Witaj, jeśli widzisz tą wiadomość to znak, że nie jesteś zalogowany na forum. Szybko utwórz konto klikając tutaj lub po prostu zaloguj się jeśli posiadasz już u nas konto.

Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.


Nasza twórczość literacka - zbiorczy
#1
Witajcie!
Odtwarzam temat o twórczości!
Tutaj można (kto chce lub potrzebuje) wrzucać swoje literackie osiągnięcia. Proza, poezja, dramat - co kto ma (a chce się podzielić), niechaj wrzuca!

Na zachętę dodaję swoje własne "dzieła":

Książka 1 (bez tytułu, jeden rozdział gotowy, fragment drugiego. Ogółem 2 strony):
https://drive.google.com/file/d/0B5rUZuH...sp=sharing

Książka 2 (tytuł prawdopodobnie "Marie Srebrnolica". Jak dotąd 15 rozdziałów i 78 stron. Rozdziały powyżej 10 mogą być niedokończone, zdarzają sie błędy logiczne, które wciąż wychwytuję)
https://drive.google.com/file/d/0B5rUZuH...sp=sharing

Sztuka "Ignoranci" napisana, wspólnie z koleżanką, na konkurs. Co prawda nie powinienem jej tu zamieszczać, ale niech już jest:
https://drive.google.com/file/d/0B5rUZuH...sp=sharing

Miłego czytania!

Fatalnie, wysłałem nie tę wersję sztuki. Nie mogę edytować postów, więc wrzucam jeszcze raz (oczywiście - tytuł również jest niewłaściwy. Prawidłowy tytuł to "Niepewność". Burzliwe były dzieje tej sztuki Oczko )
https://drive.google.com/file/d/0B5rUZuH...sp=sharing
Odpowiedz
#2
Co mi tam. Łapcie kilka moich nie-wierszy.

Udana randka

Udana randka trwa trzy dni;
to jeden dzień spotkania
i dwa kolejne niezasypiania.  


Wysłałem się

Wysłałem się Tobie
nie chcąc tracić już czasu
posłałem się, k***a, bez nazwy tematu
zostałem spamem
Twoim kolejnym bałaganem.

Nieznany

I cóż powiesz, nieobcy, nieznany?
czy znów czujesz się przez życie pokonany?
(tak, już po raz wtóry)
skierowałeś swe oczy ku nadziei
a oni wszyscy – ci inni, dobrze wiesz
widzieli…
…matkę rozczarowań

i pokazałeś swą twarz światu
tak jak zrobiłbyś to własnemu bratu
nie dla chwały, mamony i sławy, ani dla żadnej zwycięskiej defilady
zrobiłeś się blady, gdy ci w nią napluł
(czegóż jam się spodziewał)
na za wtór, na za wtór, na za wtór…
 
nie było w tym krzty ogłady
i nie powiesz już nic,
cokolwiek
i leżysz tutaj, na ziemi
po raz kolejny
(kielich Niedzielny)
w smutku i własnym uziemieniu

podnieś, więc rękę
(tak tą mą własną)
rękę męczeństwa… ku odrobinie dziecinnego szaleństwa
tam właśnie do wzgórza i…
zadedykuj ten nie-wiersz temu kto właśnie w Tobie się obudził,
aby już nigdy
(nigdy!)
nigdy się nie zgubił

nie bądź już nieznany,
bądź niepokonany.

@ Usunąłem kursywę, bo dość kiepsko się to czytało.
 Podziekowania: Marcelina
Odpowiedz
Dzieci

Poduszko, poduszko
Powiem Ci na uszko
Jak to jest być okruszką
Wśród stada wielkoludów

Poduszko, poduszko
Szepnę Ci na serduszko
Jak to czuć się okruszką
W stadzie marudów

Poduszko, poduszko
Spójrz na niebo wysoko nad głową
I wyznaj mi, co widzisz, nowomową
Zrób, co Ci każę, i za moją namową
Pójdziesz w świat ogromny jak łóżko

Poduszko, poduszko
Wyjrzyj za okienko i zerknij
Co się w drzewach kryje
Jak kret dołki ryje
Jak całe podwórko żyje
I na moje ramię welknij

Poduszko, poduszko
Cały świat jest nasz, cały
Taki piękny jest, taki
Szkoda tylko, że jam mały
I nie mogę przeskoczyć skały
W same maki

Podusiu, poduszko
Patrz, jak pięknie, jest pięknie
Szkoda, że moje serce mięknie
Aż zaraz, zaraz pęknie...
Czekaj, łączę wątki Podejrzany
 Podziekowania: Marcelina
Odpowiedz
#4
Tsubasa fajne Uśmiech na duży plus Uśmiech

- Świat zawirowal...
- Nie, to tylko Ty i Twoje myślenie.
Odpowiedz
#5
''Chyba jestem jakiś dziwny'' (fragment):

1. Wygasłe uczucie.


Moja Droga

To nie jest tak, że ja oskarżam świat o całe zło jakie mnie w życiu spotkało. Po prostu my już się nie rozumiemy- uczucie wygasło pomiędzy mną a światem. Nie czuję do niego tego samego, co kiedyś... nie chcę jednak rozstawać się z nim w ogólnej niezgodzie. W niektórych miejscach jest on piękny, w niektórych nawet znośny. Tylko ludzie jacyś tacy... dziwni. A może to tylko ja jestem jakiś dziwny?

Przecież nie może być tak, żeby wszyscy byli dziwni.


***

Jestem na morzu i wypatruję latarni.
Postrzegam jakieś wątłe światełko, lecz jest to tylko robaczek świętojański...


***


Czy u mnie czysto?
Tak- tylko czasami kurz pokryje półki, a ja nie mam ochoty no wiesz- zetrzeć go z tej półki. Albo dajmy na to taka plama na podłodze. Całkiem niewidzialna i nawet mi nie przeszkadza, ale świadomość, że ona jest- nie daje mi spokoju. Więc może tak ruszyć zad i ją zetrzeć?


***


A czasem nie chciałbym myśleć o jakimś kurzu, czy plamie... chciałbym popatrzeć na gwiazdy i pomyśleć, że to są jakby moje wspomnienia. I chciałbym się wzruszyć. Bo przecież nie każdy musi być ze skały. Zresztą- skały też w ukryciu ronią łzy.

Jednak nie ma tak łatwo. Musisz dźwigać garb, który wyrósł Ci rzez ten czas wędrówki. Idziesz, żyjesz chociaż o tym nie wiesz i ktoś Cię stale uświadamia. Spełniasz oczekiwania innych, a jeśli ich zawiedziesz- zawiedziesz i siebie bo ONI to również TY. Bo jesteś człowiekiem. Bo jesteś z ludzi.



2. Ludzie.

A to istoty bardzo ciekawe. Coś prawie jak zwierzęta tylko, że na dwóch łapach chodzące i mające tak zwane ''mózgi''. Używają ich niby do myślenia. Ale wyobraź sobie, że całkowicie nie to wychodzi co miało być w założeniu.
A co najlepsze- ludzie zachowują się jak nieludzie. Chociaż zabijanie dla zachcianki, radość z nieszczęścia drugiego człowieka, sprzedawanie siebie za kromkę chleba, dawanie cierpienia i odbieranie nadziei jest w zasadzie tradycją wpisaną w vademecum człowieka od 2000 lat.

***

Czasem sobie myślę, że wstydzę się bycia człowiekiem. Że czasem patrzę w niebo na ptaki i chciałbym jak one patrzeć z góry na ten cyrk z ludzkich ciał i śmiać się- hihihihihi- cicho...

***


Ale się nie da! Ale czy tego chcesz, czy nie musisz grać w tym przedstawieniu. Widzisz tam? Tutaj przed nami jest widownia. Loża szyderców. Prawda, że mają straszliwe gęby?

Nie dadzą mi nawet popatrzeć na gwiazdy. Dla nich to tylko świecące się kropki na niebie. Zresztą bez żadnej wartości. Oprócz tej wartości świecącej. Dla nich moja normalność to szaleństwo. A dla mnie ich szaleństwo jest normalnością...


3. Konfrontacja

Oni nie chcą mnie zabić. Chyba. To dziwna myśl. Dlaczego niby chcieliby mnie zabić?
Ciągły stały korowód.

Codziennie mam jakby szansę wyjścia z korowodu. Ale nie mam po co i do kogo wychodzić. A gdybym miał to po pewnym czasie korowód przeszedłby po mnie i zabrał do siebie...

Ja już to przerabiałem.

Mój dzień to jest zbitek obowiązków- ja wiem, że tak musi być i w milczeniu zgadzam się na wszystko co każe.
Ciągle coś ''muszę''. Ciągle coś ''powinienem''. Ja muszę musieć, a nawet powinienem!

Nie możesz spokojnie wyjść na ulicę bo jakieś jełopy napadną Cię i pokroją na plasterki. Muszę chyba chodzić z pistoletem w kieszeni. Prewencyjnie. Bo nigdy nie wiadomo...

Czy to dziwne?

NIE! Ty jesteś chory. Ty się musisz leczyć!

Nie dostałem pracy. Mam zbyt niskie wykształcenie i zbyt duże umiejętności. Jednak jakoś znalazło się stanowisko dla syna dyrektora... czemu mnie to nie dziwi?

O rodzinę nawet nie pytaj. Właściwie kim jest ''rodzina''? Rodzina to wsparcie i pomoc w trudnych sytuacjach życiowych. Natomiast oni całkowicie się mną nie interesują, przez co ja nie interesuję się nimi. To naturalne.


***

Chciałbym skoczyć w błękitne oko oceanu po klucz... Chciałbym zatopić się w błogości błękitnej...


4. Patriota?

Nienawidzę Mojego Kraju!

Podzielonego, płąwiacego się w gównie. Gdzie rozgrzebywanie przeszłości ważniejsze jest od patrzenia w przyszłość i rozwoju. Gdzie oszuści są wynoszeni na piedestał, a my- szarzy- nie czarni, ani biali- obywatele klasy ''B''- jesteśmy rynsztokiem.
Tu jest prawo tylko na papierze. Ustanawiają je bandyci. Ale tak naprawdę to ja jestem bandytą, bo piszę o moim kraju. Którego nienawidzę. Nienawidzę, dlatego, że kocham. Jest więc to miłość toksyczna, niezdrowa, pełna mdłości... Nienawidzę Mojego Kraju, bo już wszyscy stąd uciekają. Do Anglii, Niemiec- wszędziem byleby nie tutaj...

Bo on nie jest mi w stanie nic zaoferować. Przeciwnie- wymaga ode mnie płacenia coraz to nowych podatków, wydaje wyroki niesprawiedliwe.

Bo muszę tutaj być niewolnikiem i zapierdalać do późnej starości, dla tych marnych groszy... Jestem ciągłym niewolnikiem.

Czy to takie dziwne? Jeśli głębiej się temu przyjrzymy- całkowicie normalne.

Nienawidzę tego Kraju, bo tutaj można tyllko umierać za Ojczyznę, albo modlić się do Matki Boskiej Częstochowskiej, żeby przywróciła wolną Ojczyznę... Bo tutaj wszyscy narzekali, narzekają i będą narzekać- jak nie na socjalizm, to na kapitalizm, który sobie przecież sami wywalczyli.

Bo pomimo tego, że urabiani przez dziesięciolecia przez czerwonych i czarnych- niczego się nie nauczyliśmy. Nadal jesteśmy jak dzieci błądzące we mgle.

Bo nadal dominuje u nas mesjanistyczny mit, że ''Polska jest Chrystusem Narodów''. Robimy z siebie ofiary. Cierpimy. Boli nas. Krwawimy. Krew jest sztuczna. Pomieszana z flegmą.

Bo tutaj ten, kto nie uczestniczy w korowodzie męczenników jest ruskim agentem, komunistą, lewakiem i ogólnie istotą zdehumanizowaną.



***

Czy ''ja''- mały trybik w tej machinie mam odpowiadać za chore ambicje tego, który ją nakręca? Czy mam na to wpływ? Czy nie da się chociaż spowolnić jej obrotów? Czy to, że chcę z niej wysiąść jest dziwne?



5. Obowiązki

Moje życie skłąda się z ciągłych obowiązków. Robię coś, bo muszę, bo ludzie mi każą, bo wiem, że jeśli czegoś nie zrobię, to zawiodę nie tyle siebie, a przede wszystkim- ICH. A przecież to, jakim ja będę zależy bezpośrednio od NICH. Ja jestem NIMI. Jeśli więc nie wypełnię swoich obowiązków skończę jako bezdomny na ławce.

Chociaż... nie byłaby to tak zła perspektywa. Taki bezdomny nie ma zmartwień, potrzeb, oprócz jednej- żeby nikt nie zajął jego ławki...

Tymczasem gra musi trwać. Gra, z której rozliczają Cię wszyscy wokoło, a Ty masz być cicho- taki układ- dla Twojego dobra- my chcemy przecież Twojego dobra. A Ty? Ty nie chcesz dobra dla siebie? Dziwny z Ciebie gość... oryginał!



6. Starość

Boję się starości. Boję się tego, że jako stary człowiek nie będę mógł nawet wypróżnić się o własnych siłach. Że będę zgarbiony, siwy, obolały, jęczący, niedowidzący. Będę nosił sztuczną szczękę, a większość swojej emerytury będę wydawał na leki, które będą podtrzymywały mnie przy i tak już bezsensownej wegetacji...



7.Miłość


Chciałbym się jeszcze kiedyś ozenić. Ale tak niesamowicie. Na Moście Westchnień w Wenecji. To by był wspaniały ożenek...

Niestety ze świnią się nie ożenię. A w moim życiu nie ma miłości. Są tylko świnie. Moje życie właśnie dlatego jest taką plamą wymiocin, bo nie mam tego, czego ja bym chciał mieć, czyli szczęśliwej miłości- takiej ''na zawsze''... z drugiej strony- ja nie wiem jak to wygląda- na zawsze. Każda tak mówi, że ''na zawsze''. Teraz wszystko jest ''na zawsze''- góra do trzech lat...

Zastanawiam się- jak to jest, że ludzie ze sobą są pół wieku, czterdzieści lat, pomimo tego, że zapewne jakieś kryzysy być musiały. Pomimo tego, że czasy były ciężkie.


Żona choruje. Mąż rzuca wszystko- pracę, swoje życie, kolegów i opiekuje się kobietą, której dwadzieścia lat temu mówił ''Na zawsze''. A teraz... czym teraz jest miłość? Może miłość już dawno umarła i jest tylko rządza fizyczności? Wtedy słowa się nie liczą i można brać zachłannie, beznamiętnie... nic więcej. Tylko tyle. Dziwne. To naprawdę jest dziwne...

***

Może jeszcze kiedyś wezmę ślub na Moście Wenecji... z Tobą?


8. Pieniądz

Trzymam w dłoni papier- banknot. Od tego papieru może zależeć bardzo wiele.
Biedni i bogaci walczą o jego skrawek. Biedni- żeby kupić za niego chleb i wódkę, a bogaci- aby mieć czym przypalać cygara i faszerować sobie kiszki.

Od zarania dziejów o pieniądz i wpływy toczyły się wojny. Piękne, niewinne dziewczęta sprzedają swoje ciała za te kawałki papieru. Ludzie w korowodach do późnej starości ścigają widmo pieniądza, wstając do pracy o 6 rano, a wracając wieczorem, zlani potem, zmęczeni, wycięczeni, nie mający siły na nic.

Pieniądz warunkuje kontakty między ludzkie, decyduje o tym, kto dzisiaj będzie jadł, kto kupi bilet do lepszego świata... Człowiek uzależniony jest od pieniądza, ale pieniądz nie jest uzależniony od człowieka. Królowie tego świata, Mocarze, Biznesmani, Prezydenci, którzy mają władzę nieogarnioną- są niewolnikami pieniądza.
I często o tym nie wiedzą.



9.Telewizor

Patrzę na szklany ekran, z którego wydobywają się wyziewy, błoto, kał- oblewają mnie obficie, w dodatku częstują równie obfitą porcją bełkotu i mało skomplikowanych zagadek w marnym teleturnieju z obrzydliwą mordą prowadzącego...

To już nawet nie jest dziwne.

Wiadomości. Kłótnie opasłych polityków, morderstwa, wojny. Nie chcę, ale oglądam.

Akurat jem kanapkę- a tu reklama środka na prostatę, albo niedomagającą waginę... Biorę młotek i z rozkoszą rozwalam paskudztwo. Oddycham z ulgą...


10.Internet


To samo jest z tymi komputerami, internetami. Człowiek nawet maila nie może wysłać, bo to łącze, czy jak to się tam nazywa- rozłącza się co kilka minut. Dzwonię do dostawcy- przysyłają ''specjalistę'', który coś tam mi grzebie w tym ustrojstwie, aby potem wmówić mi, że ''wszystko jest wporządku''. No jak jest, jak nie jest?! Płacę im nie mały abonament (z małej kieszonki), więc wymagam, aby w razie awarii, jakiś fagas przyszedł i mi to naprawił. Widać- płacę za wkurwianie się notoryczne...


Przecież nie mogę obwiniać świata za moje niepowodzenia- za pierdoły całkowicie nieistotne, które- cóż mnie w zasadzie obchodzą? Nie lepiej sobie spokojnie usiąść w fotelu i zaparzyć herbatę... pójście na łatwiznę!


11.Relacje międzyludzkie

Im dłużej tutaj żyję- to mam większą ochotę rzucić to wszystko i pojechać gdzieś... odkryć siebie na nowo, zobaczyć kawałek świata, a przede wszystkim- dać odpocząć mojeju wycieńczonemu mózgowi.

Ale... ale cóż mi po tym, skoro będę musiał wracać? To jak popadanie ze skrajności w skrajność. To jak przeniesienie się z Królewskiego Pałącu, do cuchnącej meliny. Krążenie między skajnościami jest niebezpieczne- można popaść w obłęd...


Dzisiaj dostałem list. Niby nic w tym dziwnego, ale... miałem nadzieję, że to list od Ciebie. Stale mam nadzieję, że napiszesz. Codziennie czekam na list. Ale list nie nadchodzi... A może list się zgubił w drodze? Może... może tylko się oszukuję...

A więc-miałem nadzieję, że ten list od od Ciebie (zawsze jak jakiś list przychodzi to myślę, że to od Ciebie), ale- to jest ponaglenie do zapłecenia rachunku. A więc muszę płacić rachunki...?


W każdym razie... może faktycznie ten list się zgubił gdzieś... a może to ja jestem jakiś dziwny, że na ten list czekam...?

W każdym razie- przyjaźń. O miłości już było to teraz i przyjaźni.

Miałem kilku przyjaciół. Tyle, że kiedy skończyły mi się pieniądze, powodzenie i ogólnie przestałem być potrzebny- to znowu ich nie miałem. Ja myślę, że przyjaźń istnieje. Istnieje tak, jak główna wygrana na loterii- jest, lecz tylko dla wybranych.

Ludzi, którzy nastawieni są na dawanie i na troskę o los drugiego człowieka można szukać jak igły w stogu siana. A kiedy znajdziesz już igłę to zacznie Cię kłuć, aż wreszcie kłucie Twojej osoby stanie się dla niej nużące i postanowi kłuć kogoś innego. Tak to jest- ze swojego doświadczenia wiem, że my ludzie poszukujemy stale nowych przygód, zamiast tkwić w jednej- bezpiecznie. Ale nas nuży bezpieczeństwo, my musimy czuć adrenalinę, łamać konwencje. Zapominamy o przyjacielu i znajdujemy nowego. Zapominamy o ''miłości naszego życia'' i szukamy innej ''miłości życia''. Również ''na zawsze''...



Wartości ludzkie umarły. Nie ma już w nsa nic godnego uwagi, a co najwyżej politowania. Obojętność jest rakiem duszy, o ile te dusze jeszcze gdzieś mamy...




12. Śmierć


Boję się śmierci. Boję się, że umrę i nawet nie będę wiedział, że umieram.

Boję się, że umrę w niespełnieniu. Że umrę nie doprowadzając niektórych spraw do końca.

Boję się, że umrę, kiedy najbardziej będę chciał żyć. Tak jak mój ojciec. Umarł on młodo. Ja miałem wtedy piętnaście lat. Nigdy nie zapomnę chwili kiedy chciał desperacko uciec, oszukać , spowolnić tą chwilę. Był twardy przez całe życie. Ale wtedy widziałem po raz pierwszy łzy. Łzy człowieka, który mówił mi, że tylko ''mięczaki płaczą''... patrzył na matkę z nadzieją naiwnego chłopca. Do końca miał nadzieję, że ona go uratuje przed...

Boję się, że ktoś mnie zabije. Że będę czuł ból wbijanego noża w serce.

Boję się, że umrę jako niedołęga jęczący w zasranym szpitalu.

Boję się, że robale będą żreć moje ciało...

Boję się tego wszystkiego, a jednocześnie wiem, że boję się żyć. Jak to pogodzić? A może nie żyć i bać się umerając?

A jeśli faktycznie istnieje piekło pełne gorących kotłów i diabłów... a jeśli tam trafię?

A jeśli po drugiej stronie jest tylko czerń? Tylko czarne tło- a ja nie będę nawet formą, którą teraz jestem, w swoim ziemskim formowaniu?

Jednak za bardzo się nakręcam... napiszę lepiej coś optymistycznego.
 Podziekowania: Tsubasa , anja
Odpowiedz
Zlepek wielu bardzo ciekawych refleksji na temat życia i śmierci. Podoba mi się Duży uśmiech
Czekaj, łączę wątki Podejrzany
Odpowiedz
#7
Część II

13. Do K.

Klnę się na mą duszę, że nie wiem jak, kiedy i gdzie poznałem Cię po raz pierwszy... to było tyle lat temu i ciężar cierpień zwątplił doszczętnie moją pamięć... a może dlatego nie potrafię sobie przypomnieć tych szczegółów, że Twój charakter, Twój dziwny typ urody, a także przenikliwa i ujmująca melodyjność Twego głosu tak z wolna, tajemnie i stopniowo torowały drogę do mojego serca, iż szczegóły te przeszły niemal niepostrzeżone. Mój imiennik, jedyny powiernik moich sekretów wiedział jak bardzo Cię pragnę. Jak chcę czuć Cię w moim sercu. Przypomniał mi on jednak, że mam tylko Twoją fotografię...

Gdybym tylko zdołał wymyślić odpowiednie słowa, nie niszczyłbym wszystkich wyobrażeń Ciebie, jakie stworzyłem. Tak, istniałaś w mojej wyobraźni od bardzo dawna. I dlatego nie pamiętam, kiedy Cię naprawdę spotkałem. A Ty pamiętasz...?


Zacząłem ostatnio słuchać Chopina, wiesz? To do mnie niepodobne, ale... bez Ciebie tutaj stałem się kompletnym dziwakiem. Czasem robię coś i nie zastanawiam się, po co, dlaczego, w jakim celu to robię. Codziennie budzę się z myślą o tym, że już nic dobrego mnie nie czeka i że lepiej byłoby zasnąć- wiesz- tak na bardzo, bardzo długo.


A potem pójść z Tobą nad rzekę, posiedzieć na ławce- tak po ludzku z Tobą chciałbym. Chociaż wiem, że nigdy już tam nie będę z Tobą. To chyba mogę sobie tak pomarzyć- po ludzku? To chyba mogę czekać bezndziejnie na ten list- po ludzku- usiąść w fotelu, powspominać stare czasy, czytać stare pamiętniki- po ludzku. To chyba nie jest takie dziwne? To chyba po prostu takie ludzkie. Po prostu...

A może byśmy tak poszli na spacer do Wenecji i powiesili kłódkę na Moście Westchnień?




Zapomniałem. Zapomniałem, że już mnie tam nigdy nie będzie....
















14. Wkracza Wujek DobraRada

-Wyrośniesz z tego.
-Nie.
-Wyrośniesz...
-Nie.
-Zmienisz się...
-Nie...
-Jak będziesz miał żonę i dzieci...
-Nie...
-Gówniarz, debil, młody a przede wszystkim- młody... młodość jest chorobą, która sama przejść musi. A Ty w kieracie- z rozwydrzonym dzieckiem, grubą, wstrętną żoną, dobrze wystrzyżony, wsiądziesz do swego ekskluzywnego samochodu- do swojej dobrze płatnej pracy.
-I zawsze tak będzie?
-Zawsze.
-Ja tak nie chcę.
-Nic mnie to nie obchodzi.
-JA WAM UCIEKNĘ!!!!


Tak mi żal- ludzi- dobrych ludzi, których nie będę miał okazji spotkać... zastanawiałaś się może kiedyś nad tym, że kiedy przechodzisz ulicą, mijasz przypadkowe osoby- są dla Ciebie całkowicie obojętne. Ale gdyby poznać historię chociaż niektórych, to może zobaczylibyśmy w nich siebie, albo chociaż swój cień.

A przecież nawet jeśli ktoś skieruje do mnie jakieś ciepłe słowo- z czystej, nieprzymuszonej woli, z odruchu serca- ot tak- to przecież jest to bardzo miłe i... sobie myślę, że może chociaż na tyle nas stać- albo i na więcej. Żeby sobie nawzajem jakoś ocieplać to życie.

Ale czy to ciepło nie jest przypadkiem sztuczne? Czy nie kryje się w nim zwyczajny bezwzględny chłód...?




15. Muszę...

Muszę uczyć się bycia skurwielem. Zimnym i wyrafinowanym. Muszę dusić i zabijać w sobie wrażliwość, aby nie zostać sam. Aby mogła chociaż do mnie dzwonić w nocy... A ja muszę być- udawać. Mężczyznę silnego... Ukochana, gdzie jesteś?! To, że wołam... przecież cyba nie jest to takie dziwne?

Z Tobą czułem się jak człowiek, a nie jak marionetka. Teraz już tylko te listy mi pozostały. Teraz jestem zgubiony. Teraz już wszystko stracone jest... Teraz Cię nie ma i muszę walczyć sam. Muszę ukrywać się przed ostrzałem...


Ostatnio śpię po dwie, trzy godziny. Jeśli śpię cztery, to można to uznać do kategorii cudów większych od wszelakich innych ''cudów nad Wisłą''. Muszę truć się lekami, ale leki przecież nie wyłączą odczuwania, emocj, nie ściszą bicia serca...

Każdy coś ode mnie chce. Każdem coś k***a nie pasuje. Każdy chciałby, żebym coś pozmieniał, poprawił czy coś... W wydawnictwie chcą, żebym wywalił połowę swojej nowej książki i pozostawił tylko te ''najbardziej brutalne'' momenty. Jeśli tak bardzo chcą to ja mogę wywalić wszystko i wtedy może wszyscy będą zadowoleni. Nie mam zamiaru iść im na rękę...

Oni chyba nie mają swojego życia, a może uważają za tak interesujące, tak barwne, że nic tylko wchodzić w uświnionych butach i ingerować w nie na najrozmaitsze sposoby. I chyba nie ja tutaj jestem dziwny...

Ktoś ciągle patrzy przez małe okienko i obserwuje to przedstawienie. Narusza, rozdrabnia, profanuje moją najskrytszą intymność. Nawet w kiblu nie mogę być bezpieczny, bo ta cholerna para oczu przypatruje się moim czynnościom fizjologicznym.


Muszę rzucić to wszystko. Muszę odpocząć. Zamknąć oczy. Nie myśleć, nie czuć, zamknąć drzwi na klucz, zasłonić firanki, zrobić zapas żarcia, wyłączyć komputer, telewizor, radio, nie wychodzić do ludzi, nie kontaktować się z nimi w żaden sposó. Nie uczestniczyć w życiu. Zdystansować się.

Bo jeśli mam znowu wyciągnąć rękę na powierzchnię i znowu zostanie mi obcięta- ja nie chcę- ja się boję...


16. Bez tytułu

Często wyruszam w podróże. Ale to nie takie jak myślisz- na Karaiby, czy do Isalndii, tylko na wyspy i w barwne doliny mego ducha. A gdybym tam zbudował dom? Taki mały domek, prztulny. I tam zamieszkałabyś ze mną...? Ach tak, zapomniałem, że Ciebie już nigdy nie będzie. Nigdy.

Albo tylko list się zgubił? Albo tylko ja się zgubiłem.
Dziwne...

Już od dziecka myśleć i czuć jak inni- nie umiałem. Ze wspólnego też zdroju nie płynie pragnienie moje. Podczas gdy życie rzeczywiste toczyło się pędem śpiesznym i zatracano się doczesnych przyjemnościach, ja szukałem w przyrodzie siły, magii, inspiracji. Chciałem żyć w stałym kontakcie z z moją doliną. Pamiętam ogromnego, starego jesiona. Lubiłem nań patrzeć. Czułem, jakby był moją satelitą. I dorastałem w świecie marzeń, idealistycznych wartości... które jednak z realnym życiem nie miały nic wspólnego.

Dziecko dorosło, sen się skończył. A ja odrętwiały, bezsilny mogę tylko o tym pisać. Bo przecież nikt mi nie zabroni...

To drzewo wkrótce potem ścięto. Patrzyłem jak tną je na kawałki i wyrywają serce z korzeniami. A przy okazji mi wyrwali serce... stało się to zanim się przeprowadziłem do miasta...





17. Rodzina

U mnie w domu matka była histeryczką i wszczynała ostrzał o nawet najdrobniejsze przewinienie. Ojciec był koneserem alkoholu. Zapalonym. Miał czerwoną gębę, bełkotał i często był agresywny. Jednak ani razu mnie, ani matki nie uderzył.

Czasem myślałem, że jestem w domu wariatów. Zastygałem w tym przeświadczeniu. Że bardzo bym chciał, ale nie mogę się uwolnić. Nienawidziłem tej szumowiny społecznej i wstyd mi za to, bo w głębi jądra nienawiści dostrzec można było promienie miłości...

Nie piję. Obiecałem sobie- nie bogu. Widziałem co działo się z ojcem. To skutecznie sprawiło, że nie piłem. Chociaż czasem w chwili desperacji mam ochotę... ale na szczęście to mija.

Moja matka z kolei paliła. Taka to była mieszanka piękna- alkoholowo- nikotynowa. A papierosów też nienawidzę. Boli mnie głowa. Zresztą zawsze mnie boli głowa- na przykład jak wstanę zbyt wcześnie, albo zbyt późno, ale to nieważne. W każdym razie nienawidziłem jak paliła.

Tak samo nienawidziłem ojca... to znaczy jak pił. Ale mimo wszystko... kochali się. Tak przynajmniej mi się wydaje.



18. Metafizyczny bigos


Potrzebuję teraz czyjejś uwagi, przyjaźni, zrozumienia- rozumiesz?
A co Ty czujesz? Chcesz o tym pomówić ze mną w cztery uszy?

(kiwa głową)

Brak porozumienia. Ludzie się szukają, ale nie mogę odnaleźć. Siedzą i kryją się w podziemiach, myśląc, że ktoś przez tunel się do nich dokopie. I to jest największy dramat. Że ludzie dla siebie z pozoru obcy, nie wiedzą nawet co mogliby wspólnie budować. A może inaczej- wiedzą, ale nie chcą. Po co się znać, po co budować z kimś relacje, skoro jest duże ryzyko, że zostaniemy po raz kolejny (tym razem już śmiertelnie) zranieni?

Gruba warstwa śniegu przykryła moje serce. Chociaż przecież mamy jesień. Czy zima zawitała tak szybko? Płatki śniegu spadają na moją głowę. Wtedy mogę patrzeć na wszystko inaczej...



Chciałbym jeszcze tak kiedyś zatańczyć walca. I chciałbym świece na stole. I żeby ręka potrąciła kieliszek i wino rozlało się po stole.

''Pocałuj mnie tak, jakby to miał być ostatni raz''... Wybija północ, sen się kończy.




Często budzę się o północy i wyobrażam sobie, że śpię. A nie mogę spać, bo za dużo myślę... a za mało śpię. Lubię torturować się bezsennością. Oczywiście nieumyślnie. Nawet po dużej ilości prochów, które mają sprowadzić sen ja nie mogę zasnąć.

Zamykam oczy. Nie czuję. Nie słyszę nawet pulsu serca, który zwykle jest jedynym odgłosem przebijającym ścianę ciszy. Puls serca dławi moje myśli. To jak kamienie wrzucane do bajora pełnego świadomości. Zasypiam.



19. Błędy


U ludzi przejawia się bardzo ciekawa tendencja. Oni wprost z sadystyczną przyjemnością uwielbiają wytykać błędy przedstawicielom swego gatunku. Dlaczego popełnianie błędów traktujemy, jako najgorsze zło tego świata, podczas gdy właśnie one mogą na świecie urodzić dobro? Bo przecież na błędach się uczymy. Ktoś kiedyś tak powiedział...

A my jesteśmy wampirami. Wampirami bez romantycznej otoczki. Zacieramy łapska tylko czekając na potknięcie, na chociaż milimetr skrzywiony krok i... atakujemy! Najlepiej w grupie. Czterech na jednego. Bo samotny jeździec się nie obroni... ostrzymy zęby i oblizujemy się ze smakiem na myśl o udanym polowaniu i złowionej padlinie.

To już nawet nie jest wampirym. To jest... hienizm!





20. Krótkie zapiski poczynione w czasie krótkotrwałej konsternacji umysłowej...



Cieszmy się z każdej chwili w życiu, bo ona może być ostatnią. Trzeba godnie wykorzystać każdą chwilę, żeby przed śmiercią powiedzieć sobie ''Prawdziwie żyłem pięknie...''... GÓWNO PRAWDA!

Chwile... chwile. Wszędzie tylko chwie. Żyjemy na chwilę. Jesteśmy na chwilę. A co z wiecznością? Czy jest ona? Zanczy wieczność- czy jest?

Coraz rzadziej wychodzę na nocne spacery. Coraz rzadziej spoglądam na bezgwiezdne cienie nieba nocą...

Wspominam swoje szczęśliwe chwile. Było ich bardzo mało, więc przypominam praktycznie te same zdarzenia... z drugiej strony wiem, że nigdy tak całkiem ich nie przywołam, a co dopiero myśleć o powrocie do nich, Chociaż ''myślenie'' nie jest dobrym określeniem tego, co teraz wyczyniam... to raczej pławienie się w jakiejś brudnej kałuży.

Będę musiał chyba zapisać się na jakąś terapię. Albo w ramach tejże terapii napiszę książkę...

Ale zaraz. O czym ona ma być? O moich lękach? Boję się o tym pisać.

Że co? Jakieś ''Cierpienia młodego Wertera Część II''? Żeby potem jacyś gówniarze to czytali i masowo popełniali samobójstwa? A później matka takiego kretyna pozwie mnie do sądu, bo ''Panie, Pan zabiłeś mi dziecko! Przez te głupoty coś Pan napisał!''

Czytać to trza umieć...


Proszę mi wytłumaczyć sens istnienia stalowego buta!

I w ogóle po co ja robię te wykrzykniki?! Czy chcę podkreślić, że moja racja jest najmojsza?!

Przecież nie jestem jakimś cholernym politykiem. Nie zarabiam grubych zielonych oszukując biednych obywateli, że jestem takim wielkim i oddanym patriotą skoro kocham tylko dolara. Nasi politycy gdyby tylko mogli zamieniliby nasze narodowe godło na godło z dolarem amerykańskim.

Księża też już nawet nie próbują udawać, że wierzą w Boga. Opasłe brzuchy i ociekające śliną i tłuszczem twarze mówią same za siebie. Największym Bogiem był od zarania dziejów pieniądz.

A jeśli to połączyć z rządzą ludzką posiadania ''więcej i więcej'' to wychodzi ogromne gówno z tego.




''O pisaniu wiersza''

Napiszmy wiersz

Poeta siada w fotelu
Wyciąga kartkę, długopis
Napisze zaraz piękny wiersz
Wielki wiersz!

Poeta siedzi
Z długopisem w ręku
...
Za ścianą sąsiad wali młotkiem
-Remont...

Poeta siedzi
Z długopisem w ręku
...
Na podwórku banda gówniarzy
Drze mordę i przeklina
-To nic...

Poeta siedzi
Z długopisem w ręku
...
Sąsiad włączył techno
-Muzykę współczesną...

Poeta siedzi
Z długopisem w ręku
...
Ktoś uporczywie dzwoni do drzwi...
-Wstaję, otwieram...

Wracam.

Poeta siedzi
Z długopisem w ręku
...
Nagle w jego głowie
Kilkaset głosów abstrakcyjnych
-główna myśl wyparta...

Poeta drze kartkę
I rzuca długopis na ziemię...


I w tym miejscu najchętniej chciałbym sobie pójść- a wcześniej ukłonić się po pas w błocie...

No i właśnie tego błota mam po szyję, tak, że już nie można wypłynąć na suchy ląd. Wszyscy utoniemy w tym błocie.




21. Gdyby...


Tak sobie myślę- co by było gdybym otrzymał diagnozę od lekarza, że jestem ciężko, nieuleczalnie chory, że mam miesiąc życia. Jak bym ten czas wykorzystał? Wziąłbym kredyt na sto milionów dolarów i objechałbym cały świat? A potem by się okazało, że wcale nie jestem chory, że to pomyłka lekarska... taki żart losu. I zostałbym z milionowym kredytem, takim, że musiałbym ze sto raz się urodzić i żyć po siedemdziesiąt lat conajmniej żeby to spłacić.

Co by było, gdybym poznał kobietę, która byłaby we mnie zakochana po uszy. A ja w niej. Czy pewnego dnia obudziłbym się z rozprutym brzuchem w zdewastowanym mieszkaniu i z kontem w banku, na którym widnieje okrągłe zero? (bo nie można powierzać swej damie nie tylko tajemnic, ale i karty kredytowej).

Co by było gdybym wygrał los na loterii? Czy wtedy pojawiliby się na horyzoncie dawni przyjaciele z maślanymi oczami, błagający o pożyczkę? A może z ziemi, jak grzyby po deszczu wyrośliby nowi przyjaciele? Sąsiedzi znienawidziliby mnie do szpiku kości (''Pacz Marian- temu skurwielowi, co nigdy nic w życiu nie zrobił się udało''). Sama rozumiesz- miłość sąsiedzka... czuła i gorąca.




22. Zdarzenie



Nawet nie wiesz jaką piękną przygodę przeżyłem podczas nocnego spaceru!

Jakiś przemiły człowiek z nożem w ręku grzecznie i kulturalnie (jak na człowieka z nożem w ręki przystało) poprosił mnie o zawartość mojego portfela.

Odpowiedziałem mu więc najgrzeczniej jak tylko umiałem, że takowej zawartości przy sobie nie posiadam, lecz gdyby chciał użyć noża, to śmiało może mnie zabić. Chyba nie takiej odpowiedzi się spodziewał. W każdym razie zaskoczyłem go, co było widoczne po zdziwieniu wymalowanym na jego twarzy. Ku mojemu zaskoczeniu wziął nogi za pas i uciekł... to dziwne nie uważasz? Ludzie bywają bardzo niezdecydowani. Ten kretyn nie wziął ani pieniędzy, ani mnie nie zabił. To co to za rabuć? ch** nie rabuś... ja to zawsze muszę spotykać takich ludzi na swej drodze. Może to dlatego, że zamiast siedzieć nocą w przytulnym domu, to zachciewa mi się zachwytów nad pięknością nocy...




23. Nadzieja...


Pocieszam się faktem, że setki tysięcy ludzi na tym świecie- takich jak ja- myśli o sprawach podobnych... Też myśli o tym, że nie ma po co wstawać rano, jeść, mówić, wychodzić gdziekolwiek. Że nie ma sensu siedzieć wieczorem w samotności i czekać na jakiś telefon, który i tak nigdy się nie odezwie. Człowiek tylko ma nadzieję beznadziejną, że któregoś wieczoru zadzwoni telefon... i po drugiej stronie będzie CZŁOWIEK.


Ile każdego dnia osób pogrąża się w mroku, czując ciągły ból pomieszany z oczekiwaniem i napięciem?

A pomimo tego mam wrażenie, że mój ból jest boleśniejszy, a moje myśli głębsze... i, że to wszystko co mi się śni- tego tak naprawdę nie ma... a wszystko co mi się żyje- tego tak naprawdę nie ma... co więc jest?

A jeśli uratowałbym komuś życie? A jeśli ktoś uratuje moje życie?
Czy życie ludzkie warte jest jest ratowania? I wreszcie- ile jest warte?



Jeżeli tak ma być, że pomimo wszystko- ja wydostanę się.. to chyba warto mieć nadzieję? Może ja muszę to wszystko przeżyć, ten czas trudny- to prawda, ale właśnie jeśli muszę pogrążyć się w mroku- to nawet i dobrze... bo zaraz wyjdę z niego w blasku i w czasie radości... A potem?








Potem znowu nastąpi upadek...
Ale chodzi o to, że nawet jeśli będziesz w piekle, to musisz znaleźć chociaż mały dołek, gdzie mogłabyś się ukryć i gdzie poczujesz się bezpiecznie.
Bo chodzi o to, że nawet jeśli będziesz w piekle, to musisz znaleźć chociaż kawałek błękitnego nieba...
Ale najgorzej jest, kiedy masz cały nieboskłon tylko dla siebie, a nie masz go z kim dzielić.

Świat przecież jest taki piękny. Możesz wybierać, przebierać w menu, albo menu przbiera w Tobie...






Czy Ty też tak masz, że w głowie rysuje Ci się idealny plan działania, lecz później porzucasz go, bo jednak zawsze stawiasz poprzeczkę zbyt wysoko? A później rozpaczasz pół roku, zamiast się otrząsnąć, ruszyć dupę i walczyć... z wiatrakami? Skąd się wzięły te wiatraki? Jeszcze wczoraj ich nie było...




Czekasz- na ten odpowiedni moment- patrzysz na zegarek... ale chwila obecna to sprawa drugorzędna. ''Teraz'' nie ma, jest tylko ''zaraz''.



To prawda, że ja tym gadaniem mogę wielu osobom pomóc- tym, którzy będą to czytać. Ale chodzi o to, że ja sam sobie pomóc nie umiem. A więc jakim prawem mam doradzać im jak żyć? To prawda- najłatwiej jest pomagać innym...

Tak... i potem nawet zwyczajnego ''dziękuję'' nie usłyszę, tylko będą mieć pretensje, że dobrze chciałem i mój czas (bardzo cenny) powięciłem nie sobie- na przykład pijąc kawę- ale im!

To jest dziwne jak ludzie dziękują...














Wciąż czekam na list od Ciebie.


Nawet pisząc te powyższe słowa myślałem o liście i o Tobie- i o słowach w tym liście zawartych. Spglądam nerwowo na zegarek. Spoglądam nerwowo przez okno. Mam nadzieję, że przyjdzie listonosz...




Nie uwierzysz. Dostałem list. Od zakładu pogrzebowego. Mają teraz bardzo dobre zniżki na eleganckie urny.Przysłali mi katalog. To bardzo miłe, że ktoś o mnie pamięta...


Zaczynam bawić się w artystę- rysownika. Spłodziłem dzisiaj w wielkich bólach twórczych dwa obrazki.

Na pierwszym widnieje kudłacz z miną poczciwego idioty. Jego głowa jest mała. I ta mała głowa błądzi w morzu wielu innych olbrzymich łbów. Tyle, że te łby są bez wyrazu, twarze ich są rozmazane, zdeformowane, a jego głowa- chociaż mała, ma wyraziste rysy twarzy i ogólnie wszystko się zgadza.

Drugi obrazek to jakieś dwie zmasakrowane głowy kobiece. Drzewko rosnące w jakimś bajorze. A pod bajorem jakieś robaczne coś obrzydliwe wysyła grzmot do nieba. I po tym grzmocie schodzi kudłacz z obrazka pierwszego. Na tym obrazku jest jeszcze drugi kudłacz na bagnach, przy drzewie stojący i wysyła do tego robaka pod bagnem dwa grzmoty. Na te impulsy robal odpowiada ''CISZA I BÓL''.

Nie wiem, czy mają one jakieś znaczenie symboliczne. Pewnie tak. Ale po prostu mi się podobają. Mam dziwny gust. Podobają mi się obrazy i kobiety, którymi powinienem wzgardzać. A jednak... To zbyt łatwe...

Lecz pieprzyć teraz wszystkie obrazy i kobiety!

Jutro czas wracać do tego korowodu, pchać od nowa ten głaz na sam szczyt irytacji ludzkiej. Trzeba znowu żyć pełnią nieżycia. Wśród betonowych ludzi z dolepionymi imionami.

Chciałbym tak to wszystko rzucić, rozstrzaskać na kawałeczki, rozbić... I wrócić do domu. Ale tego prawdziwego. Do domu, gdzie Ty jesteś.











Teraz posinniśmy być we dwoje. Powinniśmy rozłożyć teraz koc na pięknej łące i zrobić sobie mały piknik... Zapomniałem już, że tej łąki już nie ma...

A moje szczęście też dawno gdzieś wyszło na chwilę i do tej pory nie wróciło...

Ale muszę już kończyć... chociaż przecież ja nic nie muszę. Ale lepiej będzie jak skończę. Jestem dziwnie zmęczony. Chociaż nic dzisiaj nie zrobiłem. Oprócz tego, że żyłem.

Nie pozostało mi nic innego, jak życzyć Tobie dobrych snów i w miarę spokojnej nocy.

Dobranoc.



24. Zapiski z kostnicy...


Jestem w trupiarni. A jak wiesz w trupiarni nie sposób być ciepłym. Wśród ludzi, którzy nie potrafią kochać nie trudno się zarazić. Ludzie lubią zarażać. Śmiertelnymi chorobami. Kiedy spotykasz na swej drodze setną osobę, która wyznaje Ci ''Nie potrafię kochać'', to sama przestawiasz się na tryb ''Nie potrafię...'' (czytaj- ''Nie umiem...''). Jak bardzo mali i słabi są ci, którzy nie potrafią kochać? A może oni mają w sobie siłę, zabijając miłość, która jest słabością?

Nie chciałbym któregoś dnia stwierdzić, że w zasadzie to już nie potrzebuję nikogo, bo życie w samotności daje tylko możliwości, wolności i jest bardzo przyjemne... Jeśli kiedykolwiek tak napiszę, to przyjdź z młotkiem w ręku i zastukaj najpierw w drzwi mego domu, a później w moją pustą łepetynę...




25. Ławka...

Teraz opowiem o parku. Pewnie taki park to nic nadzwyczajnego. Zwyczajny, zielony, bytujący w akompaniamencie trawy, dzrzewek i krzaczków.

W parku moim jest tylko jedna ławeczka. Taka samotna, zabiedzona. Czasem się na tym łapię, że żal mi takich martwych przedmiotów, chociaż wiem, że żal mi nie powinno być. No bo bądźmy poważni- jak ja mogę użalać się nad losem starej, samotnej ławki? Raczej powinienem współczuć głodnym dzieciom z Afryki... Ale... czy ja potrafię współczuć ludziom?

Ale wracając do tematu ławeczki...

Codziennie wychodząc z domu (tego nieprawdziwego) na spacer, przechodzę przez ten park. I siadam na tej ławeczce... to jest stały element każdego mojego dnia. Nieodłączny rytuał. Nawet gdy za oknem mróz i ziąb ja muszę pójść do parku i posiedzieć na mojej ławeczce. Zapytasz- po co to robię? Może po, żeby nie zwariować?

W romantyźmie poeci nazwaliby to ''świątynią dumania'', ja jednak po prostu określiłbym to mianem ''strefy małej prywatności''. Bez romantycznego zadęcia... Tak po ludzku.

Wiosną park był pachnący, świeży. Siedziałaś obok mnie pachnąca, świeża i radosna. Twój uśmiech idealne dopełniał wiosenną aurę, kiedy wszystko budzi się do życia. I muszę w sekrecie powiedzieć Ci, że ja też się budziłem... ale czy obudziłem?



Lato było upalne i duszne. Poprzez rozgrzaną naturę delikatnie pląsał subtelny wietrzyk. Ty byłaś. Ale już bardziej smutna, z błądzącymi oczyma i przylepionym uśmiechem... było nam duszno i coś się rozpadało w przyrodzie...




Jesienią na podłodze leżały obumarłe, zakrwawione liście. Ja siedziałem już sam...



Zimą naszą ławkę zajęły lodowate posągi. Ich głowy świeciły siwizną...


Przyszła znowu wiosna. Obok mnie siedzi lodowaty posąg. Kiedy go dotykam palce stają się sztywne...


I jak tak siedzę, to wszystko sobie kalkuluję. I sobie myślę, że za długo tutaj siedziałem. I może to właśnie jest moja wina? Że zamiast ruszyć cztery litery, to ja tutaj siedzę. Że może lepiej by było tą ławkę zamienić w pył, a park podpalić?

Wstaję, prostuję się- idę do domu. Ale do którego? Tego prawdziwego, czy nieprawdziwego? Do tego prawdziwego drogi nie znam, więc pozostaje mi dom nieprawdziwy. Idę.
 Podziekowania: anja
Odpowiedz
#8
moje 2 wiersze które dzisiaj napisałem:

1.Walczyć chcę:

walczyć chcę bo chcę być....
silniejszym lepszym....
chce być tym ogarniętym....
obecnie jestem na dnie....
ale będę na szczycie gdy....
moje moce będą w zenicie....
upadłem ale wstanę....
i się otrzepie z brudu....
ale nie oczekuj cudu....
kłody mi rzucano pod nogi....
za nic mnie miano....
ja mimo to jestem z wierszem....
nie rezygnuje się buntuje....
jestem nie zwyciężonym....
piszę rym za rymem....
dzień za dniem to trwa....
ta barwa smutku i łez...
ale ja walczyć chce do skutku....

2.Pieśń Barda:

znalazłem odkupienie
to moje wyzwolenie ta
melodia którą gram
to wszystko co posiadam
dlatego ku uciesze śpiewam
wam to co uważam za dobre
przepłynę choćby odrę
by udowodnić wam co mądre
przedrę się przez największy
mur bzdur byleby się wyzwolić
od tego złego bólu życiowego
nie chce dla nikogo niczego złego
dlatego staram się naprawdę
by szanować każdego nie jednego
nawet tego co ma coś wrednego
do powiedzenia nawet największego
głupca wierzę że da się oświecić
dlatego staram dążyć do tego
jednego celu mego by być tym
coraz mądrzejszym.
Odpowiedz
Wiersz napisany wczoraj wieczorem Język

[Bez tytułu]

Z Twojego ciemnego serducha
Płomień niezdobyty bucha
Ogrzewając jedynie rzeczy
Których istnienia nikt nie zaprzeczy
Mimo tego, że są niewidoczne

To, co zwyczajnie niezwłoczne
W Twoich oczach jest zbędne
Nieco mętne i pokrętne
Mimo że ogromna część ludzkości
Bez tego nikogo nie ugości

Czynisz rzeczy, które inni
(a inni wszystkiemu winni)
Postrzegają jako szalone
A Ty zaś patrzysz na ich uwalone
 Krwią dłonie
                     
                     (różowe słonie?)
Wszystko ma obie strony
Wszystko służy tak do obrony
Jak i do zadania bólu
(nie wojuj mieczem, królu)

Więc, póki żyjesz, wyjdźże z cienia
Starczy już tego ciągłego cierpienia
Jutro też wstanie słońce
Tak samo jasne
Tak samo gorące
Jak Twoje marzenia nieustające
Czekaj, łączę wątki Podejrzany
 Podziekowania: Marcelina , Snufkin
Odpowiedz
Oda do placków

Placki są dobre, jem je codziennie
To dzięki nim wyglądam tak promiennie
A Ty się dziwisz, co to za tajemnica
Że Madafaka Ptak ma zaróżowione lica
Ano teraz wiesz, placki jem, jem placki
Placki pożeram, pożeram wszystek z tacki
Robisz z jabłkami, czy ziemniaczane?
Ha, dla mnie bez różnicy, i tak mam chęć na nie!
Placki słodkie, placki słone
Toż to rozkosz sama w sobie
Czekaj, łączę wątki Podejrzany
 Podziekowania: Zarhal , Marcelina
Odpowiedz
  


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości