już tak) można przyjąć, że na pewien sposób panował nad czasem. Kiedy skończyłem poprzednie zdanie zdałem sobie sprawę z tego, że już sam nie wiem o czym mówię. Czyli właściwie jak zawsze.
Muszę przyznać, że czytając MW mój własny świat(mój mały, prywatny poziom Wieży) poszedł naprzód. Dużo rzeczy się zmieniło, część na dobre, część może nie za bardzo(trochę głupio przyznać, że w niektórych sprawach spieprzyłem). Jednak King miał rację, że w wieku dziewiętnastu lat wielu z nas się zacina... Cóż, ja też się zaciąłem, ale to chyba jest po prostu potrzebne. Będę miał wiele przyjemnych wspomnień z tego roku(kurczę, akurat jutro kończy się rok, no co za przypadek) i wiele z nich będzie związanych z MW. To jak zacząłem czytać Rolanda w nocy i choć czułem, że powinienem iść spać, to czytałem dalej... To napięcie gdy kończyłem Powołanie Trójki i to takie poczucie zadowolenia, gdy Roland zaczął szkolić Susannah i Eddiego. To jak przeprowadziłem się i przeczytałem wtedy Wilki z Calla i Pieśń Susannah. I jak zacząłem czytać Mroczną Wieżę w święta u dziadków, a dokończyłem już u siebie w domu pijąc gorącą czekoladę(wszystko ładnie pięknie, ale chciałbym też pamiętać zagadnienia na kolokwium, a z tym już mi tak łatwo nie idzie -__-). Gdy czytałem ostatnią część to czułem taką... wagę tej historii. Na pewien sposób nie mogłem też uwierzyć, że to już koniec. Tylko... że to nie jest koniec... Kiedy skończy się MW, to chyba pierwsze co trzeba zrobić, to zacząć czytać ją jeszcze raz. To zakończenie, gdy Roland wszedł do Wieży było dobre. Ale to co było potem... gdy wszedł na górę i...
"Człowiek w czerni uciekał przez pustynię, a rewolwerowiec podążał w ślad za nim."
[Obrazek: b24678777f379.jpg]
"First comes smiles, then comes lies. Last is gunfire."
 Podziekowania: Des , anja
Odpowiedz
Po elementarzu pierwszoklasisty postanowiłem zmierzyć się z bardziej ambitnym tytułem.

[Obrazek: 41caDQc%2BEXL.jpg]

Książka ma więcej obrazków niż tekstu, więc łatwo się czyta. Polecam  Szczerbol
 Podziekowania: Rarity , Des
Odpowiedz
[Obrazek: korona_sniegu_i_krwi.jpg]

Jedna z trzech książek która  opowiada  o rozbiciu dzielnicowym. Pierwsza moja książka historyczna, która naprawdę mnie wciągnęła. Akcja trzech książek kończy się gdy rozpoczyna się nasz biedny polski serial Korona Królów. 

[Obrazek: ghostman-b-iext43249516.jpg]

Wciągający Thriller, który czyta się jednym tchem. Co rozdział miałem ochotę ją czytać jeszcze bardziej. Doprowadziło to do tego że przeczytałem ją w zaledwie dwa popołudnia co uważam za sukces.
Dla jed­nych liczy się ja­kość, dla dru­gich ilość. Pośród nich są jeszcze ta­cy, dla których ważne jest cokolwiek. 
Odpowiedz
[Obrazek: 609043-352x500.jpg]

Nic ambitnego, ale mi się podobało.
Odpowiedz
Moja ostatnio przeczytana książka to "13 powodów". Autora nie pamiętam, ale powieść jest na tyle popularna, że można wygooglować tą informację jednym kliknięciem.

Czy polecam? Nie wiem. Ale może zachęcać do samobójstwa. :o
Life is waiting for the one who loves to live, and it is not a secret...

oKruszkowe Recenzje - klik!
Odpowiedz
„Włam się do mózgu” Radek Kotarski
[Obrazek: Wlam-sie-do-mozgu_OKLADKA-na-www-1.jpg]

Książka o efektywnym uczeniu się. Opisanych jest między innymi 13 metod nauki oraz ogólne wskazówki co jest ważne w zapamiętywaniu. Oczywiście nie wszystkie będą każdemu odpowiadać, ale żeby efekty były naprawdę satysfakcjonujące, wcale nie trzeba korzystać ze wszystkich. Jeden rozdział dotyczy też „inteligentnego” sposobu sporządzania notatek.

[Poniższy akapit można pominąć Oczko]
     Właściwie to mogę już powiedzieć, że w niewielkim stopniu sprawdziłem to na sobie. Od kiedy skończyłem liceum to coraz trudniej było mi się uczyć czegoś na pamięć.  Z uczeniem się matematyki, czy pokrewnych przedmiotów (np. statystyka) raczej nie miałem jakichś dużych problemów. Ale uczenie się na pamięć jakiejś teorii to istna mordęga z mizernym skutkiem. Po chwili od rozpoczęcia czytania notatek tylko gapię się w tekst, śledzę go wzrokiem a zaczynam myśleć o pierdołach. Efekt był taki, że do egzaminu zaczynałem się uczyć trzy dni przed nim, poświęcałem przez te trzy dni naprawdę dużo czasu na naukę, a potem i tak szedłem na egzamin z uczuciem, że już niczego nie pamiętam. Albo zdawałem na 3 lub 3,5, albo dwója i drugi termin.  W tej sesji do nauki najgorszych przedmiotów, które wymagały wkucia kilkudziesięciu stron A4 postanowiłem skorzystać z rad Kotarskiego. Mimo, że wykorzystałem właściwie tylko jedną metodę (nauka na fiszkach) i tak naprawdę uczyłem się przez o wiele krótszy czas niż zakłada ta metoda to i tak idąc na egzamin wiedziałem, że umiem i na pewno zdam. Nawet śmiać mi się chciało widząc jak inni pod salą się trwożyli przed oblaniem Uśmiech Tak dobrych ocen jak w tej sesji to dawno nie miałem.

Książkę bardzo szybko i przyjemnie się pochłania, chociaż dobrze robić sobie przerwy na małą refleksję po przeczytaniu o każdej z metod nauki.
Żałuję, że wcześniej nie miałem takiej wiedzy na temat uczenia się. Jak ktoś chodzi do szkoły czy studiuje to moim zdaniem jest to pozycja obowiązkowa. Pozostali też powinni przeczytać, a potem zacząć się czegokolwiek uczyć (np. języka obcego), bo to chroni przed otępieniem  Szczerbol
 
 
„Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka.” Robert B. Cialdini

[Obrazek: wywieranie-wplywu-na-ludzi-teoria-i-prak...709345.jpg]
Strasznie tandetny i zniechęcający tytuł, a książka wspaniała. A jak ktoś choć trochę uważa psychologię za ciekawy temat to jestem pewien, że ten tytuł trafi na jego/jej listę ulubionych książek.
Cialdini opisuje 6 reguł/mechanizmów ludzkiej psychiki, które są wykorzystywane, aby sprawić że ktoś zrobi coś wbrew swojej woli lub zmieni pogląd na dany temat itp. 
To zdanie wyszło mi równie dobrze jak ten tytuł O matko

Ale ta książka uświadamia właśnie jakich metod i technik używają wszyscy naciągacze, oszuści, manipulatorzy i inne szuje Uśmiech Uświadamia też, to że często ludzie używają manipulacji nieświadomie, i że każdemu z nas też się czasem to zdarza. A jak już będziecie tych wszystkich rzeczy świadomi to łatwiej będzie wam rozpoznać kiedy ktoś was wykorzystuje, albo nawet że sami sobie robicie krzywdę nieświadomie stosując wobec siebie Regułę Konsekwencji czy Niedostępności. Oczywiście opisując to wszystko autor zachowuje zdrowy rozsądek i nie rozsiewa jakiejś paranoi, wprowadzając czytelnika w manię prześladowczą, czy coś w tym rodzaju, więc spokojnie Duży uśmiech
 
Myślę, że bardzo dobrze o obydwu tych książkach świadczą ich bibliografie. U Kotarskiego jest w niej kilkanaście stron tytułów naukowych książek, artykułów, badań czy innych publikacji, a u Cialdiniego jeszcze więcej.
 
No także, tego… polecam Oczko
Odpowiedz
  
  •  Wstecz
  • 1
  • ...
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13(current)


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Książka jako audiobook Kapitam128 5 378 29-07-2017, 22:01 PM
Ostatni post: anja

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości