Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.


Nasze sukcesy w walce z nieśmiałością.
#11
Jak patrzę na siebie z czasów liceum to wiem, że odniosłem jakiś tam sukces w walce z nieśmiałością. Choć niestety jest ona na tyle wredna, że lubi wracać gdy się ją zlekceważy.

Po zdaniu matury koleżanka z klasy powiedziała do mnie, Mateusz my to przez 3 lata liceum chyba jedno zdanie ze sobą zamieniliśmy. I to dało mi co nieco do myślenia. Rozpocząłem więc drogę by spróbować to zmienić.

Głównym sukcesem jaki udało mi się odnieść to to, że nie czuje jakiegoś skrępowania i strachu przed imprezami masowymi. Samotnie wybrałem się na Pyrkon oraz od 2 lat uczestniczę w największej imprezie dotyczącej gier planszowych w Warszawie w roli osoby tłumaczącej zasady gry nowym ludziom. Rozmawiam w miarę swobodnie, czasem jest lekki stres ale nie taki jak kiedyś.

Drugim sukcesem była samodzielna decyzja o zapisaniu się na treningi kendo - japońskiej szermierki. Zawsze fascynowałem się samurajami i postanowiłem sam spróbować. Fajnym motywem było to, że trzeba ustalić sobie jakiś rodzaj okrzyku i przy każdym ataku krzyczeć Zdziwko Na początku cicho i nieśmiało jakiś tam dźwięk z siebie wydawałem ale w miarę zyskiwania pewności krzyczałem coraz głośniej. Po 6mies zakończyłem treningi z myślą, że doświadczyłem fajnej przygody ale nie dla mnie kariera szermierza.

Obecnie największą nieśmiałość mam wobec kobiet i to one potrafią sprawić, że zaczyna brakować mi słów i się stresuje.
Odpowiedz
#12
Dzisiaj zaczęło się od żartowania z ekspedientką. Dodam, że ona raczej taka bardziej "humorzasta" przynajmniej do tej pory mi się tak wydawało, a dzisiaj praktycznie 90% spędzonego przeze mnie w sklepie czasu przeżartowaliśmy. Potem by ludziom listy doręczyć też przydatna mi była chryzma. Jeden dziadek nieufnie zapytał: "A po co pan tu do mnie?" i musiałem przekonać go by mnie wpuścił. W jednym miejscu okazało się też, że żłobek zrobili a babka, która wyszła powiedziała, po spojrzeniu na list, że kompletnie nie wie o kogo chodzi, ale w końcu sama zaproponowała, że zapyta szefa jak będzie i wzięła. Fajnie się nawet uśmiechała, ogólnie dziś sporo ludzi się do mnie uśmiechało i jak nigdy mnie to nie onieśmielało, a cieszyło... To był piękny dzień choć pracowity i konam...
Odpowiedz
#13
Moim małym zwycięstwem było utrzymanie kontaktu wzrokowego podczas rozmowy. Oczywiście rumieniec zdobił moje policzki, ale uznałam, że i tak wszyscy wiedzą o mojej przypadłości. Postanowiłam się przez 5 minut tym nie przejmować. I, o dziwo, nic złego się nie stało.
Odpowiedz
  


Skocz do: