Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.


To nie jest prowokacja! Przeczytajcie, a może zaczniecie doceniać Waszą sytuację...
#1
Zacznę od tego, że nie mam do Was żalu za to, że narzekacie na Wasze życie, ponieważ nigdy nie byliście w mojej skórze, więc nie macie pojęcia, przez co musi przechodzić przez całe życie osoba taka jak ja. Jednak proszę - przeczytajcie moją historię, a może dostrzeżecie, że to nie Wy jesteście tymi biednymi, pokrzywdzonymi przez los, nad którymi cały świat musi się litować.
Ja, w przeciwieństwie do Was, jestem skrajną ekstrawertyczką, do tego nadpobudliwą, nadmiernie śmiałą i impulsywną. Od najmłodszych lat miałam przechlapane zarówno u nauczycieli, jak i rówieśników - u tych pierwszych, bo na lekcjach wyrywałam się do odpowiedzi, zanim pytanie zostało do końca zadane, przerywałam im prowadzenie lekcji głupimi komentarzami i idiotycznymi pytaniami, u tych drugich - bo w czasie zabaw i gier próbowałam ,,rządzić", wtrącałam się do rozmów, nie umiałam zaczekać na swoją kolej, a skrytykowana wpadałam w szał, który powodował, że jeszcze bardziej się ze mnie śmiali. Nigdy nie umiałam ukryć swoich emocji, jak ktoś mi zrobił przykrość, od razu zaczynałam krzyczeć, awanturować się, co jeszcze bardziej go zachęcało do dokuczania mi.
Potem, w gimnazjum i liceum, było już tylko gorzej... Gdyby chodziło tylko o to, że nie miałam przyjaciół! Ale nie, ja po prostu NIE MOGŁAM PRZEJŚĆ KORYTARZEM BEZ ZWRACANIA NA SIEBIE UWAGI! Właśnie to się stało moją cechą charakterystyczną - ZWRACANIE NA SIEBIE UWAGI. To samo było w autobusie, tramwaju, pociągu - wielokrotnie wszczynałam awantury, bo np. ktoś mi zwrócił uwagę, że niechcący go potrąciłam. I niestety, nadal nie potrafię przestać tak robić, chociaż dawno przekroczyłam 20-kę... A już moją największą zmorą jest to, że nie potrafię mówić inaczej, jak po prostu KRZYCZĄC, a moja gadatliwość po prostu nie ma granic - zasługuje raczej na miano słowotoku... To tylko sprawia, że jeszcze bardziej ludzie wytykają mnie palcami i wyśmiewają jako dziwadło.
Z kolei przez całe liceum siedziała ze mną w ławce dziewczyna SKRAJNIE NIEŚMIAŁA I  INTROWERTYCZNA i, możecie mi wierzyć lub nie, ale MIAŁA O NIEBO LEPIEJ! Owszem, nie była popularna w szkole, ale przynajmniej miała ŚWIĘTY SPOKÓJ - traktowano ją jako coś w rodzaju dodatkowego mebla, który sobie spokojnie siedzi i nikomu nie wadzi. Wierzcie mi, milion razy wolałabym takie coś niż to, przez co ja przechodziłam (i wciąż przechodzę).
Na zakończenie powiem jeszcze, że przez mój ,,temperament" (a raczej przekleństwo) do 17-go roku życia mama nie pozwalała mi jeździć samej publicznym transportem, bo ,,mogę kogoś sprowokować i on mnie pobije", a nawet taksówką, bo ,,mogę zagadać taksówkarza i wdać się z nim w awanturę". Może gdybym miała tatę to on by jej nie pozwolił na takie ograniczanie mnie, nie wiem. Wiem tylko, że moja babcia ochoczo przystawała na zasady mojej mamy i codziennie, kiedy 10-letnie dzieci jeździły same do szkoły, mnie w autobusach i tramwajach towarzyszyła babcia, a po lekcjach dumnie czekała na mnie przed szkołą, z czego tylko moja klasa miała dodatkową bekę :/
Pomyślcie - czy naprawdę byście woleli takie życie?
Odpowiedz
#2
Cóż... Ta historia jakoś mnie nie przekonała... Może dlatego, że w miim mieście to byś była królową życia i każdy by zabiegał o Twe względy. Delikatnie mówiąc tu się ceni tych co dobrze rozpychają się łokciami, wszędzie ich pełno i nie potrafią siedzieć cicho. Tacy tu są poważani i robią karierę nawet bez wykształcenia... Cisi z kolei życia nie mają i każdy patrzy jak im nogi podkładać tak więc chętnie bym się zamienił. Może niekoniecznie charakterami, ale środowiskiem i owszem Duży uśmiech Pamiętam swojego głównego oprawcę z podstawówki i gimnazjum, robił co chciał a dyrektorka na jego temat co by nie zrobił to zawsze związane rączki miała Język
Odpowiedz
#3
W szkole to jakiekolwiek zachowanie powodowało takie skutki sam byłem cichą czarną owcą wyśmiewaną za to że jestem spokojny cichy . To zależy od środowiska , a moim zdaniem to jest skrajna ekstrawersja a ludzie tutaj piszą o typowym ekstrawertyku
Odpowiedz
#4
Ojej, po co aż tyle słów? Uśmiech Znam dużo krótszą wersję: "bo dzieci w Afryce mają gorzej"...
Odpowiedz
#5
Mam znajomych ekstrawertyków. Jednak w kontakcie nie są oni aż tak "agresywni" jak autorka tego tematu. Moim zdaniem to jest jakaś skrajna odmiana ekstrawertyka, który za wszelką cenę musi być w centrum uwagi.
Osoby nieśmiałe i tak jest w moim przypadku mają coś w rodzaju Strażnika - nie mów tego bo, zrobisz z siebie błazna. W tym przypadku podejrzewam, że osoba mówi wszystko zbytnio się nad tym nie zastanawiając. Jesteśmy zupełnie różni.

W przypadku autorki posta zadałbym sobie pytanie - Dlaczego musi być w centrum uwagi ? Jakie jest tego podłoże ? Dowartościowuje ją to w pewnym sensie, dzięki temu jest lepsza od innych i lepiej się czuję sama ze sobą ? Może warto umówić  się na wizytę do specjalisty opisując swój problem i szukając pomocy.

A co do tego co bym wołał, zarówno skrajne chowanie swoich emocji jak i nadmierne ich eksponowanie nie prowadzi do niczego dobrego. Każdy jest inny i każdy zmaga się z własnymi "demonami".
Odpowiedz
#6
(02-09-2019, 19:56 PM)Ekstrawertyczka napisał(a): Zacznę od tego, że nie mam do Was żalu za to, że narzekacie na Wasze życie, ponieważ nigdy nie byliście w mojej skórze, więc nie macie pojęcia, przez co musi przechodzić przez całe życie osoba taka jak ja. Jednak proszę - przeczytajcie moją historię, a może dostrzeżecie, że to nie Wy jesteście tymi biednymi, pokrzywdzonymi przez los, nad którymi cały świat musi się litować.
Ja, w przeciwieństwie do Was, jestem skrajną ekstrawertyczką, do tego nadpobudliwą, nadmiernie śmiałą i impulsywną. Od najmłodszych lat miałam przechlapane zarówno u nauczycieli, jak i rówieśników - u tych pierwszych, bo na lekcjach wyrywałam się do odpowiedzi, zanim pytanie zostało do końca zadane, przerywałam im prowadzenie lekcji głupimi komentarzami i idiotycznymi pytaniami, u tych drugich - bo w czasie zabaw i gier próbowałam ,,rządzić", wtrącałam się do rozmów, nie umiałam zaczekać na swoją kolej, a skrytykowana wpadałam w szał, który powodował, że jeszcze bardziej się ze mnie śmiali. Nigdy nie umiałam ukryć swoich emocji, jak ktoś mi zrobił przykrość, od razu zaczynałam krzyczeć, awanturować się, co jeszcze bardziej go zachęcało do dokuczania mi.
Potem, w gimnazjum i liceum, było już tylko gorzej... Gdyby chodziło tylko o to, że nie miałam przyjaciół! Ale nie, ja po prostu NIE MOGŁAM PRZEJŚĆ KORYTARZEM BEZ ZWRACANIA NA SIEBIE UWAGI! Właśnie to się stało moją cechą charakterystyczną - ZWRACANIE NA SIEBIE UWAGI. To samo było w autobusie, tramwaju, pociągu - wielokrotnie wszczynałam awantury, bo np. ktoś mi zwrócił uwagę, że niechcący go potrąciłam. I niestety, nadal nie potrafię przestać tak robić, chociaż dawno przekroczyłam 20-kę... A już moją największą zmorą jest to, że nie potrafię mówić inaczej, jak po prostu KRZYCZĄC, a moja gadatliwość po prostu nie ma granic - zasługuje raczej na miano słowotoku... To tylko sprawia, że jeszcze bardziej ludzie wytykają mnie palcami i wyśmiewają jako dziwadło.
Z kolei przez całe liceum siedziała ze mną w ławce dziewczyna SKRAJNIE NIEŚMIAŁA I  INTROWERTYCZNA i, możecie mi wierzyć lub nie, ale MIAŁA O NIEBO LEPIEJ! Owszem, nie była popularna w szkole, ale przynajmniej miała ŚWIĘTY SPOKÓJ - traktowano ją jako coś w rodzaju dodatkowego mebla, który sobie spokojnie siedzi i nikomu nie wadzi. Wierzcie mi, milion razy wolałabym takie coś niż to, przez co ja przechodziłam (i wciąż przechodzę).
Na zakończenie powiem jeszcze, że przez mój ,,temperament" (a raczej przekleństwo) do 17-go roku życia mama nie pozwalała mi jeździć samej publicznym transportem, bo ,,mogę kogoś sprowokować i on mnie pobije", a nawet taksówką, bo ,,mogę zagadać taksówkarza i wdać się z nim w awanturę". Może gdybym miała tatę to on by jej nie pozwolił na takie ograniczanie mnie, nie wiem. Wiem tylko, że moja babcia ochoczo przystawała na zasady mojej mamy i codziennie, kiedy 10-letnie dzieci jeździły same do szkoły, mnie w autobusach i tramwajach towarzyszyła babcia, a po lekcjach dumnie czekała na mnie przed szkołą, z czego tylko moja klasa miała dodatkową bekę :/
Pomyślcie - czy naprawdę byście woleli takie życie?

Przeczytałem Twój wpis i szczerzę sie przyznam,że chciałbym mieć  chocę z Twojej  ekstrawersji.Znalazłbym wtedy sobie partnerkę i miałbym kogo przytulać.
 Podziekowania: Silent
Odpowiedz
#7
Nie rozumiem motywu tej historii i nie chcę sobie go sam tworzyć więc może autorka sama wypowie się na ten temat. Jedno jest zastanawiające. Jesteś młodą osobą i miałaś mało czasu na tak duże zmiany. Chodzi mi o przejście z intro do ekstra -wertyka. Osobiście , podkreślam osobiście uważam takie zmiany za pojedyncze i wyjątkowe u nielicznych osób. Zwłaszcza między 25 a 35 rokiem życia. Chyba tylko trauma jest w stanie poruszyć prawdziwego dojrzałego Introwertyka do Esktrawertyzmu. Ale to tylko moje przemyślenia. Pozdrawiam.
Odpowiedz
#8
" Przeczytajcie, a może zaczniecie doceniać Waszą sytuację.." - gdyby tak to działało, to terapeuci i psychologowie musieliby szukać innej pracy. Oczko Poważnie, to żadne "odchylenia od normy" nie są w społeczeństwie mile widziane. A w szkołach, nawet integracyjnych, dzieciaki szczególnie nie mają lekko.
Odpowiedz
#9
Otóż to, zawsze mi się przypomina Adaś Miałczyński w Dzień Świra. Wyobraźcie sobie to w życiu codziennym. Czy taki człowiek nie wywoływałby u Was śmiechu? Dopiero osoba która na każdym kroku podkreśla swoją potrzebę akceptacji. Jest to co najmniej irytujące. Nie lubię się wypowiadać w takich wątkach, bo wiem że nie jest to nic przyjemnego dla takiej osoby. Zwłaszcza że to długi i raczej nigdy nie kończący się proces terapeutyczny.

Wysłane z mojego GT-I9505 przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
  


Skocz do: