Witaj, jeśli widzisz tą wiadomość to znak, że nie jesteś zalogowany na forum. Szybko utwórz konto klikając tutaj lub po prostu zaloguj się jeśli posiadasz już u nas konto.

Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.
Usuń tę notatkę
, nie blokuj reklam, daj zarobić na utrzymanie strony Uśmiech



Walka z przeszłością
Nie musisz "suponować", ale możesz używać języka potocznego z łaski swojej. To jest forum dla wszystkich, a nie dla połykaczy szczotek.
Poza tym możesz okazać choć trochę empatii i nie wciskać na siłę wszystkim Boga. Miło, że jesteś wierzącym, ale nie każdy jest i miło by było, gdybyś to uszanował.
Czekaj, łączę wątki Podejrzany
Odpowiedz
Exe odrobinę zrozumienia i spójrz chodź odrobinę szerzej w horyzont... Masz swoje poglądy i uwierz my to rozumiemy. Możesz o nich mówić głośno ale nie narzucaj wiary w Boga na siłę innym. A co do tematu i o tym co piszesz, żeby powierzyć trudne sprawy Bogu... Ok zgadzam się, ale czy Bóg chce abyśmy stali bezczynnie i czekali na cud z nieba?
Co oznacza słowo ,,suponować"? .-. Przyznam się, że pisałam długi post na temat związany z tematem i po pojawieniu się Twojego postu zwątpiłam w to co piszę. Uśmiech Proszę wytłumacz a w moim słowniku jakże wąskim pojawi się znaczenie nowego słowa.
Odpowiedz
#13
Z przeszłością "walczę" już parę dobrych lat. Coś kiedyś mocno spaprałem i do dzisiaj nie mogę sobie wybaczyć. Gdy kończyłem gimnazjum, raczej nie tak wyobrażałem sobie swoje życie za te osiem lat. Zawsze starałem się tryskać dobrym humorem, nikomu nie odmawiałem pomocy, doceniałem drobiazgi, można mnie było darzyć zaufaniem. Nie marudziłem, nie narzekałem, nie przyznawałem się przed sobą samym do zwątpień czy złych nastrojów. I jakkolwiek żałośnie to zabrzmi, przewiozłem się na własnej naiwności. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie kilka rzeczy, zostawiając tym samym siebie samego w drobnym szoku - bardziej nie przez stan rzeczy, jak przez to, że widzę to dopiero teraz. Po co i na co to wszytko było? Bo prawda jest taka, że w wieku 24 lat nie mam przyjaciół, nie mam szczęśliwego domu, nie mam miłości, talentów, nie mam urody, nie mam pieniędzy, nie mam doświadczenia, nie mam normalnej pracy, nie mam marzeń, nigdy nie byłem zakochany. Ale staram się zapełniać pustkę - studiuje, pracuje, staram się wyciskać z siebie ile się da. Ale mam także o kilkanaście chorób i dolegliwości za dużo, które już teraz skutecznie utrudniają życie, a co będzie dalej ale czy to ważne? Jest cała masa rzeczy, których w życiu żałuję. Ale na razie mam te studia, mam na zaspokajanie podstawowych potrzeb, względnie zdrowy umysł. Mam kilka miłych wspomnień, znajomych, jestem względnie zdrowy psychicznie, nikt chyba nie ma powodu, by wytykać mnie palcami. Zapewne schorowany starszy człowiek powiedziałby mi, że wygrałem od życia los na loterii. Może mógłby mi mówić, jak żyć i co o życiu myśleć, a ja bym z pokorą go wysłuchał, może zachciałoby mi się żyć. Tak jak ostatnio zachciało mi się żyć po pewnym filmie, ale to stan tak krótki, jak krótkie jest uniesienie po seansie. Moi rodzice, nieznajomi czy społeczeństwo w ogóle powinni oczekiwać ode mnie, że będę szczęśliwy - będą w tym mieli niejako słuszność, bo powierzchowność mówiłaby im, że wszystko winno na to wskazywać. I choć prawa logiki nakazują mi się uśmiechać, prawdą jest, że najbliższe dni spędzę sam jak palec myśląc o niczym lub o ludziach, którzy gdyby żyli, może trochę zmieniliby mój świat.
Odpowiedz
  


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości