Witaj, jeśli widzisz tą wiadomość to znak, że nie jesteś zalogowany na forum. Szybko utwórz konto klikając tutaj lub po prostu zaloguj się jeśli posiadasz już u nas konto.

Strona Niesmiali.net.pl wykorzystuje pliki cookies. Pozostając na stronie wyrażasz zgodę na ich zapis lub wykorzystanie. Więcej na ten temat w polityce prywatności.
Usuń tę notatkę
, nie blokuj reklam, daj zarobić na utrzymanie strony Uśmiech



Życiowa monotonia, szara rzeczywistość a może ból istnienia?
#1
Czytając różne tematy na forum, zacząłem zastanawiać się, dlaczego właściwie na tym świecie tak strasznie nam źle, niedobrze, smutno?

Ostatnio sporo zastanawiałem się nad dzisiejszą rzeczywistością, która z dnia na dzień wydaje mi się być coraz bardziej szara, a ludzie, którzy z braku innej możliwości lub z wyboru żyją na podstawie pewnych utartych schematów, z maskami na głowach. Widzę to nawet na własnym przykładzie. Teoretycznie mam wszystko co do życia potrzeba, ale praktycznie ciągle czuje się źle w życiu. Nie mam z kim dzielić życia, komu się zwierzyć, do kogo przytulić. Świat zawsze wydawał mi szary, boje się że kiedyś stanie się nijaki. I nie tylko dla mnie i przeze mnie. Sam powoli przestaję doceniać to co mam, cieszyć się z byle czego. Kiedyś byłem naprawdę szczęśliwy, potrafiłem się cieszyć niemal wszystkim: widokiem zachodzącego słońca, pełnią księżyca i bezchmurnego nieba nocą, kropelkami deszczu na policzku. A teraz nie ukazuje tego no bo i po?  Jeszcze ktoś się zorientuje że, jestem wariatem.

Coraz częściej miewam wątpliwości, coraz więcej znaków zapytania. Mimo że pracuje, studiuje, to jednak samotność ciągle mi towarzyszy, ciągle czuje się jakoś obco, trudno mi się nawiązuje znajomości, jestem albo raczej byłem przyzwyczajony, przywiązany do starej paczki znajomych której już prawie nie ma. Próbowałam ratować przyjaźń, ale na siłe się nic nie da. Brakuje mi przyjaźni, towarzystwa, takich osób, z którymi można by po prostu porozmawiać, albo wspólnie, bez skrępowania pomilczeć. Codziennie poznaje nowych osoby, ale nie widzę w nich nikogo poza ludźmi. Szara codzienność mi nie wystarcza. Popadam w nastroje od euforii do głębokiej depresji. Przy obcych zawsze ukrywam swoją wrodzoną nieśmiałość. Chciałbym zwyczajnie znaleźć przyjaciół takich jak kiedyś. Może to winna tego że chcąc czy nie chcąc jestem już dorosły, a ja nadal pragnę być gównianym nastolatkiem. Chciałbym się gdzieś wyrwać, chociaż na jeden dzień gdzieś wyjechać, porozmawiać z kimś, albo chociażby pomilczeć w miłym towarzystwie. Ale nie da się bo cały świat jest jednak zabiegany. Wszyscy pracują, uczą się, nikomu nic się nie chce.

Jak wielu osobom udało się odnaleźć swoją bratnią duszę ? Co wy robicie, żeby nie paść ofiarą szarej rzeczywistości ? Albo czy da się z nią żyć?
Odpowiedz
#2
Postrzegasz świat poprzez własną perspektywę i w zasadzie pytasz sam siebie. Nie mam tu oczywiście niczego złego na myśli. Jest pewna piosenka w której padają słowa "Odpowiedzi szukaj... czasu jest tak wiele". Myślę, że powinieneś poddać się tym słowom. Gdzieś na świecie kryję się coś(a może ktoś?)co sprawi, że zaczniesz odbierać rzeczywistość w nieco jaśniejszych barwach. Nie ma się co spieszyć, w końcu czasu jest tak wiele.
Osobiście nie czuje się na tym świecie źle i uważam, że można odnaleźć tu wiele aktów ludzkiej życzliwości. Ostatnio praktykuje bycie miłym, zawsze wychodziłem na miasto i miałem wszystko gdzieś, bo w końcu to ja jestem nieszczęśnikiem. Przytrzymuję ludziom drzwi, uśmiecham się do nich. Niby banalne sprawy, ale mi sprawia przyjemność proste dziękuję, czy odwzajemniony uśmiech. Oczywiście nie każdy na ten gest odpowie życzliwą reakcją, ale skoro inni nie żywią sympatią innych to wcale nie oznacza, że mam się poddawać. Nie mam z tego żadnych korzyści, a jednocześnie jakieś otrzymuję. No dobrze uśmiechnąłem się uczelnianej koleżance i otrzymałem zaproszenie do znajomych, ale to tylko wyjątek od reguły.
I tak, ja właśnie tak reaguje na rzeczywistość, staram się jakoś dostosować świat do siebie. Oczywiście... jestem pijakiem, mam problemy z żołądkiem i nerwami oraz jestem cholernie samotny, ale... pieprzyć to. Za dziesięć lat może i pozbędę się problemów, ale wciąż pozostanę tą samą osobą.
Odpowiedz
#3
W sumie to życie jest nawet piękne. Tylko w tej cholernej codzienności tak trudno o tym pamiętać.
Odpowiedz
#4
Teraz pewnie wszystkich zaskoczę, ale ja doskonale to rozumiem!
Flo, wiem o czym mówisz i wiem czemu jest Ci źle..
Czułam wielokrotnie samotność w tłumie ludzi, gdyż KOGOŚ mi brakowało. Bratniej duszy- to jest doskonale ujęte stwierdzenie kogo tak na prawdę było mi brak.
Kogoś z kim mogłabym wszystko i rozumieć się bez słów. Odnalazłam taką osobę i świat przestał być szary, monotonny, nudny, samotny.
To jest jedyne lekarstwo na tą przypadłość- znaleźć tą Wyjątkową Osobę.
Życzę ze szczerego serca byś w końcu i Ty odnalazł kogoś takiego tylko dla siebie.
Odpowiedz
#5
Nie zgadzam się. Jeśli ci to pomogło, mega serdeczne gratulacje, ale mówienie, że znalezienie "2. połówki" jest jedynym sposobem na szczęście i pozbycie się samotności to albo jest to stwierdzenie fałszywe, jeśli nie przekłamane, albo samobójstwo staje się świetną opcją, a przynajmniej lepszą niż życie na tak szarym jednolitym I godnym pożałowania świecie cierpiąc do końca życia. Nie każdemu dane jest znaleźć tą osobę, choć jest to w istocie najszybsza i najprostsza droga to ma 100% nie jedyna. Dla każdego jest to coś innego, tak jak każdy postrzega sens życia w inny sposób. Mi w zwalczaniu samotności pomaga pasja, kontakt z innymi ludźmi (choć nikomu z nich nie ufam tak do końca) oraz zmiana w sposobie myślenia bo nawet jeśli ten kontakt z innymijest potrzebny w jakim stopniu, podobnie jak trafienie na odpowiednich ludzi, to przerzucenie na kogoś swoich problemów to nie jedyna opcją.
 Podziekowania: courtney_love
Odpowiedz
#6
Wombat, to jest bardzo różnie Uśmiech
Ludzie są tak różni od siebie, że ich wartości bywają często zupełnie inaczej poukładane.
Jednakże czytając post Flo zobaczyłam, że On ma podobnie jak ja, że to samo jest w stanie go napędzać i motywować do działania.
Oczywiście nie każdego to dotyczy, tutaj przyznaję rację w 100%, lecz z drugiej strony nie dla każdego takie postrzeganie jest fałszywe.
Odpowiedz
  


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości