Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.


Orły XXI w.
#1
Oczko 
Czy lubicie się uczyć? Ja prawdę powiedziawszy wolę pracę (nawet ciężką) od nauki (choć i tej czasem dość Oczko ). Czytać też nie lubię Duży uśmiech może dlatego bo moja obecna nauka to czytanie + czytanie + czytanie + czytanie + zapamiętywanie tego co się czytało, a jakkolwiek w technikum mogłem się nauczyć całego niemca na pamięć tak jednak teraz choróbstwo mi pamięć odebrało... Czasem nawet mam zaniki Smutny W każdym razie jestem leniem i nie lubię szkoły Szczęśliwy
Odpowiedz
#2
Czytać uwielbiam, ale uczyć się rzeczy które za grosz mnie nie interesują? Mój mózg to odrzuca.
Jestem zdania, że szkoła powinna uczyć przede wszystkim jak myśleć a nie co myśleć.
Szkoła uczy tego i owego, ale przede wszystkim produkuje wyborców.
Odpowiedz
#3
No dobrze powiedziane. Nie wiem jak wy ale ja to jestem takie trochę dziecko transformacji i w momencie kiedy zaczynałem szkołę to ona uczyła jeszcze wedle tych takich bardziej PRL-owskich standardów, bo zmiany w systemie edukacyjnym zachodziły stopniowo. Następnie postprl-owska szkoła zaczęła wprowadzać coraz to świeższe zmiany, aż tu nagle dynamicznie pod wpływem reform zaczęła zmieniać nieco front i pomału odchodzić od tych standardów narzucania w jaki sposób kto ma myśleć i zaczęli uczyć nieco samodzielności i kreatywności. Problem jednak polega na tym, że robią to nieudolnie, bo zawalili program edukacyjny masą syfu, który tak na prawdę nie jest istotny i konieczny, a sama "kreatywność" jest bardziej picem na wodę. Owszem jest większa niż za PRL (i tych czasach tuż po), ale nikt mi nie powie, że nie są wywierane wpływy i naciski na to co kto ma myśleć i jak się uczyć. Szkoła jest narzędziem władzy od wieków i to się nigdy nie zmieni niezależnie od ustroju. Teraz właśnie opiera się na takim picowaniu niezależności, wielkich możliwości itp. Wniosek - trzeba umieć się zdystansować Oczko Chłonąć to co najistotniejsze i dociekać tego co interesujące lub po prostu ważne, a dalej budować własne opinie lub nie odnosić się wcale. Prawdę mówiąc to trochę mi brakuje tej postprl-owskiej szkoły. Może i narzucała wiele rzeczy, ale była konkretna. Uczyła wielu konkretów. Nie było tyle chrzanu co dziś. Podręczniki były czytelne. Dzisiejsze przypominają w dużej mierze Internet. Trzeba umieć szukać by znaleźć esencję wiedzy przekopując się przez te wszystkie nic nie wnoszące pierdoły. No tyle o podręcznikach. Na uczelni wyższej częściej się czyta literaturę naukową, która jest nie mniej męcząca od podręczników, choć zdecydowanie mniej ogłupiająca. Nie wiem jednak czy zauważyliście (teraz ostatnio mniej się z tym trochę spotykam, albo przywykłem na tyle, że ciężko mi to dostrzec), ale wiele tekstów przybrało w dzisiejszych czasach taką podręcznikową formę pierdoły. Pamiętam do dziś (bo to już było jakiś czas temu) jak wziąłem do ręki ulotkę jakiegoś leku (niestety nazwy nie pamiętam, ani na co był) i kompletnie nie rozumiałem o co w niej chodzi. Autentycznie. Czytałem po kilka razy i nadal nie mogłem zrozumieć najistotniejszych dla mnie informacji takich jak:

1. Jak dawkować?
2. Możliwe działania niepożądane.
3. Co to jest i w jakim celu się stosuje.
4. Skład leku.

Czyli jak widzicie podstawy. One były zawarte w ulotce, ale były napisane w taki sposób i takim "językiem", że nie szło tego zrozumieć czytając raz. W zasadzi kilka razy też nie szło. Dopiero analiza (wnikliwa, wyraz po wyrazie) pozwoliła mi odczytać istotne dla mnie informacje i to też już nie pamiętam czy wszystkie. To było chyba coś w stylu tych umów z energetyki, o których było tak głośno, że prawnicy nie potrafili ich rozszyfrować. Tylko tu było jeszcze chyba inaczej. Jeden wielki bełkot na ulotce. Normalnie przed użyciem zapoznaj się z autorem treści ulotki dołączonej do opakowania by poznać jego tok myślenia lub skonsultuj się z laboratorium analizy chemicznej gdyż każda źle przeczytana ulotka czyni wodę z mózgu lub herezje na rynku farmaceutycznym...
Odpowiedz
#4
Co do podręczników - zgadzam się. Udzielam korepetycji dziecku z podstawówki i to, co mają w podręczniku, to momentami tragedia. Zdarzają się zadania, które można rozwiązać na kilka sposobów, a trzeba wybrać ten, który nauczycielka ma w rozwiązaniu. Ech... takie jakby czytanie w myślach autora/ów podręcznika...

W sumie - uważam, że dużo prawdy napisałeś, Cichy.
Odpowiedz
#5
No ja to miałem przez to poważne problemy edukacyjne i tak właśnie jak wchodziły te reformy w 99 to moje oceny zaczęły spadać mniej więcej o jeden pułap z każdego przedmiotu. Kiedyś większość podręczników była WSiPu, a potem były co rusz nowsze wydawnictwa, ale te stare WSiPowe podręczniki były konkretne. Celowo mówię, ze stare bo obecnym jak widzę wiele nie brakuje do tych innych wydawnictw pod względem lania wody. Ja nie wiem jak oni chcą produkować tych geniuszy ucząc ich takich pierdół. Chyba chcą mieć żywe komputery co jak poda hasło to ten odpowie wszystkim co jest z tym hasłem związane. Ostatnio z bratem patrząc na dzieci wracające z podstawówki do domu stwierdziliśmy to samo: "zazdroszczę im wieku, ale nie przyszłości...".
Odpowiedz
#6
a ja prawde mowiac nie cierpie sie uczyc,ciezko nmi cokolwiek wchodzi do głowy,ale poki co zmuszam sie bo w koncu wiem,ze nikt za mnie tego nie zrobi a mature musze zdac i jakies wyksztalcenie miec.
No i wolalabym juz pracować no ale kolej rzeczy...
Odpowiedz
#7
O młodzież Duży uśmiech Na studia też smyraj, bo potrzebne niestety...
Odpowiedz
#8
No cóż przez lata zmienił się system, eksperymentowano na nas, obniżano standardy nauczania, a w tym momencie sięgneły one dna. Choć nie powiem, mój rocznik trafił jeszcze na w miarę dobry poziom. W pamięci mam nauczyciela historii. Z tego przedmiotu zawsze chciałam wiedzieć więcej i więcej. W odpowiedzi na moje pytania zawsze zostawałam odsyłana do książek. Zmierzam do tego, że duża w tym wina nauczycieli. Brakuje tych, którzy faktycznie chcą uczyć. Brakuje pasji.

Według mnie szkoła to najzwyczajniej fabryka, która skutecznie niszczy kreatywność. Należy myśleć schematami, które wkuwa się przez lata.

Niestety teraz bez papierka jest ciężko, ale jak wiele jest wykształconych bezrobotnych. Coraz więcej magistrów i inżynierów, tymczasem gdy praca dla tzw fizycznych zawsze jest. Popyt na kucharzy, ślusarzy, fryzjerów itp..
Odpowiedz
#9
Niestety masz rację co do nauczycieli. Ja z przykrością stwierdzam, że po własnych doświadczeniach jestem nastawiony antynauczycielsko i obawiam się, że w roli ojca w przyszłości mogę się nie sprawdzić ponieważ w większości sprawach prawdopodobnie będę trzymał stronę dziecka póki czarno na białym nie zobaczę dowodu, że to ono czemuś jest winne. O ile jeszcze mam trochę szacunku do nauczycieli tej starszej daty, którzy mają doświadczenie wieków jak to się mówi i jeszcze przywiązują wagę do tego by przed dziećmi była jak najlepsza przyszłość tak jednak współcześni młodzi nauczyciele to pedagodzy korporacyjni. Choć mają szerokie możliwości to na ogół sami trzymają się ściśle standardów i schematów oraz dbają o przyszłość własną, a nie swoich uczniów. Podejście świeżych nauczycieli na ogół nie różni się niczym od kariery jakiegoś np. asystenta w dużym przedsiębiorstwie - stanąć na głowach innych i sięgnąć po władzę, duże pieniądze i zaszczyty. Dzieci są traktowane przedmiotowo jako narzędzie w pracy. Nim doczekam się własnych i poślę do szkoły to myślę, że tylko tacy nauczyciele zostaną, bo ci starsi już w większości na emeryturach są, a do tego czasu przejdzie reszta. Ostatnio ucieszył mnie fakt, że w szkole, w której spędziłem swoje dzieciństwo nadal pracują nauczyciele z moich szkolnych lat, niestety jednak większość już wtedy miała swoje lata. Będąc w gimnazjum przechodziłem do rąk właśnie takich młodych nauczycieli i wtedy chyba najbardziej dorobiłem się swojej niechęci do tej grupy. W mojej szkole jeśli byłeś pyskatym gimnazjalistą, który robił co chciał i z kim chciał to miałeś w prawdzie ocenę 3 z zachowania (wtedy poprawna) ale byłeś doceniany a jak nawet była jakaś sankcja to dość łagodna i chociaż wiedziałeś za co, a będąc spokojnym miało się to 4 (dobry) ze sprawowania, ale byłeś poniżany, nie jednokrotnie dostało ci się za to co nabroił kto inny i jeszcze rzucano jak najwięcej kłód pod nogi byle byś odnosił porażki i był jeszcze za to wyśmiewany. Do tej pory może pamiętam ze czterech młodych nauczycieli, o których mógłbym powiedzieć wiele dobrego z czego 2 mnie uczyło i tylko przez 1 rok. Przy pozostałych to nawet tym starym odp13rd@l@ł0...
Odpowiedz
#10
Jakbyś znalazł sobie książkę dla siebie, gwarantuję Ci, że byś się od niej nie oderwał Oczko.

Uczyć się nie lubię jeżeli jest to coś, co mnie kompletnie nie interesuje i wtedy jest mi ciężej się nauczyć, a jeżeli jest to coś, co lubię, to w bardzo szybkim tempie się nauczę. Ogólnie jestem osobą, która jak coś mnie zaciekawi/zainteresuje, to bardzo szybko się uczę, inaczej nieomal trzeba by mi łopatą w głowę walić, żeby wreszcie do głowy informacje wlazły Ściana.
Odpowiedz
  


Skocz do: