Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.


Terapia grupowa
#1
juz nic
Odpowiedz
#2
Yyyy... Tak...
Odpowiedz
#3
Nie wiem czy w moim przypadku to dobry pomysł.
Odpowiedz
#4
(10-08-2019, 15:07 PM)Nescafe napisał(a): Nie wiem czy w moim przypadku to dobry pomysł.

Byłaś? Próbowałaś?

Wysłane z mojego GT-I9505 przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#5
Nie. Zastanawiam się nad taką terapią
Odpowiedz
#6
Ja dzięki temu bardzo się przełamałem i otworzyłem. Poza tym są na podejrzewam wszystkich różnego rodzaju zadania. Można zupełnie inaczej spojrzeć na swoją przeszłość. Wyrzucić z siebie wiele rzeczy przy grupie. Nikt nie może Cię krytykować ani doradzać co masz robić. Odpowiedzi zwrotne to naprawdę cenne wskazówki i samo to że ktoś słucha i często chwali to bardzo dużo. Pozatym jak się okazuje wszyscy mamy podobne problemy i utożsamiane się z ludźmi którzy tam są bardzo dodaje otuchy. Później jak się zadomowisz czujesz się potrzebny. Bo ludzie z kolei słuchają Twoich wskazówek. Analizowanie każdego wydarzenia które chcesz wnieść na grupę.

Wysłane z mojego GT-I9505 przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#7
Mnie by to raczej... krępowało...
Odpowiedz
#8
Ok, ale bez tego nie wyjdzie się z niczego. To jedna z form terapii. Każdy czuje się skrępowany na początku. Pamiętam jednego kolesia, nie był w stanie przestać się trząść ze stresu, nie wiele był w stanie wydusić z siebie. Ale od nikogo na początku nie wymaga się niczego. Przez pierwsze dwa spotkania wystarczy się przedstawić, opowiedzieć krótko swoją historię i nic więcej. Potem każdy się wyrywa żeby coś powiedzieć, bo czuje się potrzebny. Bo bez takich osób żadna grupa nie miałaby prawa istnieć.

Wysłane z mojego GT-I9505 przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#9
(10-08-2019, 23:09 PM)vlad1431 napisał(a): Przez pierwsze dwa spotkania wystarczy się przedstawić, opowiedzieć krótko swoją historię i nic więcej.

Dla wielu osób to bardzo wiele. Pamiętam jak nie raz w szkole nauczyciel prosił o to by przedstawić się i krótko coś o sobie powiedzieć... Umierałem wtedy zwłaszcza, że nie wiedziałem co powiedzieć, a samo głośne powiedzenie swego imienia było wysiłkiem. Podobnie miałem na uczelni 2 lata temu kiedy to obecna moja promotor chciała by każdy się przedstawił i powiedział skąd przybywa (w sensie jaką szkołę wyższą ukończył). Wiedziałem wtedy, że jak nie odezwę się to raczej sympatii niczyjej nie zdobędę, a już na pewno nie szanownej Pani doktor, ale też wiedziałem, że mój kierunek wzbudzi ogólny śmiech na sali (jakby było z czego się śmiać) i faktycznie tak było, że cała sala parsknęła śmiechem. Udałem wtedy, że mnie samego to bawi bo cóż innego zrobić mogłem? Uraz jednak pozostał mimo, że doktorka pochwaliła uczelnię, z której przyszedłem bo jak się okazało sama tam wykłada tylko jako, że kończyłem zupełnie inny kierunek a uczelnia jest ogromna to nasze drogi dotąd się nie skrzyżowały. Tak czy inaczej tego rodzaju przeżycia zwłaszcza w młodym wieku są w stanie sprawić, że powiedzenie publiczne "cześć" jest wyzwaniem.
Odpowiedz
#10
Ok, na siłę nie będę Was przekonywał. Różnica polega na tym że szkoła czy sala wykładowa nie jest po to żeby przełamywać swoje słabości. Terapia jest od tego. Grupa zwykle składa się z kilku osób z podobnymi słabościami. Moja praca polega na bezpośrednim kontakcie z ludźmi. Jak poznam się z kimś bliżej, tzn z klientem jest ok. Natomiast przy każdym nowym był wielki stres. Do tego stopnia że zwykle bez polecenia byłem na wstępie spalony. Ale kontakt z ludźmi to moje życie. Dlatego nie wiem czy powinienem uznawać się za nieśmiałego. Ale uważam się za nieśmiałego. Nauczyłem się przełamywać ale dalej było to nienaturalne i każdy to od razu wyczuwał. Natomiast dziś był przełom. Dostałem sporą listę klientów do odwiedzenia i zdobycia. Po roku na grupie nagle dziś każdy był dla mnie miło i uprzejmie nastawiony. Sam byłem w wielkim szoku że potrafię naturalnie rozmawiać z nieznajomymi ludźmi. Nie było od razu jakichś sukcesów, ale dla mnie najważniejsze było to że w końcu nie czuje się jak jehowy którego najchętniej nikt by nie wpuścił.
Jeden z moich szefów uznał że nadaje się do tej pracy i tak się zaczęło. Podejrzewam że bez tego dalej byłbym odludkiem. Ale kto wie. I wszystko było ok dopóki zapał nie ochłonął i wróciły nie przepracowane traumy z dzieciństwa i młodości. Kontakt z ludźmi nagle zrobił się utrudniony. Przelewanie frustracji na klientów i współpracowników było na porządku dziennym.

Wysłane z mojego GT-I9505 przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
  


Skocz do: